Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

przyjazn · 9 min czytania

Lotnik

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Ludzie mają różne talenty. Jedni do malowania, inni do śpiewania, a Paweł miał talent do… picia. Mimo że popijał ostro, to nigdy nie widziano go zataczającego się ani śpiącego po kątach. Jedynym objawem spożycia było to, że chodził szybciej, był bardziej rozmowny, uprzejmy i skory do pomocy. Jednym słowem – Paweł pił ładnie. Wyglądał też ładnie i nawet po największym pijaństwie pokazywał się ludziom starannie ubrany, ogolony i wypachniony. Jedynie jego opuchnięte oczy świadczyły o tym, że wczoraj było ostro. Pracował w miejscowej fabryce. Był dobrym fachowcem i lubianym kolegą. A że pił? No cóż, w fabryce piło wielu. Jego praca polegała na naprawianiu maszyn w halach produkcyjnych i tam czyhały na niego alkoholowe pułapki. W halach bowiem popijano po cichu i Pawła często zapraszano na jednego. Na jednym przeważnie się nie kończyło i serwisant zapominał o maszynie, którą miał naprawić. Na koniec zmiany musiał wracać do warsztatu, gdzie czekał kierownik z sakramentalnym pytaniem: „Co z maszyną? Naprawiłeś?”. Wtedy Paweł wysilał umysł i wymyślał jakieś powody, które uniemożliwiły mu wykonanie zadania. Któregoś dnia, zabłysnął takim wytłumaczeniem: – Szefie, to nie była jedna usterka – było ich aż sześć. Usunąłem pięć i została tylko ta, która była zgłoszona. To jest drobiazg i następna zmiana raz-dwa sobie z tym poradzi. Po każdej wypłacie było pewne, że Pawła nie będzie w pracy. Nieobecność zawsze była tylko jednodniowa i następnego dnia winowajca – wyelegantowany jak na ślub – stawał przed obliczem szefa, który pytał o powód nieobecności. Wtedy okazywało się, że powodem tym było zdarzenie nagłe, tragiczne i koniecznie wymagające Pawłowej interwencji. A to sąsiad zatrzasnął się w windzie i trzeba było go stamtąd wyciągać, bo ze strachu dostał zawału. A to jakiś człowiek na ulicy złamał nogę. Złamanie było otwarte i – gdyby nie Paweł – wykrwawiłby się na śmierć. Innym zaś razem piętro wyżej wybuchł bojler w łazience i trzeba było ratować mieszkanie przed zalaniem. Wszystkie te zdarzenia opisywał Paweł bardzo szczegółowo i przekonywująco. Patrzył przy tym kierownikowi tak szczerze w oczy, że ten w końcu machał ręką i darował mu winę. Po którejś kolejnej bumelce Paweł przeszedł sam siebie i opowiedział następującą historię, która mogłaby być scenariuszem filmu grozy: – Przedwczoraj byłem w odwiedzinach u mamy i zostałem na noc. Wracałem najwcześniejszym autobusem, żeby zdążyć do pracy. Gdy pasażerowie wsiedli, kierowca zamknął drzwi i ruszył. Rozpędził się chyba do stówy i zaczął szarpać w górę kierownicę, wołając: „Wzniesiesz cię, czy nie?”. Nie stawał na przystankach i jechał jak wariat. W autobusie wybuchła panika. Jakaś ciężarna kobieta zaczęła nagle rodzić. Miała szczęście, że tam byłem. Razem z inną pasażerką odebraliśmy poród. W tym czasie pozostali pasażerowie mdleli ze strachu. Autobus stanął dopiero na końcowym przystanku, a to przecież jest ponad siedemdziesiąt kilometrów stąd. Tam już czekała policja i zaaresztowała kierowcę. Okazało się, że to był były lotnik, który zwariował i autobus pomylił z samolotem. Potem musiałem pomóc pogotowiu zabrać tę położnicę, a na koniec jeszcze przesłuchiwała mnie policja. Do domu dotarłem dopiero pod wieczór. Opowieść ta rozeszła się lotem ptaka po mieście i od tamtego dnia nasz bohater miał ksywkę „Lotnik”. Pawła znało wielu, ale mało kto wiedział, że był poważnie chory. Cierpiał na chorobę Bürgera, która zaatakowała mu lewą stopę i łydkę. Lotnik nie obnosił się ze swoim nieszczęściem, a jeśli już coś o nim mówił, to zawsze żartem. Dlatego też niewielu ludzi o tym wiedziało, a jeszcze mniej zdawało sobie sprawę z powagi sytuacji. Kierownik wiedział o chorobie Pawła, ale nie miał pojęcia, jak bardzo była zaawansowana. Aż w pewien piątek Paweł wszedł do jego pokoju, postawił na biurku butelkę wódki i powiedział: – Szefie, niech się pan ze mną napije, bo to jest mój ostatni dzień w robocie. – Zwalniasz się? Gdzie składałeś wypowiedzenie i czemu ja nic o tym nie wiem? – zapytał zaskoczony kierownik. – I zabieraj stąd tę gorzałę, bo jeszcze wylecisz karnie! – Nie szefie, w poniedziałek idę…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%