Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

biografia · 12 min czytania

List

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Chciałoby się to zacząć słowami "dawno, dawno temu..." Jednak nie! To było zaledwie dwa lata temu, dokładnie 23 stycznia dwa tysiące dziewiątego roku, zapoczątkowałam historii, która na zawsze zmieniła moje życie... ale może zacznę od początku... Wszystko zaczęło się 23 stycznia dwa tysiące pierwszego roku. Właśnie tego dnia stałam się niepełnosprawną. Miałam zaledwie sześć latek... Co mogłam wiedzieć o życiu? O miłości, nienawiści, bólu i cierpieniu?? Dopiero kilka lat później zrozumiałam, co się tak właściwie stało... Moje ciało rosło, a wraz z nim rosła moja niepełnosprawność, moja psychiczna rana i nienawiść do człowieka, który mnie operował tego pechowego dnia... W dwutysięcznym dziewiątym odważyłam się napisać do niego list, jednak myślałam, że nigdy nie zobaczy on światła dziennego. Nie wiem co mną wtedy kierowało. Może impuls? Może adrenalina? Może nienawiść do tego lekarza? A może po prostu chęć spotkania go jeszcze raz? Przecież kiedyś kochałam go niemal jak ojca... Nie miałam pojęcia, że kartka papieru może tak bardzo zmienić życie. Na lepsze? Sama nie wiem... Kopię tego listu cały czas trzymam w swojej "kapsule czasu". Oto jego treść:

23. 01. 2009 Szanowny Panie Doktorze, piszę do Pana właśnie dziś, dlaczego? Dokładnie osiem lat temu stałam się - między innymi przez Pana- fizycznym i psychicznym "pokurczem". Przez te wszystkie lata myślałam o Panu, dręczył mnie Pan w snach... Choć tak bardzo chciałam zapomnieć Pana wyraz twarzy, Pana uśmiech, kolor i wyraz Pańskich oczu... Nie dałam rady... Gdy tylko mam rehabilitację, oczami wyobraźni widzę Pana. Pamiętam każdy, nawet najdrobniejszy szczegół. Pan pewnie mnie już nie pamięta... Szkoda... Ile razy w Centrum chciałam do Pana zajść... tchórzyłam... Wiedziałam, że gdybym wtedy wtedy zaszła, już nie byłoby odwrotu. Za co mnie Pan tak skarcił? Nie pojmuję tego do dziś... i już chyba nigdy nie pojmę... Chciałabym się z Panem spotkać, może nie teraz, ale kiedyś, gdy będę na to gotowa... Wiem, że to jest nierealne, ale chciałabym usłyszeć z Pana ust, że nic więcej nie dało się zrobić... tylko tyle, wiem, że Pan, jako jedna z niewielu osób nie okłamałby mnie. Nigdy mnie Pan nie okłamał... chociaż nie... nie powiedział mi Pan prawdy jeden, jedyny raz... Pamięta Pan? Wtedy, gdy byłam już po operacji... kilka dni po wybudzeniu z narkozy. Było zupełnie inaczej, niż Pan to opisywał. Cały czas pamiętam ten ból. Dziś też czuję ten ból, jak wtedy, osiem lat temu... Jedyne, za co mogę Panu podziękować jest ukryte... był Pan jedynym, obcym mężczyzną, którego pokochałam z całego serca. Mam nadzieję, że kiedyś jeszcze się spotkamy. Chciałabym, aby Pan wytłumaczył mi to od samego początku... Anka

Podpisałam się prawą, niesprawną ręką. Dlaczego? Sama nie wiem. Może chciałam mu pokazać, że to, co mi zrobił zniszczyło mi życie?? *** Dwa tygodnie później odpisał mi. Niestety, nie było mnie wtedy w domu. Byłam z rodzicami i moim bratem Pawłem na nartach. List ze skrzynki wyjęła moja babcia. Wyobrażam sobie jej zdziwienie, gdy zobaczyła różową kopertę zaadresowaną do mnie. Przecież był jeszcze tydzień do Walentynek. Dopiero, gdy przyjechałam do domu, dowiedziałam się, że mam - uwaga - "wielbiciela". Gdy zobaczyłam pochyłe pismo, wiedziałam już, że to list od "pana doktora". Ten list także trzymam w "kapsule czasu", ale może powinnam go wyrzucić? Oto jego treść:

31. 01. 2009 Kochana Aniu, wiem, że jest Ci trudno się z tym pogodzić... Pamiętam Cię doskonale, nie tylko jako pacjentkę, ale jako swoją "przyszywaną" córkę. Dożo wniosłaś do mojego życia. Dziękuję Ci za to. Powinnaś wiedzieć, że to wszystko co robiłem, robiłem z miłości do Ciebie. Chciałem, abyś za wszelką cenę żyła. Dziś nie popełniłbym kilku błędów. Gdybym tylko mógł, odmówiłbym prowadzenia Cię, bo wiem, że to właśnie dlatego, że wyrządziłem Ci tyle bólu mnie nienawidzisz. Masz do tego prawo. Jednak spróbuj mnie zrozumieć... z pozdrowieniami Krzysiek P.S. Chciałbym, abyśmy zostali przyjaciółmi. Naprawdę zależy mi na przyjaźni z Tobą, ponieważ, jak już wspomniałem wcześniej, dużo wniosłaś do mojego życia, ale tez mam nadzieję - dużo wyniosłaś. P.S. 2 Może wygodniej Ci będzie pisać maile? Podaję swój adres: [e-mail] *** Od razu po przeczytaniu tego listu, zadzwoniłam do Roberta - brata mojego chłopaka. Był on jedną z niewielu osób, której ufałam w stu procentach. Odebrał dopiero po kilku sygnałach. - Halo? - powiedział do słuchawki, w oczach już piekły mnie łzy. - Cześć Robi. - próbowałam zachować spokojny głos - Mam taką sprawę... - zaczęłam. - A co Ty taka zachrypnięta? Płakałaś? - bardziej stwierdził, niż zapytał. - Jesteś może w u Ewy? - zapytałam słabym głosem. - Właśnie dojeżdżam. Co się stało? - przejął się. - Ten... - przerwałam - ...lekarz napisał do mnie... - rozkleiłam się. - Aniula... nie płacz... - Piotruś wyrwał mu telefon. - Zawieź mnie do niej. - usłyszałam, co mówił do Roberta. Po godzinie był u mnie. Pokazałam mu tylko ten list, a sama położyłam się na łóżko. On, po przeczytaniu, nie mówił nic, tylko położył się do mnie i mnie przytulił. Wiedziałam, że słyszy mój szloch... wiedziałam jednak, że mogę się przed nim otworzyć. - Chciałabyś się z nim spotkać... - stwierdził, gdy już się trochę uspokoiłam - dlatego tak bardzo boli Cię, że on też tego chce. Mówiłaś, że kiedyś go kochałaś, więc nie powinno Cię zaskakiwać, że on obdarza Cię tym samym uczuciem... - Ty nie wziąłeś sobie jeszcze trzeciego kierunku? - O co Ci chodzi? - zapytał zdezorientowany. - Wydawało mi się, że studiujesz medycynę i kończysz fizyko, a gadasz jak psycholog. - A propos tego, że studiuję fizyko, chcesz, żebym Cię pomasował? - Wiesz, że spadłeś mi z nieba? - kokietowałam. Pocałowałam go najczulej, jak tylko potrafiłam. *** Przyszła wiosna. Do tego czasu dostałam cztery listy od "pana doktora". Kilka razy prosił mnie o

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%