Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Akcja · 12 min czytania

Leśni Banici( Rozdział I)

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

W niedalekiej przyszłości...

ROZDZIAŁ I „Ucieczka”

Bar Acapeloco znajdował się na uboczu Wielkiego Miasta, w najbiedniejszej dzielnicy stolicy Zjednoczonych Landów. Knajpa położona była z dala od głównych arterii miejskich, przy małej, spokojnej uliczce. Mimo to zawsze oblegały ją tłumy gości. Bar nie wyróżniał się pięknym, wyszukanym wystrojem, ani też dobrą kuchnią. Swą popularność zawdzięczał temu, że można w nim było załatwić niemal każdy nielegalny interes. Acapeloco nazywany był ostatnią oazą przestępczości w Wielkim Mieście. Handlowano tam wszystkim tym, co zdelegalizowała władza: alkoholem, papierosami, czy też narkotykami. W knajpie pełno było dealerów i sutenerów. Ci groźnie wyglądający mężczyźni czekali na swych klientów przy okrągłych, metalowych stolikach. Był późny wieczór, gdy do baru Acapeloco wszedł mężczyzna w kapturze. Ubrany w szarą bluzę i starte jeansy przybysz zamówił szklankę wody i dwie kapsułki energetyczne. Chwilę później mężczyzna podszedł do stolika, przy którym siedział czarnoskóry osiłek. - Ciebie zwą Czarnym Joe? – zapytał. - Tak. Czekam tu na kogoś, więc mów, o co chodzi i spływaj - rzucił groźnym głosem Joe. - To właśnie na mnie czekasz. Po tych słowach tajemniczy przybysz dosiadł się do stolika. Jego twarz wciąż przysłonięta była kapturem. - Mam mało czasu. Potrzebny mi transport poza granice miasta. Muszę dotrzeć do Dzikich Landów -powiedział. - Może najpierw pokażesz mi swoją twarz cwaniaczku? Lubię wiedzieć z kim rozmawiam-odparł jeden z najbardziej znanych przemytników w okolicy. - Wybrałem ciebie, bo podobno nie zadajesz zbędnych pytań. To jak wyglądam nie powinno cię interesować. - Ścigany, co? Pewnie władza za Twoją głowę płaci pokaźną sumę - rzekł Czarny Joe, po czym głośno się zaśmiał. - Trafiłeś w dobre ręce. Nienawidzę ich jeszcze bardziej niż ty. Płacisz 10 patyków i jesteś poza miastem. Za 15 dojedziesz do Dzikich Landów. Najbliższy transport jutro rano, więc radzę szybko podjąć decyzję. Chwilę później zakapturzony mężczyzna wręczył przemytnikowi plik banknotów i powiedział: - 12 tysięcy i jutro jestem w Dzikich Landach Czarny Joe dokładnie przeliczył pieniądze, a potem spojrzał na swego klienta. - Czekaj jutro o 8 przed barem.-oznajmił przemytnik, po czym wstał i opuścił knajpę. Mężczyzna w kapturze rozejrzał się wokoło, sprawdzając czy nikt go nie obserwuje. Po chwili również wyszedł z baru. Zdecydowanym krokiem ruszył w kierunku centrum miasta. Mimo że znajdował się w najbiedniejszej dzielnicy stolicy Zjednoczonych landów ulice były tu czyste i schludne. Panował na nich idealny porządek. Od czasu, gdy wprowadzono system Pełnego Monitoringu i identyfikacji Personalnej przestępczość w mieście praktycznie przestała istnieć. Każde wykroczenie było wykrywane w przeciągu kilku minut, a jego sprawca był natychmiast aresztowany. Mężczyzna szybko dotarł do dzielnicy Mieszkaniowej. Osiedle, składające się z setek białych, piętrowych domów, znajdowało się tuż przed dzielnicą Centralną. W oddali widać było strzeliste drapacze chmur, które wznosiły się w centrum miasta. Przed jednym z domów zakapturzony mężczyzna wyjął z kieszeni kopertę i zadzwonił wbudowanym w drzwi domofonem. - Kto tam? - usłyszał po chwili z domofonu. - Pańską sąsiadką jest Karolina Pirson. Chciałbym, aby to, co zostawiam pod pańskimi drzwiami trafiło do niej. Z góry dziękuje za pomoc. Gdy właściciel domu otworzył drzwi, na ulicy nie było już nikogo, a przed wejściem do mieszkania leżała koperta. Nazajutrz Karolina Pirson przeczytała pozostawioną jej wiadomość. Najbardziej w pamięci utkwiły jej te słowa: ,,Nie mam wyboru. Muszę to zrobić. Nigdy Cię nie zapomnę”. Następnego dnia dokładnie o 8 pod bar Acapeloco podjechał starszy model mini-auta. Samochód ten cieszył się bardzo dużą popularnością wśród mieszkańców miast Wielkiego Państwa. Niewielki dwuosobowy pojazd idealnie nadawał się do jazdy po zatłoczonych metropoliach. Czarny Joe był tak duży, że ledwo mieścił się w swym samochodzie. Przemytnik opuścił boczną szybę auta i krzyknął do mężczyzny, stojącego przed barem. - Jeśli jeszcze się nie rozmyśliłeś, to wskakuj. Chwilę później czerwone mini-auto odjechało w kierunku dworca przemysłowego. - Za co cię ścigają? - spytał przemytnik Pasażer nic nie odpowiedział. - Widzę, że nie chcesz rozmawiać. Więc powiem tyko to, co powinieneś wiedzieć. O 9:30 z dworca przemysłowego wyrusza pociąg towarowy do tartaków Bold. Tartaki znajdują się przy granicy Dzikich Landów. Jedzie tam 30 wagonów sprzętu. Mój człowiek ukryje ciebie w jednym z wagonów. Rozumiem, że pozbyłeś się Id? Po tych słowach czarny Joe spojrzał wymownie na uciekiniera. Ten w odpowiedzi pokazał mu ranę na prawym przedramieniu. Id był to identyfikator wszczepiany obywatelom tuż po urodzeniu. Dzięki niemu policja, wykorzystując system satelitarny, była w stanie namierzyć poszukiwaną osobę w przeciągu kilku sekund. Identyfikator miał także wiele innych zastosowań. Między innymi pełnił funkcję karty kredytowej, a obywatele za jego pomocą otwierali i zamykali drzwi swoich mieszkań. - Przy wyjeździe z miasta wszystkie wagony są skanowane – kontynuował wypowiedź Czarny Joe - Gliny zabezpieczają się w ten sposób przed takimi jak ja i ty. Szukają gorącego towaru i uciekinierów. Jeśli skaner namierzy jakikolwiek obiekt spoza raportu wówczas będziemy mieć niemały problem. - Więc jak mam uniknąć problemów? - przemówił w końcu zakapturzony mężczyzna. - Mój człowiek pokaże ci skrytkę niewielkich rozmiarów. Wszystko, co się w niej znajduje jest niewidoczne dla skanera. Będziesz musiał się w niej ukryć na jakiś czas. Uprzedzam, nie będzie wygodnie. Poza tym módl się, aby nic nie zwróciło uwagi straży granicznej. Jeśli psy wejdą do wagonów zrobi się nieciekawie Wkrótce Czarny Joe zatrzymał samochód przed szeroką bramą. Za wysokim ogrodzeniem stały ogromne hangary. Przemytnik przywitał się ze…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Leśni Banici( Rozdział I) — czytnik · opowiadania