Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

muzyka · 17 min czytania

Lewe ucho pianisty

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Drogosław od lat występował w duetach fortepianowych. W przeszłości grał na cztery ręce z Niemcem, Argentyńczykiem, Amerykanką, Meksykaninem i Japończykiem. Były to zawsze ciekawe przeżycia, bo każdy pianista ma inny temperament, inną technikę, inny dźwięk i inny gust. Czasem w czasie prób były uciążliwe dyskusje i spory o każdą nutę, czasem była to sama frajda, a czasem bywało sztywno i nudno. Im Drogosław był starszy tym bardziej ludzie bali się odzywać w czasie prób i po prostu czekali na sugestie interpretacyjne „profesora”. Były to w większości jednorazowe występy, choć powtarzał się repertuar. Ciekawie było grać „Petite Suite” Debussyego z innymi osobami. Drogosław czasem grał partię dolną, czasem górną. Każdy z nas słyszy trochę inaczej. Kultura francuska może być widziana jako roztańczona i pełna młodzieńczej radości życia albo zupełnie inaczej, przez zamglone kolory impresjonistyczne, pastelowe i delikatne, bardziej oddalone od słuchacza.

Mimo tych wszystkich ciekawych przeżyć muzycznych Drogosław żałował, że przez te całe lata nigdy nie znalazł prawdziwego partnera, kogoś kto intuicyjnie rozumiał jego styl muzyczny, kogoś z kim porozumiewanie się nie wymagało słów, a tworzony wspólnie dźwięk był jakąś sonorystyczną jednością, a nie ciągłym dopasowywaniem się. Tacy na przykład dwaj holenderscy bracia Jussen, albo Barenboim czy Kissin grający z Argerich. Te duety brzmiały tak, jakby te osoby naturalnie rozumiały się w każdej frazie i w każdym najmniejszym oddechu. Jasne, że ci holenderscy bracia ćwiczyli razem codziennie w domu od trzydziestu lat i nie ma się co dziwić, że osiągnęli mistrzostwo, ale Drogosław wątpił, by przed koncertem Argerich ćwiczyła z Kissinem sześć godzin dziennie przez cztery miesiące.

Z marzeń o swojej muzycznej „drugiej połowie” musiał Drogosław zrezygnować, ale mimo to zawsze cieszył się, gdy pojawiała się znów jakaś okazja by pograć duety. Było w tym repertuarze wiele prawdziwych arcydzieł.

Ostatnio współpracował z Douglasem, młodszym od niego o co najmniej dwadzieścia lat pianistą, który, po studiach akompaniatorskich w Bloomington osiadł w Lincoln w Nebrasce. Mieszkał tam, raczej chyba tymczasowo, u rodziców w piwnicy, gdzie miał świetnego Steinwaya. Douglas otworzył w swym mieście szkołę muzyki kameralnej, która cieszyła się dobrą reputacją w środowisku. Zapisał się też na internetowe studia Zarządzania i Administracji, gdyż zakładał, że dogłębna znajomość praw ekonomii pomoże mu w kierowaniu szkołą.

Douglas i Drogosław wykonali cały szereg koncertów w lokalnych galeriach sztuki, domach emerytów i szkołach muzycznych w Kansas i w Nebrasce. Douglas miał co prawda pewne drobne braki jako pianista, ale umiał je przed publicznością ukryć, nadrabiając młodzieńczym temperamentem. Za to sama współpraca układała się bardzo dobrze. Pełny profesjonalizm. Drogosław cieszył się, bo wielokrotne występowanie z tym samym repertuarem jest zawsze najrozsądniejszym posunięciem. Czy gra się jeden koncert czy siedem, ilość prób jest przecież taka sama.

Drogosław Przechodziewicz od ponad trzydziestu lat uczył fortepianu na małym stanowym uniwersytecie w miejscowości Hartford w Kansas. Jeden z jego absolwentów, Paul Kriegbaum, kontynuował po studiach naukę w dziedzinie kompozycji i ukończył właśnie doktorat na renomowanym uniwersytecie w Ann Arbor w Michigan. Przez całe lata Paul wiernie utrzymywał kontakt z Drogosławem. W Hartford mieszkali jego dziadkowie i gdy tylko ich odwiedzał zawsze przy tej okazji starał się spotkać z Drogosławem na kawę. Gdy widzieli się ostatnim razem, wczesną jesienią 2024 roku, Drogosław wspomniał mu o nadchodzącym w przyszłym roku koncercie jego duetu fortepianowego w uniwersyteckiej bibliotece. Paul zasugerował, że skomponuje na tą okazję specjalny utwór i zadedykuje go swojemu dawnemu profesorowi fortepianu. Będzie to więc miła prapremiera. Paul był absolwentem, a Drogosław jego dawnym profesorem. Będzie to miły akcent dla lokalnej publiczności. Drogosław wspomniał, że oczywiście musi zapytać Douglasa czy chce nauczyć się nowego utworu, ale to raczej formalność. Douglas był z wykształcenia „pianistą-kolaborantem”, czyli, po polsku, akompaniatorem. Potrafił nauczył się bardzo skomplikowanych utworów w kilka dni.

