Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Akcja · 11 min czytania

Ludzie cienie odc1

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Rozdział 1. Dzień w którym karty zostały odkryte.

Las Sto Dusz był miejsce ponurym i odpychający za dnia a po nocy to w ogóle człowieka ciarki przechodziły na samą myśl o nim. Korony drzew pozbawione liści ziemia pokryta metrową trawą i mgła unosząca się półmetka nad ziemia. Ale najgorsza była cisza. Ta nienaturalna przerażająca cisza. Nikt nie chciałby spędzić w tym lesie nocy. Ale on musiał. Człowiek odziany w czerń przekradał się ostrożnie przez ten las w zimną noc. Szedł na północ już od godziny. Poruszał się cicho nie chcąc zwrócić na siebie uwagi lasu. W rankach trzymał opuszczony czarny łuk i strzałę gotowy do oddania zabójczego strzału. Ominą szerokim łukiem małe jeziorko a pół kilometra dalej zatrzymał się raptownie chroniąc się za krzakami. Pięć i pół metra przednim stały dwa czarne smoki. Były to istoty wielkości dorosłego człowieka o kształtach mniej więcej podobnych do człowieka. Chodziły na dwóch gadzich łapach ale rance miały dłuższe od człowieka sięgające do kolan zakończone ostrymi szponami. Mieli długie gadzie pyski o wąskich ludzkich oczach. Byli pokryci twardą czarną łuską dzięki którym wtapiali się w noc. Skrzydła mieli złożone. Czekał chwile nie mając śmiałości odetchnąć. Przygotował się do oddania strzału wiedząc ze grot nie przebije twardej łuski. Ale głupio było by zginąć tak bez walki. Był ostatni miesiąc jesieni i niedługo nastanie zima. Była pora godowa smoków te dwa osobniki właśnie tworzyły nowe potomstwo. Powoli nie wstając z Przykuca zaczął ich okrążać trzymając się za linii krzaków. W takich chwilach był wdzięczny swojemu darowi kociego wzroku. Ostrożnie i powoli robił kolejne kroki jednym okiem dalej obserwując smoki. Dwie godziny później był na tyle daleko od nich ze mógł przestać się chować. Jakiś kilometr szedł dalej na północ i nagle skręcił na zachód przy pustym powalonym pniu. Szedł tak aż znalazł się przed rozpadliną skalną. Był na miejscu. Z torby na ramieniu wyciągną trzy pęki grubych lin które tak mu ciążyły do tej pory. Każda miała z pięć i pół metra długość. Znalazł solidnie wyglądające drzewo niemal na samej krawędzi rozpadliny i przywiązał do niej dwie liny a następnie obwiązał się nimi w pasie. Trzecią oplótł ciasno pod pachami. Ostrożnie i powoli zaczął schodzić w dół rozpadliny W ciemnościach i w mgle nie było to bezpieczne ale dla niego to niebyła pierwszyzna. Zejście w dół zajęło mu więcej czasu niż się spodziewał i teraz naprawdę musiał się śpieszyć. Ruszył na północ uważnie stawiając nogi. Dno rozpadliny było kamieniste. Droga zajęła mu dwie godziny ale w końcu wyszedł z lasu i znalazł się na trakcie którym trzymając się na uboczu chowając za linią drzew ruszył na zachód. Droga zajęła mu godzinne ale w końcu trafił nad most którym łączył dwa brzegi rzeki Aven. Dziś po południu mają trendy przejść wojska lorda Edwina. Trzy i pół tysiąca konnych i pieszych przejdzie przez ten most by dotrzeć do Ostatniego Świtu i wesprzeć oblegające go siły hrabiego Sitarka. On miał sprawić żeby się spóźnili o dwa dni. Musiał brać się do roboty.

Kiedy przybywali ziemia trzęsła się a dogłos ich marszu niósł się kilometr przed nimi. Na szczęście udało mu się skończyć w samą porę by teraz ukryć się za linią drzew i obserwować. Widok trzytysięcznej armii nie robił na nim wrażenia od dawna. Służył już tak długo i wiedział wiele licznych armii. Zadufane barany niemogące się doczekać plądrowania i gwałcenia. Właśnie dla tego wstąpił do Garnizonu Ludzi Cienia. Z ukrycia obserwował jak niemal dwa tysiące piechurów w ciężkich kolczugach z tarczami i włóczniami wstępuje zwartym szykiem na most. Poczekał Pozwolił im przejść. Czekał aż wejdzie kawaleria a wraz z nią lord Edwin. Dopiero kiedy był w połowie drogi zapalił grot strzały i strzelił ją w stronę worka z prochem podwiązanej do belek nośnych mostu. Niemal całą noc zajęło mu zaminowanie mostu. Strzała poszybowała idealnie w cel. Nastąpiła wielka eksplozja która sprawiła ze most zaczął się palić i walić do wody. Ale on już uciekł znikając z miejsca „zbrodni” jak cień.

Max przybył do zamku lorda Ismira kiedy miał cztery lata. Jego rodzina wioska został zaatakowana przez bandytów i musiał razem z dziesięcioletnia siostrą uciekać. Spędzili tydzień w lesie aż natrafili na karawanę kupiecką która wzięła ich z sobą do zamku Duran. Zuzanna znalazła prace w zamkowej kuchni. Dostali skromny pokój i wyżywienie. Max dorastał w zamku imając się wszystkich możliwych zajęć dorabiając pieniądze. Zuzanna nie zarabiała dużo a chciała by jej brat się uczył, został czeladnikiem i miał stałe źródło utrzymania. Max robił wszystko by jej nie martwić ale problemy same się go trzymały. Zdążył popaść w konflikt z Maurycym podopiecznym lorda Ismira. Dlaczego tak się stało? Max po prostu rzucił się na Maurycego kiedy ten zaczął rzucać kamieniem w starego kalekę Alena który nic nie widział i chodził o lasce. Max nie znosił kiedy ktoś komuś dokuczał. Miał tak od zawsze choć nie był muskularny ani silny. Od tamtej pory on i Maurycy co jakiś czas bili się z sobą choć między nimi stopniowo zaczęła powstawać wież opierająca się na szacunku. Oboje darzyli się pewnym…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Ludzie cienie odc1 — czytnik · opowiadania