Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Inne · 4 min czytania

List do...

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Kraków, 01.02.2012

Gdy się pomyśli, ile książek jest już na świecie i ile ich codziennie przybywa, to... hm... Właściwie nie wiem, czemu zaczynam swój list akurat tymi słowami, trudno bowiem odnieść je bezpośrednio do Pani. (Proszę mi wybaczyć poufałość graniczącą z zuchwalstwem, którą w odniesieniu do ludzi w moim wieku można nazwać wprost arogancją, ale chyba sama Pani przyzna, że w porównaniu do innych rodzimych autorów nie ma Pani w portfolio zatrważającej liczby celuloidowych longplayów. Zresztą, co ja się odzywam, skoro liczba jakichkolwiek moich publikacji zamyka się w rozkosznie czułym owalu cyfry zero... To jednak arogancja). Nie jestem pewien, czy w ogóle powinienem się za niego zabierać. Nie z powodu strachu czy wstydu, ale dlatego, że... jest już po prostu za późno. Przepraszam, znowu targa mną wątpliwość... Uff... Całe szczęście siedzący na moim lewym kolanie, umazany czekoladą czteroletni berbeć rozbrajającym uśmiechem bez górnych jedynek skutecznie uruchamia we mnie najbardziej altruistyczne i egoistyczne zarazem wymaganie człowieczej natury. Motyw mojego epistolarnego działania. Potrzebę serca. Ta wyższa konieczność wpłynęła poniekąd na fakt, że nie ograniczam się do wklepania komentarza pod niusem na Onecie, ale sięgam po czystą kartkę i eleganckie, urodzinowe pióro, wrzucone kiedyś do szuflady gdzieś między szpargały. Ale przede wszystkim definiuje istotę moich intencji - chęć podziękowania. Tak więc dziękuję - właśnie teraz, ani wcześniej, ani później. Dziękuję za to, że była Pani w walentynce, którą jako nastolatek z meszkiem pod nosem kleciłem przez pół dnia dla mojej dziewczyny (ach, jak

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
List do... — czytnik · opowiadania