Komedia · 6 min czytania
Łowca rekinów
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Łowca rekinów
Pasażerowie statków handlowych, bywają różnie traktowani przez załogę. Zawsze grzecznie i gościnnie, ale zdarza się, że ci, którzy iskrzący się w południowym słońcu mają pojęcia o morzu i statku, staja się „ofiarą” żartów, i dostarczają załodze nie lada rozrywki. Płynęliśmy już 3 dni po Atlantyku, w drodze z Las Palmas do Dakaru, statkiem m/s „Częstochowa”, w jego pierwszej, dziewiczej podróży do Afryki Zachodniej. Była piękna słoneczna pogoda. Idealnie gładki ocean, iskrzący się w południowym słońcu jakby zniewolony jego ciepłem, unosił i opuszczał nasz statek tak powoli, że ten ruch ledwie można było dostrzec. Humory mieliśmy więc wyborne. Kto miał pracować – pracował, reszta wylegiwała się leniwie na pokładach, opalając się. Właśnie rozmawiałem na mostku z kapitanem, zdając mu coś w rodzaju meldunku,na temat przebiegu wachty, gdy zadzwonił telefon. Podszedłem do pulpitu manewrowego i podniosłem słuchawkę. - Słucham mostek III oficer – wyrecytowałem służbowo. Ze słuchawki dobywał się, zagłuszany przez pracującą maszynę, głos IV mechanika: - Tu maszyna! – tak jakby szum nie wyjaśniał mi skąd dzwoni. – Musimy zatrzymac maszynę, mamy awarię zaworów. - Chwileczkę , proszę zaczekać, przekażę to kapitanowi! – Ryknąłem do maszyny z przyzwyczajenia. Na poprzednim statku, z mechanikiem służbowym w maszynowni, mogłem się porozumieć tylko krzycząc. - Panie Kapitanie, maszyna zawiadamia, że musimy stanąć z powodu awarii zaworów – powiedziałem. - No to stajemy – odpowiedział Kapitan. - Halo! Maszyna! Dobrze, stajemy! Odłożyłem słuchawkę, podszedłem do telegrafu maszynowego i ustawiłem jego rączkę w położenie „stop”. Ustała wibracja i szum silnika, zrobiło się cicho. Momentalnie na mostku zjawił się jeden z naszych pasażerów. Był to 18-letni młodzieniec o pociągłej twarzy, bardzo szczupły. Nosił okulary, zza których wyglądały, wiecznie rozbiegane, podekscytowane wszystkim co się działo na statku, oczy. Wpadł na mostek śmiesznie akcentując każdy swój krok, uniesieniem ciała. Z jego twarzy można było wyczytać stan niezwykłego podniecenia. Może trochę obawy? Wszak niezrozumiałym było dla niego – prawie środek oceanu, a my stajemy? - Panie Trzeci, dlaczego stajemy? – zapytał. - Mamy awarię maszyny – odpowiedziałem krótko, przechodząc do kabiny nawigacyjnej, by zanotować ostatnie wydarzenia w dzienniku okrętowym. Rozmowę z naszym „Jureczkiem” podchwycił kapitan. - Panie Jurku. Rozmawialiśmy , chyba przedwczoraj, na temat możliwości połowu rekinów. Wyraził się pan wtedy, że bardzo by pan chciał złowić rekina własnoręcznie. Otóż teraz nadarza się wyśmienita ku temu okazja.