Fantastyka · 35 min czytania
Lorelai
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
‘Dla L. Masz już swą muzykę w mej pamięci. Zanikanie.’
... - Rozpoczynamy test. Podmiot badań w trakcie przygotowań. - Dobrze. Zawiadomcie mnie o rozpoczęciu programu. ... **********
...3o.o4.2o28... Praca w Gwardii Miejskiej nigdy nie była łatwa. Zwłaszcza, gdy człowiek stara się być uczciwym. A coraz trudniej być uczciwym. Szczególnie, gdy wiesz za dużo. Uczciwość kończy się śmiercią. Dlatego nikt nic nie chce wiedzieć. Wtedy łatwiej mówić prawdę. Problemem jest to, że Gwardia powinna wiedzieć. Wiedzieć i reagować. Wszyscy wiedzieli. Madame Naoko skazała na anihilację całe piętro Szpitala Psychiatrycznego. Wszyscy wiedzieli. Mirai w jakiś sposób wiązało się z mordercą, ze sprawy ‘Piękna i Bestia’. Wszyscy wiedzieli. ‘Piękna’ miała twarz Lorelai. Nikt nic nie powiedział, nic nie zrobił. Życie jest posrane, gdy starasz się być dobrym gliną. Minął prawie rok. Po spotkaniu z Victorem poszedłem do ‘Blue Bolta’. Pub dla zawiedzionych dusz. Nie dziwne, że większość klientów to ‘młodzi gniewni’, którzy właśnie dowiedzieli się, że nic nie mogą zrobić. Światem rządzą korporacje, a ci, którzy twierdzą inaczej znikają. Nikt na to nie reaguje. Wielki drink. Nowy. Nazywa się ‘Upadek’. Dobry...pewnie dodali do niego jakieś prochy. Nikt nie zauważy. Smętna muzyka. Przydymiony świat. Na świecie nie ma już bieli i czerni. Są tylko miliony odcieni szarości. Za szarość nie można zamknąć. Victor miał rację. Człowiek żyjący przeszłością kończy u czubków. Jemu można wierzyć. Po części sam jest czubkiem. Kłamałem mu prosto w twarz, z pełną świadomością faktu, że on doskonale o tym wie. Jest empatą, psycholem, wie o wszystkim. Kiedyś opowiadał jak to odbiera. Szary obślizgły szlam oklejający cię ze wszystkich stron... jak teraz...prawie fizycznie obecny...wyżerający dziurę w sumieniu... Drink działa. Melancholia. Sprzedałem go za przeniesienie. Do Świata. Do gwiazd... ‘...AND THE NIGHT ROLLS ON LIKE A SLOW MOVING TRAIN, AND THE SOUL CRIES OUT FOR A HANDFUL OF RAIN...’ Ceremonia powtarza się co tydzień.
********** ... - Pani? - ...wkrótce ukończymy projekt beta... - ...a, ona, Alfa? - Nie pozostał po niej żaden ślad... ... **********
...o1.o5.2o28...PubNet, ‘Z herokawą o 8.oo’, Witaj Miasto... ‘...Wiadomosci regionalne: Stan Wielkopolska, Poznań. Dziś obchodzimy Święto Pracy. Zgodnie z zarządzeniem nr.5 Urzędu Administracji miasta Poznania, w dniu dzisiejszym wszystkie korporacje są zobowiązane do skrócenia godzin pracy do sześciu....’ ‘...W nocy z 3o.o4. na o1.o5 do naszego miasta przybyła najsłynniejsza gwiazda Holonetu, piosenkarka i pisarka Lorelai Rodriguez. Tłumy fanów zebrały się pod drzwiami hotelu ‘Siedem Gwiazd’ w oczekiwaniu na pojawienie się gwiazdy. Agent Lorelai ogłosił, że dochody z dzisiejszego koncertu (który, przypominamy, zacznie się o 21.oo czasu warszawskiego w sali Pałacowej Białej Pagody korporacji Mirai, a który transmitować na żywo będziemy za pomocą sieci) zostaną przekazane na rzecz odbudowy zdewastowanego przed rokiem Szpitala Psychiatrycznego... ...koncert Lorelai sponsoruje Pałac Sieciowy hoshi.com... ’ Kolejny klon Mirai. Kac dnia