Biografia · 4 min czytania
LIST SZÓSTY
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
LIST SZÓSTY
Mosina, 13.11.2009 r.
Siedzę popijając herbatę z miodem. W tle słychać „ Coinleach glas an fhomair”. Dźwięki ballady niosą się w pustym pokoju. Nie ma nic. Tylko cisza ścian i myśli. Czas leniwie przepływa obok. Trafił mi się dzień wolnego- rzecz rzadka niczym biały kruk. I nie wiem co z nim począć. Siedzę więc zatem i słucham muzyki sprzed lat; muzyki, która wywołuje nostalgiczną tęsknotę powrotu do tamtych dni. Dostrzegam w pamięci obrazy- zapis tego, co już było. Co już nie powróci. Przypominam sobie wszystkie marzenia, których nie zrealizowałem. Wszystkie obietnice, których nie spełniłem. Wszystkie plany, co runęły w gruzy. Dziwny czas…Przekraczasz barierę wieku i opadają cię myśli gorzkie jak piołun. To jest niczym audyt w firmie. Robisz bilans i nijak nie chce wyjść zero. Wciąż pod kreską, wciąż dokonania życia jawią się na minusie. Czy to zbyt wielkie wymagania wobec siebie? Czy tylko przerośnięte ego? Jakkolwiek jest- jest źle. Jest nijako. Brak impulsu. Czy to sprawia zmęczenie? A może świadomość własnych ograniczeń? Fatalizm przeświadczenia, że cokolwiek zrobisz- nie uratujesz straconych lat. Nie mam już tego zapału co kiedyś. Idę naprzód, ale to tylko uporczywa walka, bardziej z obowiązku niż z przekonania. Świat dookoła coraz bardziej staje się nie tylko dwubarwny, ale także jednowymiarowy. Nawet te nieliczne chwile radości zaprawione są dziegciem… Cóż pozostało? Zaakceptować to. Albo walczyć. Tylko sił już brak. Sił i wiary, że jeszcze można coś zmienić. Chyba lepiej zrozumieć, że osiągnęliśmy wszystko. Czas zamknąć rozdział swego życia. Już się nie dopisze żadnej nowej karty. Powielać będziemy swe dni niczym na kserografie kartki. Za każdym razem bliźniaczo podobne, tylko coraz bardziej wyblakłe. Wczoraj spotkaliśmy się, ja i żona, z koleżanką z lat szczenięcych. Było to wieczór wspominek. Benefis tego, co nam się udało zrealizować z marzeń. A także wieczór pamięci o tych, których…