Akcja · 6 min czytania
Lojalność
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
-Niech będzie pochwalony… -Na wieki wieków… -Przyszedłem gdyż obraziłem Boga nas…to nie ja! -Synu, nie krzycz…Jesteś w kościele, świątyni naszego Pana… -Ale to nie Ja…- i rozpłakałem się. -Mów o co chodzi… -Dobrze…ale…dobrze… *** -Było to najzwyklejsze piątkowe popołudnie. Chwilę po czwartej wyszedłem z pracy…Pracuję w biurze podróży Oasis- może Ksiądz słyszał?...nieważne…Pogoda była okropna- Padało...Była wręcz ulewa…Nic…naprawdę nic nie mogło zepsuć mi dnia…To, że pies sąsiadki nasrał mi na wycieraczkę, że wielki pająk w mojej łazience będzie miał potomstwo, to…to wszystko nie miało znaczenia…Nic nie było w stanie zniszczyć mi dobrego humoru przed dwoma wolnymi dniami, dniami obijania się i lenistwa… Udałem się do domu pieszo, gdyż telefon komórkowy mi ukradli, a w pobliżu nie było żadnych taksówek…Gdy w miarę deszcz ustąpił przechodziłem obok sklepu z komputerami. ,,Można by wymienić tego starego PC-ka, nic już na nim nie chodzi, wie ksiądz, ja lubię takie zabawki…I nagle usłyszałem znajomy głos. -Ooo…kogo ja widzę!? Witam MISZCZA! -To był mój kolega, Tomek -Ano…Cześć, cześć…-wydusiłem patrząc na jego nowiutką furę, podjechał porshe 911 Turbo, o takim wozie to ja mogłem tylko czytać. -Podwieźć Cię? Gdyby nie to, że mam jedyną okazję by przejechać się 400-konną machiną i ,że pada deszcz, odmówiłbym, ale w takim wypadku… -Jasne…będę wdzięczny. *** - I co tam u Ciebie? Jak życie? Nie słyszałem co mówił, byłem zapatrzony na obrotomierz, w którym wskazówka sięgała 8000 obrotów. -Słyszysz mnie? -Hę? yy sorry, nie słyszałem…Piękny wózek…. -Heh…dzięki…Pieprzony lamer! I jak jeździsz!..- wtrącił gdy jakiś dresiarz zajechał mu drogę- Ech wiesniaki…pytałem się co u Ciebie? -A no jakoś żyję…Pracuję w biurze podróży, nie mam zbyt wielu przyjaciół, a moje życie erotyczne…nie ma takiego… -Nie dziwię się…-wyszeptał myśląc, że nie usłyszę- To może gdzieś się rozerwiemy? Przyda ci się… Tomek zawsze taki był. Moje przeciwieństwo. Ja spokojny chłopak, lubiący samotność i harmonię…On- Nie zdał ze dwa razy, bił się z każdym kto miał inne zdanie, laski na niego leciały jak samoloty w WTC…Tolerował mnie, bo dzięki mnie zdał do 3 klasy gimnazjum. -Dobra…jedźmy… *** Resztę drogi przejechaliśmy w milczeniu, choć co jakiś czas wyzywał nieudolnego kierowce od lamera czy idioty. Zatrzymał się pod dużym, oświetlonym niebieskimi neonami, budynkiem. Wielki szyld głosił ,, Glory Club". Tomasz pewnie nie wiedział co oznacza ten napis ale... Gdy weszliśmy do środka, wyglądało tam tak, jak sie spodziewałem. Wieeeelka impreza. Parenaście osób tańczy, kilkanaście grupek rozmawia przy wszelkiego rodzaju trunkach, gdzieniegdzie jakis dress podrywa laskę czy siedzi samotnik oblewający to straszne życie. Ogólnie to przyjemny nastrój...dla Tomka... A JA głuPi! Mogłem wtedy…