Biznes · 12 min czytania
Łowcy kości
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Miliony razy przeszczepiają chirurdzy na świecie swoim pacjentom ścięgna, zastawki serca, kości, elementy oka i wiele innych części ludzkiego ciała, pochodzących od zmarłych "dawców". Ten wielomiliardowy euro-rynek skupiony jest w rękach pozbawionych jakichkolwiek skrupułów mocodawców, dla których angażują się nie mniej bezduszni łowcy skór ludzkich i organów. Niejaki Ernest Nelson, pracujący na wydziale medycznym kalifornijskiego Uniwersytetu w Los Angeles(UCLA), trzy razy w tygodniu odwiedzał podziemne katakumby uczelni zapełnione lodówkami do przechowywania zwłok przeznaczonych do badań w celach naukowych. Jego skrzynka z narzędziami, to szybkoobrotowa piła medyczna (6500 obr.na minutę), z której w sposób profesjonalny i z należną rutyną oddzielał zmarłym stopy od nóg, stawy kolanowe, ścięgna, wiązadła mięśni czy nawet skórę, ponaglany przez swoich zleceniodawców i pośredników w handlu ludzkimi organami. Nikt nie pytał o legalność jego pracy. Ile kosztują "zamówienia" i od kogo pochodzą. Przemysł pozyskiwania części z ludzkich zwłok przypomina krwiożerczą potrzebę spożywania ludzkiej krwi przez transylwańskie wampiry. Niektóre części ludzkiego ciała są kosztowniejsze niż diamenty - tak skwitował ten nikczemny proceder bioetyk Arthur Caplan. Firma podziemnego "pilarza" ludzkich szczątków, Ernesta Nelsona, Empire Anatomical, zarabiała milion dolarów rocznie dopóki nie wkroczyła w to FBI, chwytając na gorącym uczynku samego "rzeźnika" i jego bezpośredniego kierownika, pracownika uniwersyteckiego UCLA. FBI udowodniła Nelsonowi splądrowanie i zbezczeszczenie ośmiuset ludzkich zwłok, za niewyobrażalnie wysokie łapówki pochodzące od zleceniodawców. Rocznie, na świecie umiera około 100 milionów ludzi i ich śmierć jest bez skrupułów wykorzystywana na robienie lukratywnych interesów medycznego przemysłu, w którym boom na ludzkie części ciała używane do transplantacji nieustanie wzrasta, powiększając niepokojąco mafię łasą na ludzkie szczątki, za którymi kryje się niekontrolowany, idący w miliardy euro rynek tkanek, kości i wszystkiego co są w stanie zamówić ludzie w obliczu nieuleczalnego kalectwa, śmierci czy uniknięcia wózka inwalidzkiego. Tylko w samej Europie i USA, wykonywanych jest więcej niż dwa miliony transplantacji rocznie, do których wykorzystywane są ludzkie szczątki! Eksperci oceniają, według zaniżonych szacunków, że roczny obrót skądinąd legalnych zabiegów, chociaż przy użyciu nie zawsze legalnych materiałów transplantacyjnych, wynosi 100 miliardów euro.Szpik kostny i tkanki pochodzą również od żyjących osobników, udostępniających je dobrowolnie, bez zagrożenia ich życia ale trzeba wiedzieć i to, że dobre wykorzystanie zwłok jednego osobnika może przynieść zysk sięgający 170 tys. euro! Jest średnio 130 części za które kontrahenci płacą prawie każde pieniądze. To najczęściej prawie wszystkie kości, zastawki serca, serca, skóra, naczynia krwionośne, ścięgna, tkanka pochodząca z opon mózgowych, paznokcie czy rogówka oka. Ta ostatnia kosztuje w Niemczech 1000 euro i czeka na nią tysiące ludzi skazanych na nieodwracalną ślepotę a za centymetr sześcienny przygotowanej do transplantacji kości trzeba zapłacić setki euro! Potrzeby transplantacyjne są ponad trzykrotnie większe niż jest je w stanie zaspokoić legalny i nielegalny rynek. Tak powiedział przed pięciu laty szef Biomedical Tissue Services, Michael Mastromarino. Komercyjne zbywanie ludzkich części wymknęło się już dawno spod kontroli i prawdopodobnie znacznie przewyższa swą aktywnością najbardziej zawyżone szacunki. Najkrótsza droga do sukcesu firmy prowadzi przez...cmentarz. Przed skalpelem czy piłą zwłoki ludzkie zachowują się podobnie. Jak twierdzi Mastromarino znane są przypadki, że za solidne łapówki pracownicy zakładów pogrzebowych potrafią zmienić zmarłego na HIV w zdrowego sportowca ginącego w wypadku samochodowym lub osiemdziesięcioletnią babcię na tryskającą za życia seksowną nastolatkę...Wiele zakładów pogrzebowych powstaje nie tylko w związku z profilem firmy lecz zajmuje się intensywnie handlem ludzkich szczątków. Jeszcze łatwiejsze zadanie mają tzw. "Body-Snatcher", którzy dokonują obdukcji w szpitalnych prosektoriach. Powód? W niektórych krajach przestrzegana jest surowo hierarchia na oddziałach anatomopatologicznych. Niespodziewana i nieuzasadniona śmierć wymaga na życzenie władz lub rodziny badania przyczyny śmierci. Taką pracę zleca się najczęściej słabo opłacanym pracownikom prosektorium, z którymi często współpracują "łowcy kości". Podczas wykrytych przypadków tych przestępstw stwierdzono przy pomocy rtg, że wiele zwłok zamiast kości miała wstawione rurki plastikowe wykorzystywane przez...hydraulików przy instalacjach sanitarnych. Najlepsze interesy kwitną w krajach, gdzie dolary lub euro mają wysokie notowania i warte są czasami więcej niż ludzkie życie. W 1996 furorę zrobili "łowcy kości" na tkankach zmarłych dzieci ze splądrowanych grobów w przygranicznych meksykańskich miastach Tijuana i Ciudad Juarez. Uraczyli tymi szczątkami bogatszą znacznie Północną Amerykę a ponieważ pieniądze nie śmierdzą tak jak nielegalne interesy, przeto sprawa oficjalnie nigdy nie znalazła epilogu w sądzie. Nie mieli tyle szczęścia "łowcy kości" z sąsiedniej nam Rygi, stolicy Łotwy. Udowodniono ponad wszelką wątpliwość, że na zamówienie niemieckiej córki-firmy US - Tutogen Medical Gewebe, zamawiającej ludzkie kości(!) miejscowy biznes cmentarnych hien i sępów w powiązaniu z poważnymi firmami medycznymi, dopuścił się zbezczeszczenia kilkunastu grobów na cmentarzach w Rydze. Tylko w samych Niemczech dokonuje się rocznie od stu dwudziestu do stu pięćdziesięciu tysięcy przeszczepów kości, tkanek, ścięgien i chrząstek. Zastępowanie ich plastikowymi surogatami najczęściej nie przynosi pożądanych rezultatów i zostaje odrzucone przez organizm. Wykorzystanie naturalnej tkanki, wobec jej "dzikiego" handlu, naraża pacjentów na nierzadko poważne kłopoty. Znany jest przypadek z 1998 roku niejakiej Karen