Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Horror · 29 min czytania

LISTA cz. 2

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

STRACH

Szybko zamknąłem za nią drzwi zerkając wcześniej nerwowo, czy ktoś nie stoi na korytarzu. Tofik podbiegł do niej natychmiast i przyjaźnie pomachał ogonem obwąchując jej dżinsy. Kobieta poklepała go po łbie i spojrzała na mnie. - Skąd wiedziałaś gdzie mieszkam? – Zapytałem przekręcając klucz w drzwiach. - Szukałam kogokolwiek z listy... - Jakiej listy? – Spojrzałem na nią ze zdumieniem. - Z tej. – Odparła, wyciągając z kieszeni pomiętą kartkę. – Dostałam to kilka dni temu pocztą. Myślałam, że to jakiś głupi żart i wyrzuciłam do kosza. Szczęście, że tego dnia nie wynosiłam śmieci. Ręką wskazałem jej fotel w salonie. Sam też musiałem usiąść, bo nogi tak mi się trzęsły, że nie byłem w stanie dłużej stać. Po raz kolejny z głębokim strachem otwarłem kartkę i spojrzałem do środka. Znajomą mi czcionką wypisano tutaj dziesięć nazwisk. - Idzie drań według tej kolejności. – Stwierdziłem mściwym tonem. – Dwie pierwsze już nie żyją. - Wiem. – Szepnęła. – Widziałam w telewizji. - Dlaczego twierdzisz, że ja jestem następny, skoro na trzeciej pozycji jest jakiś inny człowiek? - Założyłam, że nie żyje, bo nie mogę się z nim skontaktować. Ty jesteś na tej liście dziewiąty, ale nikogo wcześniej nie mogłam znaleźć. Miała rację. Moje nazwisko zajmowało dziewiątą pozycję. Na dziesiątym miejscu była Michalina, a potem... - Pytajnik? – Spojrzałem na nią ze zdziwieniem. – Co to może znaczyć? Że ten szaleniec sam nie wie kogo tam umieści? Wzruszyła tylko ramionami. - Nie mam pojęcia. Tak strasznie się boję. - Dlaczego nie poszłaś z tym na policję? – Zapytałem spokojnie. - On do mnie zadzwonił tuż po tym jak dostałam te listę. – Rzekła cicho. – Powiedział, że zmieni kolejność jeżeli zadzwonię na policję. - Mój Boże, o co mu chodzi? - Ty też miałeś taką listę? – podniosła się z fotela i szczelnie zasunęła rolety w oknach. Zrobiło się dość ciemno, więc zaświeciłem kilka małych lampek umieszczonych wzdłuż kanapy i znowu usiadłem wpatrując się tępym wzrokiem w kartkę. - Ja nie miałem żadnej listy. Dostaję pojedyncze nazwiska. - Jak? - Na różne sposoby: mailem, listami, sms-ami. – Wyliczyłem szybko. – Mam wrażenie że on doskonale zna mój każdy ruch. - Myślisz, że chciał naszego spotkania? Odłożyłem kartkę na stolik i spojrzałem jej w oczy. - Jestem tego pewien. - Ale po co? Pokręciłem tylko głową. - Nie mam pojęcia. Widocznie jesteśmy częścią jakiegoś szalonego planu. - Jezu. – Powiedziałem cicho. Zauważyłem, że jej oczy zrobiły się wilgotne. Szybko spuściła głowę i wtuliła w szczupłe ramiona. - Coś wymyślimy. – Nic lepszego nie przyszło mi do głowy. Wtedy ona zaczęła płakać. Najpierw zaczęły się jej trząść ramiona. Po chwili zasłoniła twarz rękami i cicho łkała. Kompletnie nie wiedziałem jak się mam zachować. Nigdy nie byłem dobry w pocieszaniu innych – zwłaszcza kobiet. Nerwowo poruszyłem się w fotelu i zakaszlałem. Jednak ona nadal płakała. W końcu usiadłem obok niej i niezdarnie ją przytuliłem. Oparła głowę o moje ramię. Zaraz poczułem, ze od jej łez mam mokrą szyję i