Inne · 10 min czytania
Los
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Zima w tym roku nie odpuszczała, choć była już połowa marca. Mrozy zakuły ziemię w lodowe kajdany, odganiając zbliżającą się wiosnę. Promienie słońca pieściły zmarznięte policzki i drżące wargi. Odetchnęłam głęboko, wciągając do płuc zimne powietrze. Schowałam dłonie w kieszenie grubej kurtki, pochyliłam głowę i wolnym krokiem ruszyłam przed siebie. Śnieg skrzypiał pod moimi butami, jak stare nienastrojone skrzypce. Ludzie śpieszący się do pracy, wymijali mnie, mrucząc coś pod nosem. Jeszcze bardziej zwolniłam. Powinnam się śpieszyć, zaraz zacznie się pierwsza lekcja. Jednak chęć na spacer była silniejsza. Skręciłam w prawo, zbaczając z drogi prowadzącej do szkoły. Po chwili byłam już w parku okrytym białym puchem. Przed moimi nogami przebiegł nieduży pies z różową kokardą na głowie. Uśmiechnęłam się, spoglądając za psiakiem szybko przebierającym łapkami. Podbiegł do ławki, pochylił łebek, szukając czegoś w śniegu i już wracał trzymając w pyszczku niewielki kijek. Przemknął obok mnie tak szybko, że ani się spostrzegłam, a już był kilka metrów ode mnie. Dopiero teraz zobaczyłam właścicielkę czworonożnego zwierzęcia. Była to starsza, lekko przygarbiona pani. Czarny płaszcz przypruszony śniegiem był odpięty, a wełniany szalik nieporadnie owinięty wokół szyi. Na nosie znajdowały się ciemne okulary, a palce prawej dłoni mocno zaciskały się na białej lasce. Psiak wypuścił z pyszczka drewienko i szczeknął cienkim głosem, pragnąc zwrócić na siebie uwagę starszej pani. Kobieta zaśmiała się i opierając się na lasce wolno pochyliła się do przodu. Zaczęła szukać dłonią patyka, mrucząc przy tym donośnym głosem: -No gdzie położyłeś ten kijek, Kiler? W odpowiedzi pies trącił jej rękę pyszczkiem i odsunął się. Zrobiło mi się żal tej kobiety, więc zbliżyłam się do niej i zagadnęłam. -Przepraszam, czy mogę pani pomóc? Kobieta wyprostowała się i odwróciła w moją stronę. Głowę miała lekko skierowną w prawo, więc domyśliłam się, że jest niewidoma. Poczułam się niepewnie i już miałam odejść, kiedy usłyszałam. -Tak, dziękuję. Chciałam rzucić Kilerowi patyk, ale nie potrafię go znaleźć. Czy mogłabyś go podnieść i podać mi? -Oczywiście – odpowiedziałam i schyliłam się, aby podnieść drewienko. Już chciałam powiedzieć „proszę”, ale się rozmyśliłam. Drżącymi palcami wzięłam ją za rękę i włożyłem w jej dłoń patyk. –Proszę bardzo. -Och, dziękuję. – Uśmiechnęła się szeroko i zawołała do Kilera. – No moja psinko, biegnij! Zamachnęła się mocno i kijek wystrzelił z jej dłoni jak z procy. Pies rzucił się w ślad za nim, szczekając radośnie. Wyszczerzyłam zęby w szerokim uśmiechu, jednak gdy spojrzałam na kobietę stojącą obok mnie, zaraz spoważniałam. Czułam się skrępowana. -Nie przejmuj się tym, że nie widzę – usłyszałam pogodny głos kobiety, jakby w odpowiedzi na moje myśli. – Nawet nie wiem, jak to jest, gdy widzi się wszystko i wszystkich dookoła. -Jak to? – zapytałam zaciekawiona. – Nigdy pani nie widziała? -Urodziłam się jako niewidoma osoba i tak zostało do dziś. -Och, jak mi przykro – szepnęłam cicho. -A nie powinno. Przecież ja nigdy nic nie widziałam, więc nie wiem, co straciłam. -Mówi pani tak, jakby nie chciała pani widzieć. -Bo nie wiem, czy bym chciała. Gdybym teraz odzyskała wzrok moje życie stałoby się na pewno łatwiejsze. Czasami jednak boimy się tego co nowe i nieznane. -A nie chciałaby pani zobaczyć Kilera? -Nie muszę go widzieć, wiem, jak wygląda– Kobieta zaśmiała się cicho. – Jest malutki, ale ma ostre ząbki. Sierść jest dość długa i z tego, co mi powiedział sprzedawca, brązowa. Ogonek ma krótki, tak samo łapki. -Rzeczywiście, bardzo dobrze go pani opisała. Ale to zupełnie inaczej, gdy można to zobaczyć – rzekłam i zmieszałam się. – O, bardzo przepraszam, nie chciałam tego powiedzieć. To przecież nie pani wina, że nie może tego zobaczyć. -Nic się nie stało. Tak jak powiedziałam, nie boli mnie to, że nie widzę – uśmiechnęła się szeroko, jak małe dziecko, które otrzymało ogromnego lizaka. -Jak to możliwe, że pomimo takiego nieszczęścia, jest pani taka radosna i pełna życia? – zapytałam, spoglądając na nią z podziwem w oczach. -A dlaczego miałabym być nieszczęśliwa? – odpowiedziała pytaniem. -Gdybym to ja nie widziała, byłabym załamana. Niewyobrażam sobie nie zobaczyć nigdy więcej śniegu błyszącego milionem drobnych gwiazdek, soczyście zielonej trawy kwitnącej wiosną, moich bliskich.. -Tak jak powiedziałam wcześniej, ja nigdy nie widziałam tego, co ty, więc nie tęsknię za tym. Może nie widzę, ale węch mam bardzo dobry. Ty widzisz trawę i śnieg, a…