Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantastyka · 6 min czytania

Łowca i ofiara

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Obudził go znienawidzony dźwięk telefonu. Zaklął siarczyście, ale dzwonek nie ustępował, więc zniechęconym ruchem sięgnął po słuchawkę. Usłyszał głos przełożonego. - Martin? Snail Street 23, przyjeżdżaj szybko. Ostrzegam, nieprzyjemny widok... Pospiesz się, bądź, zanim znajdą to gliny... - Dobra... - w umyśle lekarza walczyła chęć snu i chęć posiadania roboty. Po kilku sekundach ta druga wygrała, więc niechętnie ubrał się i ruszył do samochodu.

Jechał krótko, ale i tak prawie zasnął przed kierownicą. Wybudził go dziwny odgłos, jakby skrzek nietoperza. Martin nie myślał o tym, bo nie miał czasu - był już na Snail Street. Wysiadł z auta, poprawił plakietkę WAL i zobaczył brudny zaułek przy numerze 23. Wszedł weń szybkim krokiem. Po jednym bardzo krótkim rzucie oka zwymiotował. Gdyby nie lekarska odporność na krwawe widoki, pewnie by zemdlał. Wytarł jednak czoło i spojrzał jeszcze raz.

Widok był iście koszmarny. Na stercie kartonów leżały okrutnie okaleczone zwłoki człowieka, a wokół nich wszystko zalane było gęstą krwią. Trup miał posiekaną czymś ostrym twarz, pozbawione palców dłonie i totalnie zmasakrowane, porozrywane na drobne kawałki mięsa z kośćmi, nogi i ręce. Ale największe wrażenie budził brzuch zmarłego, bowiem właściwie go nie było. Narządów wewnętrznych nie dało się zidentyfikować, poza sercem, które leżało obok ciała, przebite na wylot srebrnym krucyfiksem.

Lekarz odszedł od zwłok, przeraźliwie blady, po czym wyciągnął telefon komórkowy. - Nareszcie - usłyszał zniecierpliwiony głos, nim zdołał choćby wysapać "halo". - Tak... Totalna rzeź... Masakra... - Nie, nie. Mówię o zębach. Obejrzyj jego zęby. Zaskoczony Martin niechętnie wrócił do zaułka i nachylił się nad zewłokiem, spoglądając na zniszczoną twarz. Spojrzał na szczękę i domyślił się, o co chodziło jego szefowi. Połowa zębów była zmiażdżona, ale dało się zauważyć, że trójki były znacznie dłuższe od reszty i bardzo ostre. Podniósł rękę z telefonem do policzka. - Co to ma znaczyć? Wampir, czy co? - Nie wiem, cholera, ale sam przyznasz, że wygląda to cokolwiek interesująco, pamiętając samą sprawę rozpieprzonego menela w slumsach z krzyżem w sercu. Musimy to zbadać, nim ktokolwiek to znajdzie. Wyślemy transporterkę, ale... ułóż to jakoś w kupę, co? I jakby pojawiły się gliny, trzymaj pieczę nad ciałem. OK, czekaj tam.

Lekarz schował komórkę do kieszeni. Był przerażony całym zajściem, miał ochotę na powrót do łóżka. Ale podszedł do ciała, założył gumowe rękawiczki, zebrał wszystko, starając się nie zastanawiać, co może być czym ( czy może raczej co może być kawałkiem czego ) i wrzucił wszystko do rozprutego brzucha. Po tej czynności odetchnął z ulgą, wyszedł z zaułka

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Łowca i ofiara — czytnik · opowiadania