Filozofia · 11 min czytania
List
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Uciekam… Goni mnie, a ja nie potrafię uciec! Ale dalej uciekam. Mimo wszystko – brnę przed siebie. Smagany potężnym wiatrem, kąsany gorącymi promieniami tajemniczej Gwiazdy, przytłoczony spojrzeniami ludzi, zwierząt i milczących po wieki liści. Ach, dlaczego liście muszą milczeć?! Dlaczego w naturze nie mogę znaleźć ukojenia?! Bo ukojenie nie przyjdzie nigdy… No dobra, gdy ucieknę, to przyjdzie chociaż na moment. Na krótką, małą, nic nieznaczącą dla zimnego Wszechświata chwilę!! Przyjdzie i zaraz ucieknie. A ja znów będę je gonił. Gonił, wciąż samemu uciekając. Cóż za syzyfowa praca! Cóż za bezlitosna, iście homerycka tułaczka! Czy taki jest właśnie sens całego człowieczego życia?! Życia?! To coś mam nazywać w ogóle życiem?!! Natura… Wrócę myślami do natury… Do tej natury. Pięknej i bezlitosnej! Właśnie! Bezlitosnej dla tak marnego człowieczka! Bo ten człowieczek, mały wypierdek! Mały, jak ziarenko ryżu w buzi Chińczyka; mały, jak gwiazdka pośród tryliarda innych gwiazdek w Kosmosie, czarnym, jak smoła, albo czarnym jak… Ach! Nie ma ucieczki! Wszelaka natura jest dla tego człowieka właśnie BEZLITOSNA. Bo natura to to, co jest dookoła mnie. Czyli drzewka, ptaki, górki, doliny, liście, skały, chmury, wiatry, polany, łąki, trawa, liście (powtarzam się, gubię się!!)… I ta natura, przyroda… To jest bezlitosne. Człowiek cierpi, ucieka, a natura – nic. Drzewa sapią bezgłośnie, szeleszcząc straszliwie. Nie zrobią zupełnie NIC. Człowiek w górach wywróci się, łamiąc sobie podbródek. Co zrobi góra wobec tego? Człowiek jest niczym wobec natury. Góra nad nim GÓRUJE. Człowiek jest niczym wobec samego siebie! Bo ta jedna natura mu nie pomaga (drzewka, liście, chmury…) i ta DRUGA natura też nie. Ta druga też jest BEZLITOSNA. Nasza własna natura. Ludzka, wewnętrzna. Dlaczego nasza natura jest taka, a nie inna? Dlaczego?! Dlaczego muszę tak bardzo cierpieć?! Ach, muszę gnać, gnać! Uciekać! Ucieczka, jedynym ratunkiem. Ucieczka? Gdzie właściwie? Bezsens… Wszystko jest tak cholernie względne! I to mnie chyba najbardziej denerwuje. O czymkolwiek pomyślę, to ta myśl pędzi, biegnie szybko do myśli następnej. I właściwie raz jest tak, raz jest zupełnie inaczej. I o co mi właściwie chodzi? O co? Ale jedna rzecz nie jest względna. JEST BEZWZGLĘDNA!!!!!! DLA MNIE!!! DLA CAŁEJ LUDZKIEJ RASY!!!! Ach! Uciekam… Goni mnie, a ja nie potrafię uciec! Ale dalej uciekam.
I gnałem tak przed siebie, rozpalony i diabelnie, niesamowicie zmęczony. I zacząłem się właśnie akurat w takiej sytuacji nad tym wszystkim zastanawiać. Dlaczego akurat wtedy? Czy może właśnie odkryłem sens tego? Cel tej całej sytuacji? Może właśnie taka sytuacja – iście ekstremalna – ma zmusić człowieka do głębszego myślenia? Do zastanowienia się nad swoją naturą? Nad dążeniem do konkretnego celu? Nie… To totalnie nie ma sensu. Znaczy, może jakiś ma… No, ale jaki – skoro dochodzę do tak pesymistycznych wniosków. Straszliwych. Dlatego straszliwych, bo są jak najbardziej prawdziwe. A może to tylko ja to tak odbieram? Och!
I uciekam dalej… I już nie mogę wytrzymać. Wytrzymać chyba bardziej wewnętrznie… (No tak, to też dwojaki sens. Ech.) Bo biegnę i wiem, że zaraz znajdę ukojenie. Ale jednocześnie przeraża mnie myśl, że TO do mnie wróci. Wróci niespodziewanie, i to jest chyba najgorsze. Nie można uniknąć nieuniknionego! Nawet, gdyby człowiek inaczej nazwał pojęcia! Nawet, gdyby słowu „nieuniknione” przypisał zupełnie inne znaczenie. No takie, że to słowo oznaczałoby coś, czego można uniknąć. Tak przewrotnie. To i tak człowiek TEGO nie uniknie!! Może żyć poza znaczeniami; definicjami i słowami. Ale TO nie potrzebuje głębszych rozmyślań. Ten naturalny, diabelski zew jest bezlitosny. Może to właśnie w TYM odbija się cała ludzka natura? Może to właśnie przez to?! Może w TYM odbija się definicja człowieczeństwa? No bo czym właściwie jest CZŁOWIECZEŃSTWO? W dzisiejszych czasach właśnie TYM. I chyba nie tylko w dzisiejszych, ale w ogóle, od samego początku. Tak! Od samego początku jesteśmy kreowani przez TO i nasze „JA” odbija się właśnie w TYM!
Minąłem pobliski lasek. Wbiegam na kolejne pole. Z oddali słyszę jakieś krzyki, przytłumione śmiechy, wyrywające się nieśmiało ze spragnionych życiowej uciechy małych, nieznaczących duszyczek. Dyszę coraz bardziej. Chyba nawet nie mam już sił na rozmyślanie. TO wykończyło mnie fizycznie, ale bardziej jednak psychicznie. Bo doszedłem do tak smutnych, tak straszliwych wniosków.
I nagle znów TO zsyła mnie na ziemię! Na twardy grunt!! Odsyła z dalekich, zimnych otchłani. Z kosmicznych, ponadludzkich przestrzeni. Sprawia, że czuję bardziej, niż zwykle, co znaczy być CZŁOWIEKIEM. Jeny, to straszne, to okropne. Smutne i przerażające w swej istocie. W swej PROSTOCIE!!
Nie, tym razem chyba nie zdołam uciec!! Znaczy, nigdy nie udało się komukolwiek uciec, to jasne. Ale przynajmniej można było zdobyć ukojenie. Czyli uciec jakby na moment. Ale tym razem – tym razem ukojenie zostanie przysłonięte. Całkowicie przysłonięte przez coś okropnego… Straszliwego… Przez ogromny wstyd,…