wczorajszego wwierca mi się w mózg. Niesmak długo jeszcze pozostanie w ustach. ‘Mam wiadomość’ mrugające, srebrne litery wyświetlone podskórnym ekranie doprowadzają mnie do szału. Cholerny gwardyjski system przesyłu informacji. Muszę się tego w końcu pozbyć. Tak jak pozbyłem się Gwardii. Wiadomość jest krótka. ‘Spotkanie operacyjne. Sala 126. Hoshi.com. Turing’ Głupia nazwa nadana Urzędowi Ochrony Sieci przez dwudziestowiecznych literatów. Moja droga do gwiazd. Hoshi.com. Sieć. Czas zagłębić się w Otchłań Kłamstw. Łącze deku bez oporu wchodzi w nowo założone gniazdo. Kawałek metalu wmontowany w podstawę mojej czaszki. Za darmo. Płaci Turing. Jeszcze tylko przełącznik zabezpieczenia...Świat znika w rozbłysku światła. Wchodzę do Nieba. Rozwija się sieć Poznania. Nad miastem góruje monolit agencji rządowych, zwieńczony czerwonym lśnieniem SI. Tam jest władza. Dek reaguje z zawrotną szybkością. Brak opóźnienia. Brak czasu na wątpliwości. Czasem nie chce się wracać do rzeczywistości. Kilka ‘ulic’ dalej Biała Pagoda. Odwzorowana z japońskim pedantyzmem, strzeżona przez najbardziej zabójcze chińskie programy. Ich nie obchodzi prawo. Mają pieniądze. Tam gdzie są pieniądze, tam jest własne prawo. Oto i jest. Hoshi.com. Pałac gwiazd. Otoczony ścianą osłon. Lód równie zabójczy jak w Mirai. Bardziej subtelny. Przesycony artystycznym duchem miejsca. Przy bramie dwa Anioły. Srebrzyste istoty, o piórach przecinających neuronowe połączenia mózgu. Chwila wahania. Podaje kod przesłany przez Turinga. Będę żył. Otwiera się sala nr 126. Witają mnie dźwięki muzyki. Nowy album gwiazdy. ‘...SEE THE DEVIL HE IS SO INTENSE SEE THE DEVIL GO AND CHANGE HIS NAME...’ Pokój zalany przyćmionym światłem gasnącego słońca. Pozostałości wczorajszego alkoholu wykręcają me zmysły. Ludzie jak posągi pokryte złotym pyłem, a może posągi jak ludzie... Oprogramowanie prawie natychmiast wprowadza poprawki kompensując słabości mojego niedoskonałego ciała. Sieciowy bąbel nie jest duży. Za ogromnym oknem krajobraz wypalonej ziemi. Zachód pomarańczowego olbrzyma. Pokój zdominowały cztery ogromne gotyckie trony. Władcy czasu i przestrzeni. Czerń i złoto. Sieciowe sny. Czekały na mnie. Stoją obok swych miejsc. Jakby bały się naruszyć majestat władców pomieszczenia. Z uwagą przyglądają się designowi mej ikony. Na tę niezwykłą okazję przybrałem maskę ‘Spike’a’. Przemieszanie niechlujności i cynizmu. Moja tu obecność wydaje się być obrazą dla drobiazgowo skomponowanej scenerii. Przede mną trzy ikony, za którymi być może ukrywają się ludzie. Twarze, od których uciekłem w sieć. Twarze, z którymi nie chcę mieć nic wspólnego. Lorelai. Naoko de Bevoir i jeszcze jedna. Trzy ikony o identycznej twarzy. Trzy gwiazdy. Niesmaczny żart. Z trudem powstrzymuję odruch ucieczki. Inicjatywę przejmuje odziana w czerń i srebro, lodowa pani korporacji Mirai. Muszę przyznać, że jej tu obecność jest dla mnie niespodzianką. Niemiłą niespodzianką. Madame de Bevoir uwielbia kąpiele w szarym szlamie. Wracają wspomnienia sprzed roku. Siada, a jej wizerunek natychmiast komponuje się z ogromem starożytnego mebla. Królowa na swym tronie. Teraz już wiem. Programiści nie zawinili. Tylko gość ma się czuć nieswojo w