kołnierzyk koszuli. Przygarnąłem ją mocniej i cierpliwie czekałem, aż jej przejdzie. - Nie ma co ryczeć. – Szepnąłem do niej. – Musimy obmyślić jakiś plan działania tak, żeby być o jeden krok przed nim. Nic nie odpowiedziała, ale poczułem, ze przestała już tak intensywnie zalewać moją koszulę. Powoli się uspokajała. - Zaraz zaczniemy szukać resztę osób z listy. Dobrze? - Dobrze. – Szepnęła wciąż mocno się do mnie przytulając. - Ja spróbuje się znowu skontaktować z moim najlepszym kolegą. On jest policjantem. Na pewno nam doradzi co mamy robić. - To wszystko się dzieje tak szybko. – Westchnęła wycierając oczy podaną przeze mnie chusteczką higieniczną. Podszedłem do telefonu i wybiłem numer do Eryka. Niestety znowu zgłaszała się tylko jego automatyczna sekretarka. Poprosiłem by koniecznie oddzwonił jak tylko znajdzie troszkę czasu. - Może byśmy do niego pojechali? – Zapytała nieśmiało Michalina. – Wolę, żebyśmy coś robili niż siedzieli tak bezczynnie i czekali. - Może masz rację. – Wzruszyłem ramionami. – Z drugiej strony narażamy się na większe niebezpieczeństwo niż teraz. - Jedźmy. Mam tutaj spisane kilka adresów, tych ludzi z listy. Może nie mogłam się do nich dodzwonić, bo byli poza domem? - No dobrze. – Odparłem, szukając w jednej z szafek plan Warszawy. – Jak uda nam się dopaść Eryka, to damy mu wszystko, niech przejrzy te mieszkania i sprawdzi, czy ludziom z listy nic nie grozi. To jedyny pomysł jaki przychodzi mi w tej chwili do głowy. Michalina wstała i wsadziła do kieszeni kurtki wszystkie kartki z nazwiskami, adresami i numerami telefonów. - Po drodze będę jeszcze raz dzwonić po kolei do każdej osoby. – Powiedziała, sprawdzając swój telefon komórkowy. – Może ktoś wrócił już do domu. W końcu jest niedzielny wieczór, muszą przecież odpoczywać przed jutrzejszą pracą. Kiedy pakowałem laptopa do torby, Tofik podbiegł do mnie i zaskowyczał cicho. - Ty zostaniesz w domu. – Zakomenderowałem klepiąc go po łbie. Pies wydał żałosne skomlenie. - Weźmy go lepiej. – Wtrąciła Michalina. – Nie wiadomo kiedy wrócimy. Może lepiej niech nie będzie sam. Poza tym ja się czuje przy nim.... bezpieczniejsza. Pierwszy raz tego dnia się roześmiałem. - Jak przyjdzie co do czego, to on pierwszy zwieje z podkurczonym ogonem. – Zażartowałem. – Może wygląda groźnie, ale nigdy nie przejawiał zapędów obronnych uwierz mi! - No to co z tego? Spojrzałem na nią jak głaskała Tofika po karku. Pies patrzył jej w oczy z absolutnym uwielbieniem. Prawdę mówiąc poczułem się zazdrosny. W końcu uniosłem ręce do góry w geście poddania. - Niech wam będzie. Ale pies jedzie w bagażniku. - Raczej nie zmieściłby się na moich kolanach. – Zaśmiała się Michalina. - No to fakt. – Zgodziłem się z nią. Założyłem psu smycz i pogasiłem światła. Po chwili zastanowienia zapaliłem lampkę w salonie. - Niech się świeci, jak ten drań nas podgląda, to pomyśli, ze siedzimy w domu. Może zyskamy kilka minut przewagi. Cicho opuściliśmy moje mieszkanie. Gdybym wiedział, że będę je oglądam w takim stanie ostatni raz, to wziąłbym jeszcze kilka rzeczy, na przykład zapasowy dysk z komputera, komplet ubrań i album ze zdjęciami – jedyną pamiątkę po moich rodzicach.

