Fantasy · 28 min czytania
Łowcy
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
{b}ROZDZIAŁ 1{/b}
Pogoda była fatalna. Zresztą jak zwykle o tej porze roku. Deszcz padał całe dnie i noce. Kiedy nie padał to zdawało się, że po prostu regeneruje siły. Wiadome było to, że niedługo spadnie znowu. Całe niebo pokrywały ciemne chmury i ciężko było odróżnić dzień od nocy. Wszyscy siedzieli w domach i unikali przebywania na zewnątrz, ograniczali je do minimum. Jak mi się nie chce wychodzić, myślała Kasia patrząc przez okno. Miała zaraz iść do pracy, ale strasznie jej się nie chciało. Zniechęcało ją wszystko- od pogody, poprzez bycie śpiącą, kończąc na niesmacznym śniadaniu. Walczyła z sobą samą. - Przecież nie miałam wolnego od dwóch lat.- mówiła cicho. Tak, ale teraz nie możesz, odpowiadała sobie w głowie. Po kilku minutach zerwała się nagle z krzesła. - Chce mi się! Teraz albo nigdy!- krzyczała, biegnąc korytarzem ciemnego mieszkania. Włożyła na siebie kurtkę, założyła buty i wzięła parasol. Jeszcze możesz zostać, myślała. Spojrzała jeszcze raz na kanapę w salonie i zatrzasnęła drzwi wychodząc z mieszkania. Z mieszanymi uczuciami zbiegła po schodach. Wyszła z budynku. Mieszkała w starej kamienicy, ale podobało jej się tutaj. W mieszkaniu nie było nic ze starości i zepsucia. Pogoda na zewnątrz wyrwała ją z zamyślenia. Zrobiła kilka kroków. Silny wiatr szargał parasolem. Szła z wyraźnymi problemami. Już po kilku minutach była cała przemoczona. Zwykła ubita ziemia zetknięta z nadmierną ilością wody tworzyła nieprzyjazne dla jej butów błoto. Wszystkie drogi takie były i nieważne czy znajdowała się na przedmieściach, czy pomiędzy drapaczami chmur, wszędzie było tak samo. Nagle obok niej pojawiło się czterech mężczyzn niosących lektykę. Była ona zadaszona i miała zasłony. Zatrzymali się i kazali jej poczekać. Między materiałami pojawiła się kobieca twarz. Uśmiechnęła się i rozsunęła zasłony. - Kaśka. Wchodź!- była to Joanna, redaktor naczelna gazety, w której pracowały. Kasia, nie czekając na kolejne zaproszenie, wspięła się i usiadła obok niej. Ktoś zasłonił kotary, po czym powoli ruszyli. Konstrukcja, w której się znajdowały była dość duża by pomieścić jeszcze dwie osoby. W rogach znajdowały się lampki, które oświetlały wnętrze. - Niezłe to.- powiedziała z podziwem właściwym dla gościa. - Też powinnaś sobie sprawić. Nie tak drogo.- odparła Joanna. Kaśka uśmiechnęła się delikatnie. Wiedziała, że lektyka jest dla naprawdę zamożnych osób. Posiadają je tylko ludzie ze śmietanki towarzyskiej miasta. Reszta chodzi drogami jakie mają, myśląc jak później doczyści buty. Oni, ci bogaci, nie martwią się o to. - Jeszcze raz dziękuję Joanno. Nie wiem jak udało ci się mnie zauważyć.- redaktorka naczelna odsłoniła w tym momencie coś w rodzaju firany. Za nią znajdował się przezroczysty plastik, przypominający okno. - Lubię widzieć gdzie jadę.- odparła. - Aha, mam jedną prośbę. Mów do mnie Asiu, a nie Joanno. Przecież jesteśmy koleżankami. - Nie ma problemu... Asiu.- uśmiechnęły się do siebie i resztę drogi przegadały na różne tematy. Najwięcej rozmawiały o gazecie, o tym co się dzieje i co ma się pojawić w następnym numerze. - Chciałabym, żebyś napisała jakiś ambitny tekst. Coś długiego, ciekawego i na pierwszą stronę. Widzę w tobie duży potencjał.- mówiła Asia głosem, którego zawsze używała w pracy. Był rozkazujący, choć nie niegrzeczny i nie można było mu odmówić. - Oczywiście. Napiszę coś. Jak dojedziemy, to biorę się do pracy.