Przyjaźń · 4 min czytania
Lubię być w raju
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Myślałem, że umarłem. Nade mną stał anioł. Oślepiało mnie słońce i jej uroda. Była taka wielka. Jej długie złoto-brązowe włosy przerzucone przez prawe ramię, spływały jasną kaskadą aż do talii. Nachylała się lekko nade mną. Po chwili mój wzrok przyzwyczaił się do słońca i ujrzałem jej zatroskaną twarz pokrytą lekką opelnizną, teraz bladą i przywodzącą na myśl kwiaty jabłoni czy wiśni. Od patrzenia zaczełem nawet czuć ten zapach. Miała wielkie, piwne oczy zlęknione i wypełnione łzami. Jej jasnoczerowne usta złożone w podkówkę, coś mi przypominały. Nie wiedziałem kim jestem, nic nie pamiętałem i nie chciałem pamiętać. Mogłbym tak leżeć i patrzeć się w to bóstwo, lecz nagle spokój zakłócił ryk karetek. Wyrwały mnie z raju, poczułem ból, zauważyłem, że nie mogę się poruszać i leże w kałuży krwi, a moja lewa ręka leży pod dziwnym kątem. - Nie ruszaj się - rzekło bóstwo. Wtedy straciłem przytomność. Obudziłem się w szpitalu. Nadal nic nie pamiętałem, oprócz niej. Gdy usłyszałem jej imię, zalały mnie miliony wspomnień. Las, konie, piasek, morze, włosy, śmiech, zapach, usta, delikatna skóra, radość i miłość. Potrzebowałem jej natychmiast, musiałem ją koniecznie zobaczyć. Od lekarzy dowiedziałem się, że miałem wypadek na skuterze, złamałem lewą rękę (ona jest leworęczna) i obie nogi, kilka żeber, i że mam szczęści, a amnezja wkrótce minie. Nie chciałem tego. Wiedziałem, że cokolwiek sobie przypomnę nie będzie miłe. Liczyła się tylko ona. Ważne, że ją pamiętałem. Lekarze mieli rację - pamięć wróciła i jej "Nie!", moja…