Środowisko · 3 min czytania
Lot
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Ta długa droga zmęczyła mnie. Rozłożyłem na ziemi kurtkę, by na niej usiąść z wyprostowanymi nogami. Ostatnie delikatne podmuchy wiatru na twarzy pomogły mi się odprężyć. Gdy wiatr całkowicie ucichł, nastała najgłębsza cisza od czasu, kiedy pierwszy raz otworzyłem oczy. Zagłębiałem się w nią jak w najciekawsze słowa. Nagle intensywnie zaczęła swędzieć mnie ręka. Odruchowo podrapałem się i poczułem, że coś małego po mnie chodziło. Mrówka. Natychmiast wstałem i jak szaleniec począłem skakać, tupać, machać rękami i głową. Na końcu zabiłem jedną na szyi. Wielka ilość mrówek pozostała za to na kurtce. Złapałem ją gwałtownym ruchem i zacząłem machać, trzepać, wycierać, aż się ich ostatecznie pozbyłem. Odszedłem czym prędzej z tego miejsca. Po kilkunastu metrach podniosłem kamyk z drogi, by czynił mi muzykę. Założyłem go na kolejne ucho. Podążałem do swojego celu nucąc sobie błękitną melodię. Z każdym krokiem stawała się coraz bardziej fioletowa, potem czerwona, aż rozbrzmiewała czernią, kiedy stanąłem na miejscu. Przybyłem nad tą przepaść z własnej nieprzymuszonej woli, mimo tego, że całym sobą starałem się…