- w tym momencie stanęli. Kotary rozsunęły się, mężczyźni niosący lektykę, położyli ją delikatnie na ziemi. Kobiety wyszły dostojnym krokiem, szybko wchodząc do budynku redakcji. Kasia od początku pracy tutaj zawsze go podziwiała. Gigantyczny wieżowiec, w którym dwa ostatnie piętra należały do "Odkrycia"- gazety, w której pracowała. Wszystko było przeszklone. Z zewnątrz wyglądało to niesamowicie. Tylko szkło. W środku, oczywiście wieszano firany, aby nie było za jasno. Wszystko było w najnowocześniejszym stylu. By kontrolować pracowników, podłogi w biurach także były przezroczyste. Po prostu zrobiono je z wyjątkowo trwałej odmiany szkła. Kaśka lubiła tu pracować. Nie przepadała za dotarciem do tego miejsca, ale kiedy już jakoś się udało, lubiła tu być. W jasnym biurze pisało jej się z łatwością. Choć czasem denerwowała ją Joanna patrząca z góry, to kochała budynek "Odkrycia". Szybkim krokiem weszła na przedostatnie piętro. Praktycznie wcale się tym nie zmęczyła. Codziennie musiała się tam przecież dostać. Widok z okna zapierał dech w piersiach. Całe miasto, wszystkie budynki, a za nim tylko lasy i kolejne miasta. Żadnych wiosek. Miejsce między metropoliami należało do Nich. Czasami słyszała, że mieszkają tam także demony. Najczęstszą odpowiedzią było, że Oni i demony to jedno i to samo... Usiadła przy biurku. Jej kolegi z pokoju jeszcze nie było. Piechotą tak szybko nie dotrze, pomyślała. Spojrzała na stos papierów leżących na stole. Miała do sprawdzenia kilka tekstów. Miała już tu jakiś staż i dostawała do przeczytania prace całkiem nowych. Zabrała się do czytania. W międzyczasie przyszedł Michał, jej współpracownik. Po godzinie skończyła. Porozmawiała chwilę z Michałem, po czym oboje dowiedzieli się, że za piętnaście minut będzie zebranie. Mieli takie na dwa dni przed wydaniem tygodnika. - Witam.- przywitała wszystkich Joanna gdy zasiedli przy wielkim stole. - Od razu przejdę do rzeczy...- mówiła o artykułach, jakie znajdą się w gazecie. Następnie pokazała na makiecie rozłożenie kolumn na stronach. - Nie mam jednak artykułu tytułowego. Żaden z tych nie jest na tyle zachwycający. Wiecie przecież, że w każdym numerze jest jakiś najważniejszy tekst. Coś, co najbardziej przyciągnie uwagę. Jeśli do jutra nie dostanę nic naprawdę dobrego, to w gazecie będą puste strony. Niech czytelnicy wiedzą, że po prostu się nie wywiązaliście.- kiedy to mówiła patrzyła swoim przenikliwym wzrokiem na Kasię. Dodając do tego jej przekonujący głos, kobieta już myślała co napisze. Redaktorka jeszcze coś mówiła, po czym kazała wszystkim wracać do pracy. Przypomniała o artykule tytułowym i zakończyła zebranie. Kasia wróciła do biura szybko zasiadając za biurkiem. - Piszesz to na pierwszą stronę?- spytał Michał zamykając drzwi. - Spróbuję, tylko jeszcze nie wiem o czym. To duża szansa. A ty? - Nie mam czasu. Pracuję już nad tekstem do następnego numeru, więc bierzmy się do pracy. - Mogę jeszcze na chwilę włączyć telewizor? - Jasne, ale nie na długo. Muszę się skupić. - Dobrze. Tylko obejrzę wiadomości.- odparła naciskając guzik na starym odbiorniku. Przełączyła na interesujący ją kanał i wpatrzyła się w prezentera zaczynającego poranne wydanie programu. - Karol Witos, witam państwa. Zacznę od informacji dnia, którą jest zatrzymanie burmistrza miasta Mhos... - To chyba niedaleko od Corin.- powiedziała Kasia. - Tak. Najbliższe nas miasto.