POSZUKIWANIE ERYKA

- Pojedziemy moim autem. – Mruknąłem kiedy jechaliśmy windą na parter. - Dobrze. – Odparła czochrając za uchem Tofika. – Wiesz gdzie znaleźć tego twojego kolegę? - Mam nadzieję. Najpierw podjedziemy na komisariat gdzie on pracuje i zapytamy. Może ktoś będzie w stanie nam powiedzieć. Po drodze będę próbował jeszcze się z nim skontaktować. - Nie wiem czy to dobry pomysł. – Powiedziała. – Przecież nie mogę iść na policję. - Nie mamy innego wyjścia.- Odparłem. – W końcu nie idziemy zgłosić sprawy, tylko porozmawiać z moim kolegą. - Ale on też jest policjantem. – Zauważyła. - Nie do końca. – Otwarłem drzwi bloku i przepuściłem ja pierwszą na zewnątrz. – W końcu mnie nie groził. Wyszliśmy przed blok w stronę parkingu zewnętrznego. Zrobiło się bardzo zimno jak na maj. Siąpił drobny deszczyk i wiał wiatr. - Zupełnie jak w listopadzie. – Stwierdziłem stawiając kołnierz kurtki. – Dziwna ta pogoda, w dzień było dość ciepło i świeciło słońce, a teraz? Truchcikiem pokonaliśmy około trzydziestometrowy odcinek do mojego auta. - Opelek. – Zauważyła Michalina z lekkim uśmiechem. – Kawał samochodu. - Bo pies musi się mieścić w bagażniku. – Odparłem otwierając jej drzwi. Tofik w międzyczasie odsikał się przy najbliższym krzewie i podbiegł do bagażnika. Otwarłem klapę i wpuściłem go do środka na specjalnie dla niego zamówiona matę. Pies zgrabnie wskoczył do samochodu i natychmiast wygodnie się ułożył na swoim miejscu sapiąc z zadowolenia. - Uwielbia jazdę samochodową. Jest prawdziwym rajdowcem. – Powiedziałem siadając za kierownicą i wygrzebując kluczyki z kieszeni dżinsów. Powoli ruszyliśmy z parkingu. Wyjeżdżając przez bramę mojego osiedla, pomachałem stróżowi – panu Brockiemu. On przyjaźnie mi zasalutował i puścił zawadiacko oko. - Myśli, że jedziemy na randkę. – Mruknąłem. – Nic bardziej mylnego. Michalina wyciągnęła z kieszeni komórkę. - Będę jeszcze raz obdzwaniać każdego z nich. – Powiedziała, otwierając wymiętą karteczkę z numerami telefonów. - Ja w międzyczasie jeszcze raz przekręcę do Eryka. – Jedna ręką trzymałem kierownicę, a drugą szperałem w kieszeni dżinsów, żeby wydobyć moją wysłużoną nokię. - Pomogę ci. – Michalina, delikatnie wyciągnęła mój telefon. – Ty się lepiej skup na jeździe. Istotnie, warunki nie były najlepsze. Deszcze padał coraz intensywniej, do tego zaczęło mocno wiać. Drzewa pochylały się przy silniejszych powiewach, a krople deszczu tworzyły na szosie nierównomierne kałuże. Chyba po raz setny tego dnia próbowałem skontaktować się z Erykiem. Niestety wciąż słuchałem tylko jego automatycznej sekretarki. - W ten sposób dzisiaj go nie dopadniemy. – Powiedziałem w końcu, ze złością wciskając telefon w kieszeń. - To co zrobimy? – Zapytała Michalina nerwowo ściskając w ręce chusteczkę. - Chyba najlepiej będzie najpierw podskoczyć do komendy gdzie on pracuje i się dowiedzieć, gdzie może być. - Powiedzą nam? Uśmiechnąłem się do niej. - Coś wymyślimy. Skręciłem na ulicę Puławską i wpadłem w korek, ciągnący się aż do najbliższych świateł. Przez chwilę jechaliśmy w kompletnym milczeniu. W samochodzie było tylko słychać cichy szum silnika, bębnienie kropel deszczu na dachu samochodu, oraz stukanie wycieraczek. Z tyłu wozu Tofik cicho ziewnął i zaskomlał. - Nie lubi korków. – Odparłem widząc pytające spojrzenie Michaliny. – Preferuje szybką jazdę. - Pewnie tak samo jak jego właściciel.- Powiedziała z uśmiechem. - Ależ skąd. – Udałem oburzenie. - No przecież musiał się gdzieś przyzwyczaić do szybkiej jazdy. - Przyłapałaś mnie. – Puściłem do niej oko. – Jeden zero dla ciebie. Udało się nam wreszcie podjechać pod komisariat, gdzie pracował mój przyjaciel. Znalazłem wolne miejsce na niewielkim parkingu po drugiej stronie ulicy i wcisnąłem swoje auto pomiędzy starego forda i rząd krzewów. - Idziemy wszyscy? – Zapytała Michalina, gdy wyciągałem kluczek ze stacyjki. - Nie chcesz zostać w aucie? - Raczej nie bardzo. – Rzekła zapinając kurteczkę. – A pies? - Będzie musiał na nas poczekać. Z tego co pamiętam nie został wciągnięty na listę tego szaleńca, więc raczej