okolicy tronu, na którym nie ma prawa siadać. Nie wciągną mnie w swoje gierki. Nie muszę patrzeć jak pozostałe dwie damy gwiazdozbioru Lorelai zajmują należne im miejsca. Mijam je w milczeniu podchodząc do wyimaginowanego okna. Ostatnie promienie złotego światła przemykają pośród kości skalnego szkieletu martwego świata. Dochodzący znikąd głos Lorelai dogania mnie potokiem słów niesionych na fali elektrycznych dźwięków... ‘...IS IT DARK WHEN THE MOON IS DOWN, IS IT DARK WITH A SINGLE FLAME ...’ Dość tej multimedialnej zabawy. Muszę pamiętać, że jestem na służbie. Obracam się trochę zbyt energicznie. - Porucznik Maksymilian Orson. Agencja ochrony Sieci. Czym mogę służyć? – ‘Za szybko’ myśl dochodzi o ułamek za późno. Ten ton służbisty nie pasuje do luzackiej postawy mego designu. - Może kawy? – w dłoniach odzianej w karmazynową czerwień Lorelai pojawia się magicznie zmaterializowany kielich wypełniony czarnym parującym płynem. Doskonała iluzja. Po chwili do mych wirtualnych nozdrzy dochodzi ciężki aromat brazylijskiej kawy. Internetowy zapach wielkich pieniędzy. - Nie jestem tu by podziwiać pracę pani programistów. Przybyłem na odprawę. Słucham. - Od razu do rzeczy. Podoba mi się to. – głos Srebrnej promieniuje lodowatym profesjonalizmem. Jeszcze kilka ruchów dłońmi i już przed jej twarzą zakwita pokryty gęstą siatką liter błękitny ekran danych. Moje prawdziwe zdjęcie sprzed kilku lat, przebieg kariery, grupa krwi...Rozmiar kołnierzyka też pewnie by się znalazł... Po raz kolejny uświadamiam sobie jak funkcjonuje świat. Nie ma już miejsca na tajemniczość i romantyzm. Chyba, że masz na to pieniądze. - Wspaniała kartoteka, muszę przyznać - ...powiedz mi coś, czego nie wiem...- dokładnie to, czego potrzebujemy. Ekran wypluwa z siebie kolejne dane. Nawet spod okna dostrzegam krwistą czerwień ostrzeżenia. - Ah, więc to pan rozwiązał sprawę ‘Bestii’ z Dołu. To dobrze się skła... - Sprawę ‘Pięknej i Bestii’... – przerywam jej w pół słowa. Grymas złości pojawia się i znika niczym śnieg na pustyni. Prawda boli. – ...rozwiązałem, owszem. - Dobrze się składa, że przenieśliśmy pana do Turinga – riposta tnąca nadzieję. - To on. On się nadaje. Mój rycerz na białym rumaku. – Czerwona uśmiecha się wyzywająco. Chyba właśnie zostałem zatrudniony. Hm, nie, kupiony. Trzecia się nie odzywa. W jej dłoniach pojawiło się staroświeckie pióro. Pisze po niczym, czasem zanurzając je w lewitującym kałamarzu. Kodowane dzienniki. Ostatni krzyk mody. Srebrna spogląda w odległa przestrzeń. Tam gdzieś ukryto jej osobisty ekran. - Koncert odbędzie się za trzynaście godzin. Lorelai ma go przetrwać. Jesteś za to odpowiedzialny. To wszystko. Reszta potrzebnych danych czeka na ciebie w miejscu, które zwiesz domem. Koniec odprawy. – Ikona srebrnej znika w blasku ostatniego z promieni umierającej gwiazdy. - Z niecierpliwością czekam na następne spotkanie. Już wkrótce...- Czerwona odchodzi w ciemność. - ... – Trzecia przechodzi przez drzwi wejściowe. – Wiesz co, nie wiem czemu tu jesteś ale dziękuję...- ten głos pasuje do tej ikony jak słoń do sklepu z porcelaną. Dopiero po chwili zamykam usta. O co tu do jasnej cholery chodzi? To miała być odprawa? Co ja właściwie mam robić?
