Religia · 14 min czytania
Listopadowa refleksja
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
"Snujesz się po cmentarzu – miejscu pamięci. Twoje myśli kierują się ku wieczności, a kroki prowadzą do ostatecznych celów. Dziś dzień zadumy. Powiew jesiennego nucąc swą pieśń, uderza w strunę wspomnień. Wpatrujesz się w blask lampki na kamiennej mogile. Ogarnia Cię tęsknota. Zatrzymaj się na chwilę. Pochyl się nad tajemnicą śmierci. Oddaj cześć tym, którzy tu spoczywają. Dziś jest ich dzień."
Obudził się koło południa. Po ostatnich kilkunastu godzinach pozostały jedynie mgliste wspomnienia. Leżał bezsilnie na łóżku a w jego głowie chaotycznie majaczyły niewyraźne obrazki minionej nocy – anonimowe twarze, urojone wizje, chorobliwe okrzyki. Dobiegła końca kolejna towarzyska impreza, pozostawiając po sobie poczucie zmarnowanego czasu i uszczuplony portfel. Przez zasłonięte żaluzje przebijały się promienie słońca. Do jego uszu dochodził uliczny warkot przejeżdżających samochodów, szum nieznanych głosów i wyrwanych z kontekstu słów. Błądził bezradnie oczyma po pokoju, w którym pustka przenikała się z samotnością, szukając jakiegoś magicznego obiektu, na którym mógłby zawiesić wzrok i doznać ukojenia. W takich chwilach nachodziła go myśl, że można spróbować coś w swoim życiu zmienić, ustatkować się, usamodzielnić. Tego typu refleksje przypominały u niego błyskawicę – pojawiały się gwałtownie, chwilowo rozświetlały horyzont i szybko znikały, trwając jeszcze w głębokich zakamarkach jego duszy jako pusta idea, która przy okazji kolejnych nocnych wybryków miała znowu obudzić w nim wyrzuty sumienia. Był lekkoduchem. Nigdy nie przywiązywał większej wagi do tego, co powinno się robić, co pomyślą sobie ludzie, jak zareagują rodzice. Wręcz przeciwnie. Czasem nawiedzała go dzika chęć łamania wszystkich zasad, sponiewierania przyjętych wartości, zdeptania tradycji – w swoim mniemaniu urastał wtedy do rangi proroka anarchizmu, buntownika, którego powołaniem jest zaszczepienie w sercach ludzi pragnienia rewolucji. Taki potok myśli wprowadzał go w chwilową ekstazę, dawał mu pokrzepienie, poił jego duszę i napełniał umysł groteskowymi ideami, które zazwyczaj okazywały się pozbawione sensu i ulotne – zresztą jak wszystko w jego życiu. Traktował życie jako niewinną zabawę. W nic nie wierzył. Żył chwilą i w chwili. Nigdy nie martwił się o jutro, nie zawracał sobie głowy przyszłością, nie snuł planów ani nie miał marzeń. Nie rozpamiętywał też przeszłości, nie miał zamiaru uczyć się na błędach – było i minęło – mawiał. Wszystko, co mógł oczekiwać od życia, dostawał od rodziców. Obce mu było pojęcie odpowiedzialności za siebie, a o innych, mniej lub bardziej wzniosłych potrzebach ludzkich, zapominał podczas intensywnego życia nocnego. Taki był – z zawodu pracownik dobrze prosperującego rodzinnego przedsiębiorstwa, a z wyboru beztroski hulaka i utracjusz.
***
"Spójrz na tablice, gdzie wyryto ślad ziemskiej wędrówki tych, którzy dotarli już do kresu drogi. Co się z nimi stało? Gdzie są ci, którzy byli przed nami? „Gdzież są możni tego świata, gdzie niezwyciężeni królowie?” Czy ich losem było przeminąć bez śladu? Czy u kresu pielgrzymki leży zapomnienie? Wiem, że chciałbyś znać odpowiedź. Natęż ucha i wsłuchaj się w grobową ciszę. To milczenie przemawia. Spójrz na puste imiona i zimne nekrologi obok cmentarnego krzyża - znaku zwycięstwa życia nad śmiercią. Przemijanie ma sens. Trudno Ci wznieść się ponad zwątpienie? Zaufaj Nadziei. Nie bój się, bo„jest po życiu Życie”. Zapal więc świeczkę zanim odejdziesz. I zmów modlitwę."