- odpowiedział jej zaciekawiony Michał. Zwiększyła głośność. - Zenon S. został zatrzymany pod zarzutem bycia Łowcą. W aktach mężczyzny odnaleziono ponoć informacje, które jawnie mówią, że jego ojcem był Łowca, który przekazał mu nauki dalej. Jeżeli zarzuty będą prawdziwe, grozi mu rozstrzelanie. Gdyby wcześniej się przyznał, trafi do więzienia na dożywocie.- prezenter zniknął. Na ekranie pojawił się budynek Rady. Dwóch krępych policjantów prowadziło go siłą do środka. Na głowie miał worek. Strasznie się wiercił i krzyczał niezrozumiałe słowa. Karol Witos znów wrócił na ekran. - W przeciągu kilku dni powinniśmy dowiedzieć się o tej sprawie więcej. Przejdźmy do kolejnego tematu, po tej szokującej informacji...- kobieta wyłączyła telewizor. Spojrzała na Michała zahipnotyzowanym wzrokiem. - Zabiją go za przeszłość. Kolejny człowiek jakiego zabiją za nic. Kiedy ta nagonka się skończy?- spytała. - Oni nie zabijają za nic. Mają rację. Powinno się wybić każdego Łowcę. Co do jednego.- mówił zawziętym, trochę ideologicznym głosem. - Co ty mówisz. Co złego robili Łowcy?! Ich czasy były łatwiejsze. - Terroryzowali ludzi. Zabijali niewinnych za każdy sprzeciw. Gdyby nie bunt, nie byłoby zwyczajnych ludzi jak ty i ja. Byliby tylko oni! - Nic nie jest udowodnione. Teraz zabija się niewinnych. Władza po prostu się ich przestraszyła. Ich inteligencji!- krzyknęła. - Bzdura! Czemu bronisz tych morderców? Może sama jesteś Łowcą?!- ze zwykłej rozmowy rozpętała się kłótnia. - Zamknij się przygłupie! Już wiem o czym napiszę...
{b}ROZDZIAŁ 2{/b}
{i}"Łowy na Łowców"
Łowcy. Wielu zadaje sobie pytanie kim oni są. Wpłynęli znacząco na historię naszego kraju, a większość ludzi praktycznie nic o nich nie wie. Wiedzą tylko tyle, że trzeba ich do reszty wyniszczyć. Nie znając żadnych faktów z niedalekiej przeszłości i nie doszukując się podstaw swoich działań, ludzie tępią ich, publicznie rozstrzeliwując i wtrącając do więzień. Na początek chciałabym odpowiedzieć na podstawowe pytanie- Kim są ów Łowcy? Ponad 100 lat temu, między ludźmi żyli Oni. Także ludzie, ale inni. Uczęszczali do szkół dla Łowców i z pokolenia na pokolenie kontynuowali swoją tradycję. Pchali świat do przodu. Byli bardzo inteligentni, odkrywczy i pomysłowi. Potrafili wiele. Znano ich jako znakomitych konstruktorów, wynalazców, ale także żołnierzy. Za ich czasów nie było wojen. Wszędzie panował pokój. Jednak nagle coś się zmieniło. Wszystko, co wnieśli do naszego świata, w pewnym momencie zniszczono... Był ktoś, który wszystko zepsuł. Ktoś kto ich zniszczył. Waldemar Opara. Polityk mieszkający w Usihis, (miasto prawie całkowicie zamieszkane przez Łowców) twierdził, że chcą oni zawładnąć światem. Uważał, że Łowcy dążą do zniszczenia kultury zwyczajnych ludzi. Podżegał obywateli, a oni mu wierzyli. Zaczęły się wtedy okropne czasy. Łowcy ze strachu uciekali do innych miast, lecz tam także trwało ich wyniszczanie. Zaczęto zabijać. Nagle z wielkiej przyjaźni, z nie do końca znanych powodów, zaczęła się masakra na niewinnych ludziach- Łowcach. Niektórzy schowali się w lasach tworząc nową, nieznaną nam kulturę. Próbuje ona przetrwać unikając ludzi. Tylko przez strach przed, jak ich większość nazywa, barbarzyńcami, lub demonami, drogi międzymiastowe nie istnieją. Są tylko wielkie miasta, które nie mają żadnego połączenia z metropoliami znajdującymi się w tym samym kraju. Twierdzenie, że bez nich będzie lepiej jest całkowicie błędne. Nie ma nawet prawdziwego państwa, przez strach przed niczym. W świecie nie widać ani jednej rzeczy, która przemawia za tym co się działo i