********** ... - Reakcja? - Zgodnie z przewidywaniami... nic niezwykłego... - ...hmmm... ... **********
Część 22 / 2
Programy obronne wypychają mnie do sieci miasta. Pozbawione rysów twarze aniołów z definicji programu nie mogą wyrażać niczego, a jednak wydaje mi się, iż uśmiechają się ironicznie. W co ty się znowu wpakowałeś? Mówiła, że w domu czekają na mnie informacje. Nie wierzę im. Informacje są zbyt cenne by je rozdawać. Otwieram prosty program wyszukujący. Napisałem go krótko po studiach, w czasie, gdy reaktywowali sieć. Mały bunt przeciw wszechobecnym korporacyjnym software. - Jak brzmią twe rozkazy? Jakie są twe pytania? – dżin materializujący się nad szyjką kryształowej karafki ma głos i twarz Christophera Lamberta, prawdziwego aktora który zginął przed wojną. - Powiedz mi, co masz o koncercie Lorelai...wróć...o samej Lorelai. Rodriguez. Piosenkarka...- w oczekiwaniu na wyniki przeglądam najnowsze holonetowe wiadomości... ‘...największy koncert w mieście... PRZESKOK...nowa płyta Lorelai... PRZESKOK...korporacja Mirai obiecuje... PRZESKOK... lista przebojów Top Ten Euro... PRZESKOK... miliony widzów oczekują...’ - Panie – głos Lamberta odrywa mnie od tej holonetowej sieczki- wyszukiwanie zakończone. Odnaleziono 823.980.001 wyników. - Odrzuć strony prywatne, niemodyfikowane w przeciągu ostatnich piętnastu dni, reklamówki i strony porno... – kolejne klaśnięcie zmusza mego sługę do dalszej pracy. Na tle miejskiej sieci pojawiają się świetlne znaki. Zbliżają się. Odnalazły mnie podprogramy tropiące reklam netowych. Zbyt długo stałem bez ruchu. Wznoszę się poziom wyżej. Panorama sieci przytłacza ilością świetlnych punktów. Po autostradach danych przesuwają się setki ikon. Zwykli użytkownicy, mgły okrywające zawodowców, wielobarwne, finezyjne ikony młodych. Każda z nich ma swoje życie, swoją historię, swoją kartotekę. Milion powieści obyczajowych... Tu w górze czuję się jak bóg. Całe miasto na wyciągnięcie ręki. Tu jest spokój. Reklamy, bazy danych, wizualny gwar drugiego oblicza miasta, wszystko pozostało w dolnej części wirtualnego świata. - Twe żądanie zostało spełnione...- patetyczny styl mego wirtualnego sługi, przydałaby się jakaś zmiana...- Pozostało 820 pozycji. Podprogram Dywan wybrał trzy najbardziej wartościowe zbiory danych... kontynuować? Kolejne klaśnięcie. - Jak sobie życzysz. Aktywowanie przeniesienia...3,2,1...abrakadabra. Fantazje młodego człowieka. Dywan błyskawicznie przenosi mnie z sieci do sieci. Z poziomu na poziom. Taniec wirujących barw. Tak właśnie czuje się człowiek pozbawiony ciężaru ciała i wszelkich problemów z nim związanych. Istota boska...świetlisty anioł wyzwolony z okowów fizycznych ograniczeń, podróżujący w czasie i przestrzeni. Pod wpływem kaprysu zmieniam ikonę. Teraz będę złocistym feniksem... Jak najszybciej poznać człowieka? Jak poznać człowieka? Jak poznać osobę, która zakryła swą prawdziwą twarz pod tragiczną maską? Czy można się przebić przez szczelny mur kłamstw, iluzji? Mam dwanaście godzin... Moje sieciowe marzenia rozrywa prawie materialny zapach tysięcy złotoczerwonych kwiatów. Sekretny Ogród wnętrza duszy. Dżin zawsze był romantykiem... i właśnie takie wybrał miejsce schadzki. Czy program może sam uzyskać świadomość SI. Nie... więc to ja byłem romantykiem. Kiedyś. Ogród pełen ciepłych kolorów sierpniowego wieczoru. Kobieta o włosach barwy opadających liści leniwie wyleguje się na łożu utkanym z barw. Ona też ma twarz... podobną do Lorelai. I gdy patrzę jej w oczy wiem już, że nie zapamiętam niczego poza jej spokojnym uśmiechem. Jest samotna. Dziś nikt nie wędruje po jej wspomnieniach. Wspomnieniach oddanych na pożarcie innym ludziom. Dałem się podejść. Jakim jestem głupcem. Sentymentalnym głupcem. Ogród wspomnień... Ha! - ha, ha, ha – głos wydobywający się z gardła feniksa, jak głos obcego człowieka. Kiedy stałem się tak cyniczny? – ha... Mam dość udawania. Na trawie staję w swej własnej postaci. Ja, Orson. - Czy mnie słyszysz? – głos spod grzywy ognistych włosów, karmazynowymi falami