Część 22 / 2
Refleksja o śmierci pierwszy raz dotknęła go w dzieciństwie, podczas pogrzebu dziadka. Był typowy jesienny dzień. Na zewnątrz świszczał wiatr, strącając na ulice liście różnych odcieni brązu. W jego świadomości przetrwało zaledwie kilka wspomnień tamtego wydarzenia. Pamięta długi korowód ludzi, smutek na twarzach najbliższych, ceremonie na cmentarzu, składanie trumny do grobu. Pamięta niezrozumienie całej sytuacji, ale też niewytłumaczalną konieczność zachowania powagi. Śmierć wydawała mu się wtedy czymś odwracalnym, była jak sen czy długa podróż. Nie był w stanie pojąć towarzyszącej jej uczuć samotności, pustki, odosobnienia. Dziwne poczucie braku zmuszało go do tworzenia własnych wyobrażeń o śmierci: w postaci upiornego kościotrupa odzianego w czarny płaszcz, duchów wirujących w nieprzebytej przestrzeni czy wiecznego snu, z którego nie dane jest się przebudzić. Minęło wiele lat nim znów miał zagłębić się w rozważaniach na temat życia po śmierci. W latach szkolnych widział w telewizji intrygujący program, dotyczący gruzińskiego dysydenta zabitego przez KGB, który rzekomo miał przebudzić się podczas sekcji zwłok i zdać relację z tamtego świata. Mówił o ciemnych tunelu u którego końca jaśniało światło, a jego blask przyciągał niczym magnez. Gdy doszedł do źródła tego światła, ogarnął go nagle błogi spokój, czuł jak całe jego ciało unosi się w stan nieważkości, że czuje się jak ptak lecący pod firmamentem niebios. Program wywarł na nim duże wrażenie i skłonił do zagłębienia się w tajemnicę życia po śmierci. Przez jakiś czas buszował w Internecie, czytał książki o zjawiskach paranormalnych, tworzył niestworzone teorie, którymi zarażał przyjaciół. W miarę poznawania nowych koncepcji, odkrywał też coraz więcej sprzeczności między nimi. W końcu cała jego wizja dotycząca śmierci klinicznej, cudownych przebudzeń, uprowadzeń przez kosmitów i innych tego typu zjawisk, legła w gruzach. Postanowił skończyć z tą jałową filozofią i zadowolił się naukowym tłumaczeniem o małej ilości tlenu dopływającej do mózgu w takich momentach, a także podświadomych myślach gasnącego mózgu, który sam tworzy niedorzeczne wizje. Nie myślał już więcej na ten temat. Śmierci bał się o tyle, o ile kochał życie. Bał się raczej przedwczesnej śmierci, która zrujnowałaby jego plany o beztroskim życiu, opływającym w przyjemności. Śmierć była koniecznością, naturalną koleją rzeczy. Nie wierzył lepszy świat, bo ten była dla niego wystarczająco dobry. Moralność była tylko więzieniem, które pozbawiało wolności i rodziło konieczność skruchy. Nie odczuwał lęku przed śmiercią, bo nie wierzył w prawdziwe życie. Strach odczuwają tylko ludzie wierzący w życie wieczne, bo boją się odpowiedzialności za grzechy. Zbudował sobie łatwy do zrozumienia sposób życia, który nie wymagał wysiłku – pozwalał i dawał prawa, nie narzucając obowiązków.
***
"Stąpasz po ziemi przodków, których imiona są dziś głuchym echem dawno zamilkłej muzyki. Ich ból daje ci siłę, by trwać w niepewności. Nie zawiedź tej nadziei. Dalej musisz iść sam – w podróż ku swojej przeszłości, zamkniętej w tych grobach. Nasze drogi jeszcze się…