Douglas szybko się zgodził. Był wrzesień, Paul planował skończyć utwór w listopadzie a prapremiera miała być w połowie kwietnia.

Drogosław lubił muzykę współczesną, żałował, że mieszka daleko od wielkich centrów muzycznych, gdzie muzyka współczesna jest stałą częścią życia muzycznego. U niego na uniwersytecie odgrywała niestety marginalną rolę. Po latach Drogosław stracił kontakt z kolegami kompozytorami w Polsce. Cieszył się więc, że utwór jakiegoś żyjącego kompozytora zabrzmi w uniwersyteckiej bibliotece.

Niestety, nie mógł wtedy wiedzieć, że ta prapremiera otworzy nowy, kłopotliwy i bolesny rozdział w jego życiu.

Paul ukończył utwór w końcu listopada. We wszystkich swych kompozycjach zawsze podkreślał swe nordyckie korzenie, obdarzył więc utwór tytułem „Sigurd”. Zadedykował to dziesięciominutowe dzieło Drogosławowi, który natychmiast przesłał nuty do Douglasa. Mieli pięć miesięcy by nauczyć się tego utworu.

Po nowym roku 2025 Drogosław skontaktował się z Douglasem i umówili się na próbę na połowę stycznia. Nie było to takie proste, jeden z nich musiał jechać na próbę samochodem, trzy godziny w jedną stronę. Douglas w ostatniej chwili odwołał próbę z powodu choroby, ale było dużo czasu, nie było żadnych powodów do zmartwień. Drogosław zaczął uczyć się utworu. Okazało się, że „Sigurd” jest niezwykle niewdzięczny. Nie tylko był ten utwór niezwykłe skomplikowany rytmicznie, ale również, niestety, absolutnie nic w nim nie „leżało pod palcami”, a wręcz przeciwnie, wszystko było bardzo niewygodne. W końcówce utworu Paul wymagał niezwykle szybkich temp, które były po prostu fizycznie niemożliwe. Paul najwyraźniej nie miał zielonego pojęcia o pisaniu na fortepian. Drogosław miał kiedyś taką sytuację w czasie studiów w Warszawie. Kompozytor amator zaoferował mu dużą sumę pieniędzy za nauczenie się i nagranie jego dzieł fortepianowych. Gdy po tygodniu pracy Drogosław stwierdził, że tych utworów żadna ręka ludzka nie jest w stanie ugrać na fortepianie, kompozytor się śmiertelnie obraził. Paul nie był może aż tak ekstremalnym przykładem tej sytuacji, ale uczenie się jego utworu wiązało się jednak z prawdziwym cierpieniem.

„Po co powstają niewdzięczne utwory tego typu, jeśli istnieją już przepiękne dzieła na cztery ręce Schuberta, Ravela, czy Faurego?”, westchnął Drogosław.

Drogosław próbował ponownie się umówić na próbę z Douglasem, ale nieoczekiwanie Douglas przestał odpowiadać na teksty i emaile. Ciągle było dużo czasu, koncert był zaplanowany na połowę kwietnia. Z początkiem marca Drogosław zaczął podejrzewać, że coś najwyraźniej jest nie tak. Ze strony Douglasa zapanowała kompletna cisza. Pod koniec miesiąca Drogosław otrzymał następujący email:

„Cześć Drogo, otrzymałem nową pracę jako Dyrektor Zaangażowania Kulturalnego i Dziekan od Spraw Ciągłego Podwyższania Jakości Kształcenia na Uniwersytecie w Michigan. Ale przyjadę do Kansas i zagram z tobą na twoim campusie w kwietniu, tylko bez tego potwornego utworu tego Kriegbauma. Trzymaj się, Doug”.

Drogosław zdał sobie sprawę, że nie było to takie proste, bowiem w Hartford mieszkali dziadkowie Paula Kriegbauma. Dziadek Paula był emerytowanym profesorem ekonomii i zaprosił na koncert w bibliotece uniwersyteckiej wielu znajomych. Od kilku tygodni Paul ogłaszał prapremierę „Sigurda” na Facebooku. Te okoliczności nie pozwalały, by można było zagrać ten koncert „bez tego potwornego utworu tego Kriegbauma”.

Na szczęście honorarium za koncert było bardzo wysokie i Drogosław pomyślał, że szybko znajdzie kogoś na zastępstwo. Odpisał Douglasowi, żeby się nie martwił, bo ktoś inny zagra ten koncert, i nie ma żadnej potrzeby podróżowania do Kansas z dalekiego Michigan. Niestety Douglas próbował się targować. Było jasne, że zainteresowało go to wysokie honorarium, ale Drogosław nie miał ochoty się w żadne dyskusje bawić. Jednym z argumentów Douglasa było to, że rzekomo…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%