Filozofia · 7 min czytania
LIST DRUGI
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
L I S T D R U G I
22.11.2008 r.
Siadasz na dywanie. Przymykasz oczy, z odtwarzacza sączy się ulubiona muzyka. Ta chwila jest dla ciebie. Tu nikt nie ma przystępu, nikt nie może zakłócić spokoju. Taka ucieczka donikąd. Ucieczka do wnętrza ja, daleko i zarazem całkiem blisko. Podróż pełna refleksji i wspomnień, pełna niespełnionych marzeń i straconych nadziei. Wokół walają się tomiki poezji i świstki zapisanych myśli, głębokich niczym studnie. Próbujesz pozbierać szczątki kwestii i prawd wypowiedzianych niegdyś, teraz już zatartych w umyśle…Dźwięki natchnęły cię do szalonych idei, rewolucja buzuje w twych żyłach, chcesz dokonać przełomu i tylko siedzisz oparta o ścianę, pod powiekami zbierają się łzy. Nic już nie można zrobić. Nie można cofnąć ani czasu, ani słów wypowiedzianych w gniewie. Tyle wspólnych lat zepchnięto w przepaść złości. Taki ogrom miłości, którą przytłoczyliście żalem. Wyciągasz dłoń. Wokół fruwają pastelowe motyle, muskają twarz delikatnie, łaskoczą czułkami; pieszczota sprawia, że ponownie się uśmiechasz. Ale ich tu nie ma…To tylko wytwór wyobraźni, figiel duszy romantyczki. Ołówek w dłoni kreśli jakieś frazy, zdania wypełnione wołaniem same wyryły się na papierze, chcesz ogłosić powstanie czegoś wielkiego, czegoś wspaniałego- lecz nie ma nikogo, by wysłuchać twoich myśli. Jesteś sama. W gruncie rzeczy zawsze jesteśmy sami. Kończą się dni uczucia. Chyba już nie można odzyskać tych chwil, radości i spojrzeń. Wszystko kiedyś musi się skończyć. Tylko czemu to tak boli? Duma rozdziera serce i nie można już żadną mocą cofnąć tego, co się stało. Niczym łódź, która przybija do przystani. Gdzieś jest kres wszystkiego. Oczy otwierasz i patrzysz na pląs owadzich skrzydeł, tęczowe odblaski sprawiają, że powietrze staje się jednym, wszechobecnym witrażem. Uciekasz w świat fantazji- nie po to by zwariować, lecz dlatego, by zapamiętać każdy gest i dźwięk słów, zapach czułości i smak rozkoszy. Porządkujesz w szufladkach wspomnienia, układasz starannie wrażenia, segregujesz według znaczenia i ważności. Przydadzą się na długie, samotne wieczory… Gdzie ci aniołowie, co mają nas strzec? Gdzie dobre wróżki spełniające nasze życzenia? Gdzie wizjonerzy, co znają przyszłość? Gdzie poeci, którzy tak opiewają miłość? Wokół tylko samotność, wypełniona muzyką i śpiewem dawno przebrzmiałych dni. Pielęgnujesz ból, przystrajasz go w szaty cierpienia i skrapiasz zapachem łez. Czyż nie tak się właśnie kończy miłość? Nie ma nic pięknego w dogasającym uczuciu. Zostaje tylko żałość. Pustka tak wielka jak otchłań rozpaczy. Ręce już nigdy nie dotkną tej tajemnicy, usta pieścić już nie będą innych ust, a w uszach zamiast czułych słów zostanie tylko cisza, wypełniona krzykiem niemego wyrzutu- dlaczego? Nie warto szukać winnego. Nie zmieni to nic. Stało się…Takie proste dwa słowa, a znaczą tak wiele. Wszystko zmiatają pod dywan zapomnienia. Są wytłumaczeniem przyczyn i skutków. Początkiem i końcem. Stało się… Po kątach kurz dźwięczy ciszą. W duszy echem odbija się łoskot łamanego serca. Powietrze, dziwnie ciężkie i lepkie, ledwie starcza by oddychać. Ale trwasz…Tulisz własną dumę i nucisz kołysanki, byle tylko nie myśleć, że jego już nie ma. Nie ma i nie będzie. Niczym rozdział tragedii dopisany do końca, ty stoisz i podtrzymujesz w dłoniach epilog. Piękny to dar i taki straszny! Jak klejnot, lśni blaskiem chwały i mami oczy refleksami świateł, ale to fałszywy przyjaciel. Jedyny jaki ci pozostał. Od teraz będziesz mogła cieszyć się koroną