Inne · 6 min czytania
Leszek
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
„Życie jest złe. Nigdy nie dostajesz tego czego chcesz. A nawet jeśli to dostaniesz, to najczęściej w komplecie z czymś absolutnie beznadziejnym.”
...każdego ranka, kiedy Leszek jechał do pracy, jego myśli podążały tym mniej więcej torem. Leszek był potężnym, umięśnionym, łysym facetem o twarzy mordercy ruskich gangsterów i sadysty wyrywającego dzieciom lalki z rączek i rączki z ciałka. Jego serce zaś było przepełnione ideałami humanizmu i miłością do każdego stworzenia, które zawierało w sobie białko. Leszek kochał cały świat i dawał temu wyraz w swoich niezliczonych wierszach, pisanych namiętnie pod kołdrą przy świetle świecy. Leszek kochał wszystko i wszystkich, z wyjątkiem jednego: swojej pracy. Był kontrolerem biletów zatrudnionym w MPK.
Próbował wielokrotnie zatrudnić się gdzie indziej. Ale, ech, bycie wielkim człowiekiem nie jest łatwe. Wszelkie prace biurowe odpadały ze względu na rozmiar palców Leszka - swoim kciuciszczem wciskał od czterech do ośmiu klawiszy za jednym razem. Wszelkie zawody, które wymagałaby życzliwego kontaktu z dowolnie wybranym członkiem społeczeństwa, odpadały w przedbiegach. No, może z jednym znamiennym wyjątkiem: współpracą z Leszkiem był zainteresowany urząd skarbowy, tutaj jednak na przeszkodzie stanął wybitnie nieścisły Leszkowy umysł.
Sytuacji nie ułatwiał też fakt, że Leszek w swoim fachu kontrolera nie miał sobie równych. Każdego miesiąca wygrywał w cuglach wewnątrzfirmową rywalizację o miano Najskuteczniejszego Kanara. Jak to się działo? Otóż każdy człowiek złapany na jeździe na gapę ma odruch (za przeproszeniem) samoobrony, pierwotny instynkt walki o niezapłacenie mandatu. Jednak ten instynkt znikał bezpowrotnie w momencie nawiązania kontaktu wzrokowego gapowicza z Leszkiem. Gdy tak człowiek spojrzał na jego twarz i posturę, gotów był natychmiast zapłacić 100, 200 czy 500 złotych, byle tylko nie obudzić się któregoś ranka w bagażniku wołgi jadącej do lasu pod Mińskiem.
Pewnej nocy nasz bohater pracował nad swoim poematem autobiograficznym zatytułowanym „Przepraszam”. Praca przeciągnęła się do wczesnych godzin rannych, więc samopoczucie Leszka wychodzącego do pracy było jeszcze gorsze niż zazwyczaj. Leszek wsiadł do autobusu, wyciągnął swój identyfikator i podszedł do pierwszego pasażera. Pasażerem tym była pani Janina, emerytka jadąca do okulisty, osoba z natury nerwowa i zapominalska. Obie te cechy okazały się zabójcze: pani Janina zapomniała skasować bilet i zdenerwowała się na widok Leszka okrutnie. Przestała oddychać, jej twarz nabrała koloru ekstrawertycznego buraka, serce nie wytrzymało – i pękło.
Starsza pani osunęła się na podłogę, a Leszek stał sparaliżowany. Nie poruszył się, ani wtedy gdy inni pasażerowie losowali…