Filozofia · 7 min czytania
List otwarty
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
List otwarty do czytelników mojego listu
Drodzy czytelnicy! Ponieważ was szanuję pisze co następuje: przepasajcie się rzemieniem, szarfą lub smyczą i wyjdźcie na ulicę, drogę, jej skraj badź ruczaj. Nie ważna jest pora - pora zawsze przyjdzie jak natchnienie weny skacowanego fotografa. Musicie być wierni walce na ulicy wręcz i w obręcz(chyba nie dacie się zgnoić pierwszej lepszej mamce o dużych pełnych mleka piersiach). Oto dzień chwały i trwogi dla tych co nie wyjdą z tarczą lub bez tarczy lecz na tarczy i zejdą śmiertelnie. Buchalteria ma moc dawania biletów i odbierania ich na najlepsze seanse. W kraju drzy i wrze - ludzie biedy już dawno koczują na ulicach, obsiadają winkle i zaułki, panoszą sie na placach i skwerach, wchodzą nie proszeni na salony twórcze i przetwórcze zakazanego kraju. Dlatego wzywam was ja - syn tej zbrukanej ziemi, tej roli z dziada pradziada po kądzieli, abyście nie zwlekając założyli szpaltowane palta i zamknęli drzwi po tej drugiej stronie światła. Musicie być świadkami dobrego tonu i bon tonu. Musicie jednocześnie bluzgać i dobrotliwie perorować w myśl zasad retoryki, a przeciw zasadom chamstwa w gramatyce. Musicie poniewierać larwy i namawiać je do przemiany w motyle. Nie uchodźcie w ostry kąt waszych haniebnych lęków i małostek; bo to właśnie wasze miasto kształtuje się pod waszymi stopami obutymi w śmierdzące buciory badź pantofelki. Wyznaję jakem pisarz manifestów okolicznościowych, że wierzę w to co macie w potylicach i rdzeniu kręgowym, w wasze silne kręgosłupy, co to nie złamią się pod byle pręgierzem. Jako wzór mogę postawić wam Słupnika Szymona. Tak, tak, to ten, który całe dnie siedząc na palu wykonywał trzy wielkie akty na raz: modlitwę, post i jałmużnę(i nie garbił się przy tym). Chcecie innego, proszę - Jan Kiliński potocznie zwany ?Szewcem obrońcą Pragi?. Ów, w dzień najazdu na dzielnicę swych butów, odparł jednem mieczem 11 moskwiczów pod okową swej altany. Jeśli jeszcze nie ma łez w waszych podniebnych oczach, wspomnijcie na tego naszego patriarchę, któren przyszedł, pospawał, przeskoczył, porządził i poszedł; a został profesorem, noblem i okiem na świat nasz taki skomplikowany, a taki prosty. A któremu na imię Lechu. Niech wam będzie solą w oku i kamieniem nauka jego, bo prawda leży na ziemi, wystarczy ją podnieść i obejrzeć. Do boju harcerze! Pielęgniarki do broni! Ahoj żeglarze! Wy tam znacie morza tajemnice, a wasze poorane wiatrem i solą oblicza bedą nam podporą na szelfie przybrzeżnym. Chłopcy, bierzcie swe dziewczęta za ręce! Dziewczęta, zarzućcie swym chłopcom nogi na ramiona! I wy, bez pracy, bezdomni ludzie, którym zabrano już wszystko razem z gospodarstwem rolnym państwowym i taczką bez kółka! Podnieście się z marazmu skamieniałego w czasie i przestrzeni waszych stosunków przed telewizorem. Macie tak dużo czasu, a tak mało go w kieszeni. Pomyślcie o tym lepszym, o tym upragnionym wątku, który wam umknął na maturze przed komisją śledzącą wasz ruch nosa w linearnej prostej naprzeciw tablicy. Tablica była przecież p u s t a . Życie wam nosi dzbany, a wy sami leżycie pod jabłonką. Ulej…