Romans · 12 min czytania
Linia 333
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Codziennie dzień w dzień jeżdżę do pracy z tymi samymi ludźmi. Poniedziałek 13 maja. Wsiadam do autobusu linii 333. Jedzie ona przez centrum ale ja wsiadam jeszcze na przedmieściach. Zawsze ten sam model. Wchodzę pierwszymi drzwiami. Tak tymi przy kierowcy. Lubię je ponieważ widać drogę oczami właśnie kierującego. W środku na razie jest mało ludzi, może pięć osób. Wiosenne promienie słońca przecinają wnętrze na wylot. Widać je gołym okiem a to za sprawą unoszącego się wszędzie kurzu. On natomiast tworzy galaktykę z miliardami miliardów gwiazd. Dlatego właśnie kierowca zakłada co rano okulary przeciwsłoneczne z filmu "matrix". Podstarzały człowiek z długimi wąsami zgrywa Morfeusza. Wygląda to co najmniej komicznie. Kieruje swym okrętem płynącym przez nieskończoną czarną rzekę. Wszyscy ci, którzy jadą tak wcześnie do pracy, to oczywiście też ludzie z przedmieść. Zaspani, zamyśleni może o tym co będą robić potem? Nie jedna kobieta nie. Czyta ulotkę pozostawioną na siedzeniu przed sobą. Nie ma siły siłaczka jej podnieść. Ulotka jest krótka a jednak wpatruje się w nią już kilka minut. Autobus zbyt trzęsie ? Na przystanku po mnie dosiada się pierwszy szczególny pasażer. Jest to mała karłowata kobieta o niebieskich oczach. Ostrzyżona krótko z ciemno - rudymi włosami wsiada tymi drzwiami co ja. Nie zawsze. Czasami środkowymi. Wchodzi. Nigdy nie siada, zawsze staje obok kasownika biletów. Zawsze też sprawdza do kiedy ma ważną kartę miejską. Patrzy się potem przed siebie gdzieś w przestrzeń. To mój pierwszy obiekt zainteresowań. Na przystanku dołączyły jeszcze trzy inne osoby. Niczym nie wyróżniających się dwóch mężczyzn w garniturach z teczkami. Wyglądają identycznie jak ja. To obserwatorzy. Przewracają oczyma na lewo i prawo w poszukiwaniu taniej autobusowej rozrywki i tak jak codzień ich wzrok najpierw zatrzymał się na nogach młodej kobiety po raz kolejny próbującej odczytać ulotkę. W czasie tych rozmyślań autobus zatrzymał się na następnym przystanku. Tak w porównaniu do wczorajszego dnia minuta straty. Ten przystanek jest także bardzo ciekawy. Wsiada tu pewien otyły facet - moimi drzwiami. Przechodzi ociężale przez automatyczne wrota i szybko siada zajmując najbliższe wolne dwa siedzenia. Rozgląda się czy nikt na niego nie patrzy. Wtedy oczy wszystkich obserwatorów wędrują w zupełnie inną stronę. Po chwili jednak naiwny grubas nie zdając sobie sprawy z tego że ludzie go wyśmiewają i nietolerują, patrzy się w okno. Jego brzuch powoli faluje w rytm upływających sekund na moim zegarku. To kolejny przystanek po długiej przerwie wypełnionej obserwacją. Korki uniemożliwiają szybką jazdę. To wyjątkowe miejsce. Albowiem wsiada tu pewna kobieta koło trzydziestki. Siada po drugiej stronie siedzeń grubego. Męskie oczy nie wodzą za nią woląc idiotkę czytającą od pół godziny ulotkę. Ten człowiek po tym jak usiądzie i powiedzie po wszystkich pasażerach wzrokiem (w tym przypadku mnie i jakieś dziecko jadące do szkoły) wyjmuje telefon. To ciekawe. Codziennie dzwoniąc pod jakiś numer kobieta ta rozmawiając, uśmiecha się. Uśmiecha się tak szczerze, tak pięknie, że umie poprawić mój często słaby nastrój. Śmieje się dziesięć a czasem nawet piętnaście minut. Jej usta rozpostarte w wesołej linii tak wiele przecież znaczą. Nie raz chciałem podziękować tej uroczej kobiecie jak wielką aurę dobra roztacza tym gestem, niestety zawsze bałem się, że wszystko zepsuje. Następny przystanek. Wysiada spora grupa ludzi pewnie nie mogąc znieść tego, że autobus raczej stoi a nie jedzie. Zostają tylko stali pasażerowie. Lecz zaraz... Na samym końcu tunelu zwanego autobusem pojawia się nowa osoba. Mimowolnie podchodzę bliżej aby się przyjrzeć. Staję jakieś dwa metry od niej udając że szukam rozkładu jazdy. Obserwatorzy od razy to zauważyli i teraz badają moje ruchy wzrokiem. Oglądam teraz i przyglądam zaciekawiony któż to. Z braku innych zajęć... ? Patrzy też na mnie. Zaglądamy sobie w oczy ale nie przez moment jak to zwykle bywa w "takich" znajomościach. Wzrok ludzi spotyka się często ale nigdy nikt nic nie mówi. Tym razem jest podobnie a jednak inaczej. Ma piękne ciemno - brązowe oczy cudowne czarne rzęsy. Podkreślone kolorem szarym i taki też pokrywa jej powieki. Twarz młoda... Włosy ma długie, ciemne jak heban. Patrzymy się na siebie jakbyśmy się znali. Dla innych to może być znak oznaczający właśnie to. Jedną z wielu przerw w rozmowie zakochanych. Na pozór nic nie oznaczająca cisza. Nie znam tego. Uczucie tym wspanialsze, że odbywamy razem wspólną podróż. Poprzez pagórki i nierówności naszej drogi. Dla każdego z nas cel jest inny. Ale ta wspólnota to nie tylko "tania , autobusowa rozrywka" jakiej pełno w tym miejscu. Nie odbywamy jej w samotności lecz wspólnie i czyni ją to wspaniałą. Wzrok nasz nakłada się na siebie jeszcze przez minut parę zanim autobus zatrzymuje się na moim przystanku. Uśmiecham się lekko i z trudem opuszczam to miejsce. Ten dzień jest genialny a w pracy pewnie o tym nie zapomnę. Cudowną jest linia 333.
Wtorek 14 maja. Wsiadam z gazetą. Wykosztowałem się jeden złoty i pięćdziesiąt groszy na dziennik. Od wczorajszego zdarzenia minęło dwadzieścia cztery godziny lecz ja cały czas o tym myślę. Myślenie to przekłada się na noc pełną rozmyślań ale i brak zainteresowania wiadomościami z gazety. Czytam żeby wypełnić czas rozmyślań aż do momentu domniemanego pojawienia się Jej znów w tym miejscu. Myśli są różne co będzie jak się nie pojawi ? Jak to była pojedyncza "wzrokowa" przygoda ? Mogła mnie wykorzystać ? Obok przechodzi karłowata kobieta. Nie zwracam na nią szczególnej uwagi. Za parę minut gdy jedna czy dwie krople potu spłynęły mi po karku wsiadają obserwatorzy. Nadchodzi także czas na kobietę od uśmiechu. Jak zwykle robi to samo. I tym razem mi pomogła. Zrozumiałem, że nawet jak Ona nie wsiądzie dziś do autobusu to nic się nie stanie... Otyły zajął to miejsce co zwykle lecz dziś się do niego uśmiechnąłem. Przeraził się lekko i nie odwzajemnił mi spojrzenia myśląc zapewne, że śmieje…