Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

przyjazn · 6 min czytania

Lexi

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

LEXI

Wreszcie przestało bujać i kołysać. -poznaję to,czuję,Już tędy przejeżdzaliśmy ,wracaliśmy tą drogą.Zaraz zejdziemy z tej wielkiej maszyny i wsiądziemy do auta. Dom i moje podwórko są już niedaleko.Jak tylko wyskoczę z auta zawiadomię całą ulicę,że już wróciliśmy.Pogadam z tym fajnym pudlem i pogonię rudego kota ,który pewnie zaczął się panoszyć pod moją nieobecność.Już niedługo obwącham się trawy i krzaków z naszego ogródka. Sprawdzę czy jakiś kret,mysz albo ptaki nie zamieszkaly u nas gdy nas nie było. To moje podwórko,ja go pilnuję bo Ona mnie do tego wyznaczyła. Teraz trzeba stać w kolejce i po kolei podchodzić do bramki.Wreszcie jesteśmy na ziemi,na lądzie. Puszczam Lorcię przodem.Ciągle jeszcze chodzi z trudem .Przecież dopiero co urodziła 3 śmieszne szczeniaczki na tej wielkiej rozbujanej maszynie. Lorcia jest dumna z takich ładnych dzieci,chyba je bardzo kocha bo ciągle się ogląda i sprawdza czy Ona ma je wszystkie w koszyku .Ona niesie je ostrożnie. Dochodzimy wreszcie do oszklonego stanowiska. Tam siedzi pan,Ma czapkę i mundur. Ja się uśmiecham i merdam ogonem -tak jak ostatnio. Wtedy tez się uśmiechnął i wyszliśmy z hali. Ale teraz był inny pan,nie ten co wtedy. Ten dzisiejszy dużo mówił do niej ,często powtarzał „paszport”, „szczepienie”-i tak w kółko. Ona też dużo mówiła,wyciągała coś z torebki,podawała mu,coś pokazywała.. Potem ten pan w mundurze i czapce wstał zza biurka i zniknął za białymi drzwiami. Ona weszła za nim ,mnie przywiązała do ławki i powiedziała zostań i czekaj .Jestem dobrze wychowany więc to dla mnie nie problem-tylko niech szybko wraca. Usiadłem i patrzyłem na te drzwi -pewnie zaraz wróci -zawsze wraca szybko. Ona weszła z Lorcią i szczeniaczkami w koszyku. -Lorcia ! Krzyknąłem -nawet nie wiem dlaczego.. Dziwne to trochę było,słabo słyszałem przez grube drzwi ale Ona dużo mówiła. Mówi i mówi,chyba płacze .I znów mówi i znów płacze. Potem slyszę jak Lorcia pisnęła,pewnie niezdara stanął jej na łapce. Pewnie wzięła ją na ręce i przutuliła bo Lorcii już nie było słychać .Potem pisnął szczeniaczek,potem drugi i trzeci... Pewnie je tez przytuliła bo po chwili przestały piszczeć. Wreszcie Ona wychodzi,uśmiecha się do mnie ale jakoś dziwnie,jakoś obco ,nie znam tego uśmiechu. Kucnęła przy mnie ,przytuliła,pomerdałem ogonem ,polizałem po rękach Do ucha mi powtarzała Lexi ,Lexi… Już mi się tu nie podoba ,ci panowie w mundurach są jak bulteriery,inni się ich boją -czuję to. Już chciałbym być na naszym podwórku ,poleżeć na trawie,sprawdzic co tam się dzieje. Ale ciągle nie idziemy do tych drzwi ,które prowadzą do domu,przez które wpadają promienie słońca. Zamiast do wyjścia ,Ona prowadzi mnie tam ,skąd przed chwilą wyszła. Płacze znów ,dlaczego? Może się obawia ,ze nie

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Lexi — czytnik · opowiadania