dzieje. Znaczna część Łowców została zamordowana we własnych domach, lub przed innymi obywatelami. Ludzie oszaleli. Nienawidzili ich. Pozbyto się wszelkich śladów po ich istnieniu. Wielu z nich pozostało w miastach kryjąc swoją przeszłość. Kiedy mieli jednak potomstwo, przekazywali mu swoje tradycje przedłużając istnienie Łowców. Zabito każdego, któremu udowodniono jego pochodzenie. Prześladowania trwają do dziś. Bez żadnych powodów ludzie wybijają kulturę, która jeszcze niedawno miała wielki wpływ na wszystko co się działo. Są to zwyczajni ludzie z przodkami, którzy umożliwiają im zagłębienie się w tradycję tej grupy ludności. Wystraszeni ich odmiennością, nie do końca rozumianą przez wielu kulturą, oraz inteligencją, ludzie rządzący, którzy czuli się zagrożeni i gorsi, zniszczyli ich. Do dziś przetrwało bardzo mało Łowców- ludzi niesłusznie zabijanych. Kończąc, chciałabym powiedzieć, że jeśli to się nie skończy, to władza i wszyscy to popierający potwierdzą jakimi zwierzętami są naprawdę.{/i}
Joanna czytała z szeroko otwartymi oczami. Kasi wydawało się, że przeczytała tekst trzy razy zanim się do niej odezwała: - Skąd tyle o nich wiesz?- mówiła prawie niedosłyszalnym szeptem. - Od zawsze mnie fascynowali. Naprawdę jest jeszcze wiele książek na ich temat. - Też jestem przeciwko temu wszystkiemu...tylko nikomu nie mów. Mój mąż był Łowcą. Stracono go na oczach całego miasta, kiedy jeszcze nie byłam tutaj. Oczywiście nie był to taki prawdziwy Łowca. Nauki pobierał u swego ojca. Jakoś mu to udowodniono i rozstrzelano przy wszystkich. Rozumiesz? Na oczach całego tłumu dostał cztery kulki w serce!- rozpłakała się. Siedziały same w jej biurze. - Szczerze mówiąc, mój dziadek był Łowcą. Opowiadał mi różne historie. Pamiętam jak zniknął. Rodzice mówili, że wyjechał. Teraz wiem co się z nim stało. Nigdy nic nie przekazał mojemu ojcu. Mówił, że nie chce spuszczać na nas śmierci. Tata i tak został wtrącony na dożywocie, za bycie jego synem. Umarł w ósmym roku odsiadki. Nie miałam brata, a jak wiesz Łowcą może być tylko mężczyzna, więc w mojej rodzinie ten koszmar się skończył. Wielkim kosztem, dlatego teraz chcę się odegrać. Chcę żeby ten artykuł trafił do gazety.- Kasia także mówiła przez łzy. Przez chwilę zapanowała cisza. Spojrzały sobie w oczy. - Wiesz jakie mogą być konsekwencje? Na pewno chcesz tak zaryzykować? Mogą cię zamknąć za szerzenie propagandy. Za ten tekst możesz stracić wolność. - Przynajmniej stracę ją w słusznej sprawie. Ja chcę, by on się ukazał. Reszta zależy od ciebie.- położyła kartkę na jej biurku i wyszła z pomieszczenia spokojnym krokiem. Wróciła do swojego biura. Zdenerwował ją widok Michała siedzącego za biurkiem. Weszła bez słowa i rozsiadła się w krześle. - Wiesz. Strasznie mi głupio. Ta kłótnia była bez sensu. Każdy może mieć swoje zdanie w tej sprawie.- powiedział mężczyzna odrywając się od pisania. Spojrzała na niego zdziwiona. - Racja.- odpowiedziała. - Przepraszam za wszystko. W końcu jesteśmy kolegami. Nie powinniśmy się kłócić o bzdury. - Ale to nie jest bzdura. - Wiem. Mówię, że nie powinniśmy się kłócić jak dzieci. Przecież możemy myśleć co innego. - Pokazałeś swoje poglądy dość dobitnie. - Ty także.- uśmiechnęli się do siebie. - Przepraszam, za przygłupa.- powiedziała w końcu Kasia. - Ja za wszystko. Przepraszam za moją głupotę i za to, że mówiłem, że jesteś Łowcą.- podeszli do siebie i przytulili się. - W porządku?- zapytał Michał. Był od niej wyższy o głowę, miał włosy do ramion i…