mu nic nie grozi. Szybko przebiegliśmy mokrą jezdnię i pierwszy dobiegłem do drzwi. Komisariat znajdował się w ponurym ciemnoszarym budynku powstałym w latach osiemdziesiątych. Gmach składał się z trzech pięter, a w środku do dziś dnia nie zrobiono windy. Wydział dochodzeniowo-śledczy znajdował się na trzecim piętrze. Wewnątrz holu głównego było duże zamieszanie, ponieważ kilku skinów kłóciło się z parą ubranych na czarno osiłków. Dwóch policjantów starało się nie doprowadzić do bójki wewnątrz posterunku. - Chodźmy od razu na klatkę schodową... - A państwo dokąd? – Usłyszałem nagle za swoimi plecami. Obróciłem się i zobaczyłem tęgiego mundurowego, wpatrującego się we mnie małymi świdrującymi oczkami. Facet wyglądał jak rasowy policjant – wielki, zwalisty, z wylewającym się ze spodni brzuchem, z błyszczącym od potu czołem. Dla dopełnienia brakowało mu tylko tłustego pączka ociekającego lukrem. - Jestem przyjacielem Eryka Pojezierskiego. – Powiedziałem spokojnie stając przed nim. - Dzisiaj jest niedziela. – Zauważył policjant błyskotliwie. – Wieczór, a właściwie już noc. - Wiem, ale Eryk zajmuje się poważną sprawą... - Tu go nie ma. – Wpadł mi w zdanie gruby funkcjonariusz. – W terenie jest. - Gdzie konkretnie? - Pan se zadzwoni i się dowie. – Odparł prychając. – W końcu to pana kolega, nie? Michalina nerwowo spojrzała na mnie. - Nie ma go i tyle. Zresztą o tej porze klatka schodowa jest zamknięta dla petentów. – Dodał krzywiąc twarz. - Cóż, dziękuję bardzo. Opuściliśmy więc główny hol i podeszliśmy do przejścia, które akurat myła wysłużonym mopem podstarzała sprzątaczka. - Państwo Pojezierskiego szukacie? – Zagadała opierając się o ścianę. - Tak. – Michalina uśmiechnęła się do niej przymilnie. – Może pani wie gdzie on teraz może być. - A wiem, wiem dziecinko. – Kobieta odwzajemniła uśmiech. – Na Baletowej. Tam kolejne zabójstwo było. Jestem pewna, ze jak nie jest tutaj, ani w domu, to na bank jeszcze na Baletowej. - Dziękuję bardzo za informację. – Michalina lekko się skłoniła. – Bardzo nam pani pomogła. Kobieta mruknęła cos pod nosem i wróciła do mycia podłogi. My tymczasem podbiegliśmy truchcikiem do samochodu. Tofik na nasz widok radośnie zaszczekał. Szybko wsiedliśmy do auta i zatrzasnęliśmy drzwi. - To jedziemy na Baletową? – Zapytała dziewczyna rozpinając kurteczkę. - Jasne. – Odparłem wkładając kluczyki do stacyjki. – Nie ma co czekać. Może uda nam się pogadać chociaż chwile z Erykiem, pokazać kartkę z nazwiskami i uratować kilka osób. Powoli włączyłem się do ruchu. Padało tak mocno, że musiałem włączyć wycieraczki, które ze stukotem oczyszczały przednia szybę z ciężkich kropel deszczu. - Jakie nazwisko miałaś następne? – Zapytałem, kiedy minęliśmy komisariat. Rozłożyła papier i przeczytała na głos. - Marian Zapiórski. Ale już do niego dzwoniłam i nie odbiera telefonu. - To jeszcze nic nie znaczy. – Stwierdziłem. – przecież facet nie musi siedzieć w domu. - To prawda. – Przyznała. – Mam też adres jego mieszkania. Możemy podjechać i zobaczyć czy wszystko w porządku. To właściwie jest po drodze. Zastanowiłem się przez chwilę. - Może lepiej najpierw podjedźmy do Eryka, ok.? Chyba będę się lepiej czuł, jak do tego gościa podjedziemy z obstawą. - Masz rację. – Pokiwała głową.

Gdy wjeżdżaliśmy w ulicę Baletową, deszcz uderzył ze zdwojoną siłą. Włączając wycieraczki rzuciłem okiem na Michalinę. Ze skupieniem obserwowała drogę przed nami, zamazaną pasami lejącej się z nieba wody. Mniej więcej w połowie ulicy natrafiliśmy na niewielki korek. W strugach deszczu stał policjant i zawracał samochody. - Bardzo mi przykro, jest objazd. – Powiedział przez uchyloną szybę. – Musicie skręcić w lewo. - My szukamy Eryka Pojezierskiego. – Powiedziałem pochylając się nad Michaliną, aby lepiej zobaczyć twarz policjanta. – To mój przyjaciel, zajmuje się tą sprawą. - Naprawdę bardzo mi przykro. – odparł, poprawiając kaptur żółtej przeciwdeszczowej folii zarzuconej na mundur. – Mam rozkaz odprawiać każdego. - Muszę, spotkać się z Erykiem.…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%