Przyjaźń · 7 min czytania
Lipcowe słońce
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Piękne lipcowe słońce coraz mocniej przedzierało się przez poranne chmury nad Warszawą. Szare zwykle ulice pławiły się w tych rozbłyskach, czerpiąc każdy promień i susząc każdy zakamarek z resztek kałuż po tygodniach deszczu. W powietrzu czuć już było powrót długo oczekiwanego lata. Powrót życia i nadziei na wykorzystanie chocby cząstki urlopu nie skąpanego w potokach deszczówki. Marszałkowska z każdą minutą gęstniała w szpalerze przechodniów jakby trochę wolniejszych i weselszych a a nie pędzących bezmyślnie przed siebie. Mijała godzina 8:00. Piotr kończył właśnie dopijać poranną kawę gdy jego ojciec wszedł do kuchni. Jak zwykle zaspany i jak zwykle skierował się od razu do lodówki w poszukiwaniu czegoś co ugasiłoby jego pragnienie. Nie rozmawiali nigdy wiele bo tak naprawdę od jakiegoś czasu nie mieli nawet kiedy i o czym. Piotr znikał codziennie na kilka godzin i taki stan rzeczy odpowiadał chyba obu stronom. Zabierał te swoje korki i jak wielu osiemnastolatków biegał po boisku za piłką. Przynajmniej tak myślał ojciec. Dziś jednak w umyśle syna wyjątkowo mocno walczyła myśl o tym by w końcu z nim porozmawiać. Powiedzieć jak bardzo go potrzebuje i kocha. Wysupłać te głeboko skryte pod płaszczykiem młodzieńczej postawy zwykłe uczucia i najzwyczajniej w świecie przytulić się do niego. Sam nie wiedział czemu tego nie zrobił. Zwyciężyła inna myśl, której postanowił się oddać całkowicie. Podniósł cięższy niż zwykle plecak i założywszy buty skierował się ku drzwiom. Jacek powoli zaczynał trzeźwieć. Szedł środkiem chodnika w centrum stolicy wbijając się klinem w potok ludzi zmierzających jak na złość w przeciwną stronę. Nie wyglądał dobrze a przynajmniej tak o nim mówiło jego ubranie. Obszarpana koszula i brudne spodnie pokazywały dobitnie każdemu przechodniowi obraz mocno przeżytej nocy. Jednak nie to go teraz dręczyło. Jak każdy dorastający chłopak potrzebował lepszych kontaktów z dziewczynami niż pożyczanie koleżankom zeszytu i mówienie czasem “cześć” na ulicy. Tej nocy kolejny raz próbował i kolejny raz zawiódł się na całym świecie. Pamięta ją, niczym rusałkę wynurzającą się z porannej mgiełki nad jeziorem. Kochał ją i adorował, dawał do zrozumienia tak jak potrafił jakim uczuciem ją darzył. Jednak nie takiej reakcji się spodziewał gdy przypadkiem spotkali się wczoraj wieczorem na dyskotece. Byli z nią jej koledzy. Obudził się poobijany w bramie. W kieszeni Piotrka rozbrzmiał telefon. Starszy mężczyzna spytał czy wszystko jest w porządku a po odpowiedzi szybko się rozłączył. Już wiedział, że to ten czas i musi iść we wcześniej ustalone miejsce. Przyśpieszył kroku zbiegając po schodach, omal nie wpadając na starszą sąsiadkę. Przeprosił, uśmiechnął się i poszedł dalej. Lubił tę “babcię” jak ją nazywał. Ona też go lubiła i tak jak wszyscy w kamienicy żałowała tego miłego i spokojnego chłopaka, że musi mieszkać z ojcem pijakiem. Przebrnął jeszcze przez drzwi wyjściowe i wyszedł na podwórze. Oślepiło go poranne lipcowe słońce.Zaczął zmierzać w kierunku centrum choć raz ciesząc się, że nie mieszka na przedmieściach. Po drodze wyrzucił do kontenera reklamówkę z korkami. Wie, że nie będą mu już potrzebne. Głowę Jacka drążyła jedna myśl: czemu to właśnie jego to wszytko musi spotykać. Chciałby…