Fantasy · 8 min czytania
Lucius & I, Part II
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Coś czarniejszego niż noc poruszyło się w pogrążonym w ciemnościach pokoju. Wielki, z pozoru bezkształtny cień przysunął się bliżej łóżka i pochylił nad śpiącą kobietą. W nikłej poświacie padającej z zasłoniętego okna widać było teraz zarys postaci w długim płaszczu z kapturem naciągniętym na głowę. Postać wyciągnęła ręce. Długie smukłe palce bez wątpienia należące do mężczyzny, leciutko dotknęły szyi kobiety, która spała spokojnie, miarowo oddychając. Postać przy łóżku nie poruszała się lecz delikatny dotyk opuszków palców musiał zakłócić sen kobiety, gdyż lekko się przeciągnęła odsłaniając szyję jak kot, który domaga się pieszczot. Wyciągnięte w mroku nocy dłonie powoli przesunęły się w górę i nagle z prędkością z jaką jastrząb atakuje ofiarę zacisnęły się na jej szyi. Kobieta gwałtownie zbudzona ze snu, nawet nie próbowała walczyć. Bezładnie miotała rękami aż natrafiły na okrytą kapturem głowę. Kaptur opadł w tył a przed jej przerażonymi oczami ukazała się burza białych włosów, które gwałtownie zalśniły i...
Gwałtownie usiadła na łóżku. Firana w uchylonym oknie powiewała lekko. W pokoju panował nieprzyjemny chłód przedświtu. A ona miała koszulę mokrą od potu niczym maratończyk. Siedziała przez dobrych pięć minut masując sobie krtań na której tuż przed chwilą zaciskały się niewidzialne palce. Nienawidziła tych koszmarów. Później cały dzień nie potrafiła dojść do siebie. Właściwie już od tygodnia nie była sobą. Co się właściwie wtedy stało nie wie. Spotkała dziwnego człowieka, który powiedział coś jednoznacznego aczkolwiek niezrozumiałego. Człowieka, który z niewiadomych jej powodów miał ochotę ją zamordować gdyby powiedziała choć jedno słowo więcej. Człowieka, którego zobaczyła przez chwilę i w dużym mroku a którego oczy wypaliły jej w duszy piętno. Jeszcze nigdy nikt nie przerażał jej tak bardzo. Na początku myślała, że jej przejdzie. W końcu nie mało świrów spotykała co dzień. Jedni bywali nawet bardziej agresywni. Mimo to tamci byli jacyś...namacalni, realni a ten człowiek z baru wyglądał jakby pomyliły mu się epoki. Kiedy zapytała barmana o człowieka w płaszczu z kapturem ten zdziwił się i absolutnie zaprzeczył jakoby taki w ogóle wchodził do pubu. A widzi przecież wejście doskonale. Dziwne. Może miała jakieś halucynacje? Nie to nie możliwe.. zbyt wyraźnie czuła jego oddech i subtelny zapach czegoś co przypominało ...właśnie...bliskość tego człowieka powodowała że czuła się jakby... wróciła do domu. Może zapach jego płaszcza... nie wie. Pomimo grozy bijącej z tej postaci czuła coś... znajomego. Dlatego nie może go zapomnieć.
Jej dom był cichy. Z dala od miejskiego gwaru, otoczony zielenią sprawiał wrażenie oazy spokoju. Zawsze kiedy zamknie oczy widzi magiczne okno swojego pokoju. Żartowała sobie, że jest zaczarowane, bo kiedy przez nie patrzyła świat robił się piękniejszy. I z każdym dniem inny. Podziwiała przez to okno przemijanie pór roku i własnego życia. Tamtego domu już nie ma. Nie w takiej postaci jak był. I choć mieszka tam jej rodzina to tak naprawdę nie wiele mają z nią wspólnego. Tu nikt jej nie odwiedza, nie robi wymówek i o nic nie ma pretensji...no może tylko właściciel wynajmowanego mieszkania. On zawsze ma o coś pretensje. Nie chciała się bać. Nie znosiła tego uczucia. Może za dużo wypiła? Może stres całego dnia zmącił jej wzrok. Może to był zwyczajny facet a nie jakiś dziwak w czarnym płaszczu...ale co on powiedział? „mugolska szmato”? Może „mongolska”? Nie przypomina mongolki. Widać pijany już być musiał. ”- Boże znów to samo. Teraz będę siedziała i rozmyślała cały dzień. Nienawidzę tych koszmarów.”
***
Miął w ustach najgorsze przekleństwa. Jak on nienawidził tych bufonów z Rady! Co oni myślą?!! Że jest jakimś pieprzonym gońcem??!! Płotką, której można wydawać polecenia???!!! Sługusem tych nadętych bubków??!!!
Nienawidził. To jedno