Romans · 7 min czytania
Leżę
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
.....Leżę.....
Oto mój pokój, jest niebieski, jak niebo w lecie, jest taki radosny lecz taki nie mój. Nawet te książki, te pluszowe misie są takie nie prawdziwe. A to ja. Leże. Cóż za wspaniała pozycja, całe życie człowieka się na niej opiera. Rodzimy się leżymy, jak dorastamy to też potrzebujemy odpoczynku i jak umieramy to zakopują nas w trumnie w pozycji leżącej. Już nie śpię, tylko leże,.. patrzę na zegarek, w którym nieuchronnie wybije godzina w której będzie musiał zadzwonić a ja wstać. A zresztą, po co mam wstawać, skoro i tak nikt nie zauważy, że mnie nie ma, nie jestem nikomu potrzebna. Lecz nadchodzi ta chwile, a ja z powodu społecznego obowiązku idę. Mimo że zeszłam na dół nikt nie zauważył że się obudziłam co utwierdza mnie w przekonaniu że tak naprawdę nikomu na mnie nie zależy. Gdyby na świecie była chodź jedna osoba ciesząca się ze spotkania ze mną..... Ubrałam się, jak zwykle w ubrania których nienawidzę, zjadłam śniadanie, które mi tak naprawdę nie smakowało i poszłam tą samą nudną droga co zawsze. Podziwiam tych ludzi którzy się cieszyli z życia którzy szli i śmiali się , szli bo żyli, żyli by iść i śmiać się. Szkoła zbiorowisko pomyleńców którzy idą za systemem i nie zastanawiają się. A może to na tym polega, może ja za dużo myślę. W każdym razie nienawidzę szkoły, nawet nie z powodu że trzeba się uczyć ja naukę tak naprawdę lubię bo mogę gdzieś uciec na przykład w świat liczb, literatury, czy jakiegoś innego gówna które dają nam jak papkę tylko do przełknięcia. Ale kto to mówi, ja nadal pozwalam matce wybierać ubrania i nie posiadam tak naprawdę własnego zdania, bo teza niewypowiedziana to nie teza. Sytuacja lubi się powtarzać. Gdy weszłam do sali to nikt nawet nie zauważył mojego przyjścia. No dobra, może nie nikt jedyną osobą która w całej klasie się do mnie odzywa jest Łukasz. -Cześć Laura! Co tam u Ciebie – powiedział odsłaniając swoje nieskazitelne białe zęby. Od jakiegoś czasu przestałam traktować Łukasza jak zwykłego kolegę czułam do niego coś więcej, ale nie miałam odwagi mu tego powiedzieć. -Cze! A nic jak zwykle.... czyli sam wiesz jak.. -Czego dziś słuchałaś w drodze do budy, znowu się zadręczałaś jakimiś piosenkami o śmierci czy coś w tym rodzaju. Dziewczyno skończ z tym bo .... -Bo co!!!!??? O co Ci tak właściwie chodzi!!!!- krzyknęłam na niego -O nic już nic.... –powiedział spuszczając głowę -O Boże! Łukasz, przepraszam nie wiem co mnie napadło, wiem że chcesz mi pomóc.- uśmiechną się do mnie słabo a mi od razu się zrobiło lżej na duszy. Odwzajemniłam uśmiech. -OK. przeprosiny przyjęte. Dla takich chwil mogę nawet wstawać rano z łóżka, ale co to za znaczenie skoro i tak nigdy Łukasz nie popatrzy się na mnie jak na obiekt swoich „erotycznych” fantazji, tylko zawsze będzie się na mnie patrzył jak na szarą Laurę która jest wiecznie zmulona więc można ją pocieszyć. A nawet gdyby, to nie zostałabym zaakceptowana w jego środowisku. On lubiany ubóstwiany przez wszystkie dziewczyny i ja , zupełna przeciwieństwa wręcz kulturowa przepaść nas łączy ale cóż bywa! Nareszcie koniec. Jestem już po wszystkich zajęciach i mogę się zająć tym co najbardziej lubię, tylko jeszcze musze dotrzeć do domu. Nienawidzę chodzić do domu jak jest ciemno, zawsze bałam się zamknięty ciemnych uliczek. Znacie to uczucie jak idziecie, a wam się wydaje że ktoś zaraz z nożem wyskoczy. Ja to znam zawsze mi towarzyszy jak przechodzę przez dróżkę która łączy mój dom z