Psychologia · 3 min czytania
List samobójcy
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
List o tym, czy przeciąć kliszę. Dlaczego? Bo mam dość hałasu. Szukałem długo i w końcu ją znalazłem... ciszę! I toczę walkę na wewnętrznym placu, która kosztuje mnie wiele sił. Nie patrzcie się jakbym był wariatem, choć przed światem żem się skrył. Nie jestem, bo to widać, fizycznym wrakiem. Zobaczycie tych kilka kilogramów, nawet więcej niż potrzebuję. Nie widać po mnie różnicy wśród tylu stanów. Za mało otwarty, wszystko w sobie hoduję. Tam nie daleko, tam... nie opodal, leży wszystko co we mnie schowane, nie do odnalezienia, jak Święty Gral. Mam taką jedną dużą ranę, którą przed wszystkimi innymi kryję. Czasem już nie mam sił. Czasem zastanawiam się, dlaczego jeszcze żyję, bo przecież tak łatwo... zerwać liść. Przejść do sprawy sedna? Nikt nie rozumie mnie. Wielu myśli, że ma postać to krajowa średnia. Ja inny próbuję oznajmić dumnie. Nie widzą, że drzemie we mnie ogromny gniew, że chciałbym śmierci wielu ludzi, że z radością widziałbym ich krew. Nie wiem czemu, ale to się we mnie budzi. Wkurwia mnie to całe życie. Te istoty co są za oknem i pod sklepem. Dla których priorytetem jest picie. Czym mogę działać, jak nie wstrętem? Gdzie ci ludzie, dla których istniał honor i wszystkie inne wartości. Chciałbym zobaczyć w szarym kolor, znaleźć miejsce, gdzie mieszkają ludzie prości, bym mógł powiedzieć, że kogoś szanuję. Tyle zła i ludzkiej głupoty. Pragnę krzyknąć, że na to wszystko pluję, ale nie mogę, walczę, wyciskam ostatnie poty. Jestem bezradny, męczę się cały