opadających na leśny dywan. – Czy chcesz mnie wysłuchać? Czy tylko przybyłeś by zadawać pytania... a może coś mi opowiesz? - Chcę słuchać, potrzebuję informacji dotyczących... - Nie wiem gdzie leży prawda. Już dawno utonęłam w swej iluzji. Gdzieś tam się na pewno ukrywa. Tam, między cierniami wierszy... Ogród znika ustępując miejsca małemu, ciemnemu pokojowi o meblach w kolorze krwi. Ma przewodniczka leży skulona na niewielkim łóżku. Jej włosy już nie tak długie, tak prawdziwe. Teraz są inne. Obce. Na ziemi leżą porozrzucane papiery. Teksty piosenek, strony zapisane czarną pajęczyną liter, poplamione łzami. ‘ Czy wiem kim jestem... czy jestem taka jaka być powinnam...’ ‘...chcę znaleźć słowa, które wyrażają coś więcej, ponad swoją graficzną formę...’ ‘...nienawidzę głodu pisania, który jest we mnie. Ale i nie potrafię bez niego żyć...’ ‘...ile jest warta ta kartka? Ile jest warta jej twórczyni... Czy to, co napiszę określa mą wartość... czy będą pamiętać... czy ja będę pamiętać...' ‘czy jestem lepsza niż inni, inna... mniej ważna...im nie zależy. Strach. Samotność.’ ‘...czy jestem przypadkiem beznadziejnym...’ Wiele pytań. Brak odpowiedzi. Na wiele pytań nie da się odpowiedzieć samemu sobie. Błysk. Pokój zniknął. Znów dogoniła mnie muzyka. Tym razem jej głos jest silny. Błyszczy wśród dźwięków ogrodu. ‘... SHE’S NO QUEEN OF HEARTS, BUT SHE’S GOOD TO ME, BRING HER COFFIN R O S E S, BRUSH HER THORNS, LET IT BLEED...’ Już rozumiem. Nadeszli inni. Fani. Ludzie, którzy znają tylko Lorelai. Oni nie zobaczą ciemnego zakątka duszy, tylko srebrną gwiazdę na firmamencie smutku. Jestem zmęczony. Mam dość swoich problemów. Nie obchodzą mnie inni. Ciekawią? Owszem. Obchodzą...niestety tak. Czy zapisy wirtualnej pamięci są prawdą? Jeśli tak. Do jakiego stopnia? Muszę stąd odejść. Wracam do zacisza swojego ciała. Usłużny Dywan zabiera mnie tam z prędkością myśli. Gdy odchodzę rozbrzmiewają ostatnie słowa piosenki... ‘... CLOSE YOUR EYES, AND CLOSE THE DOOR, AND THE DREAM THAT NIGHT EMBRACE, SLOWLY LEAVE WITHOUT A TRACE...’ Przedstawienie się skończyło...
********** ... - ...co się dzieje? Gdzie on się podział?... Beta COŚ mu pokazała, nie powinna się wtrącać... jeszcze nie teraz. - Co mamy zrobić? - Znajdźcie go...natychmiast, i... ... **********
Czerwono-złota fala ostrzeżenia przewala się przez mój mózg na sekundy przed wylogowaniem. Ktoś wdziera się do mej bazy danych. Wirus, niczym stado srebrnych piranii rozszarpuje programy obronne mej twierdzy. Otaczają mnie wirującym kręgiem. Z każdą chwilą znika coraz więcej mych ‘bezcennych’ elektronicznych snów. Licznik powrotu...cyfry zmieniają się strasznie wolno 12...11...10... Zdumiewa mnie spokój, z jakim obserwuję nadchodzącą zagładę. Program ‘tarczy’ raz po raz rozbłyskuje pod wpływem uderzeń wirtualnych drapieżników. Wchłonęły już wszystkie dane peryferyjne, ale to im nie wystarczy... programom-zabójcom nigdy nie starcza... 7...6...5... Zmieniam ikonę. Może sfinks zdoła umknąć. Nie, on nie ucieka...spala się, by potem odrodzić się z popiołów... 3..2.. Tylko, że ja nie zdołam powrócić...Tarcza pada w ostatnim rozpaczliwym rozbłysku. Wznoszę się ponad ruinami mego pałacu. Wirus rozrywa mą ikonę...obcy głos wrzaskiem śmierci rozdziera ciszę sieci... ...1... Śmierć pozbawia zmysłów. Biel nieistnienia. To nie boli...już nic nie boli...
********** ... - Świadek zlikwidowany. - Wyślijcie kogoś by posprzątał. Obawiam się, że ‘Bóg’ miał rację. Trzeba kończyć. Zawiadomcie ją, że zamykam projekt. - Tak, Pani. Wedle rozkazu. ... **********
...o1.o5.2o28... PubNet, godzina 11.23, ‘Wiadomości kanału 0’... ‘...nasi reporterzy donoszą o licznych ofiarach w ludziach i sprzęcie. Pożar rozprzestrzenił się już na trzydzieste drugie i trzydzieste czwarte piętro Bloku im. Bohaterów Księżyców Jowisza. W pierwszym oświadczeniu, rzecznik prasowy Gwardii Miejskiej ogłosił, że za pożar najprawdopodobniej odpowiedzialni są członkowie ekstremistycznie prawicowej organizacji ‘Biały Orzeł’ która od wielu lat...’ Mój ‘dom’. Nie byłem