Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Kultura · 9 min czytania

Ludzie, ludzie, ludzie

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

-I właśnie dlatego uważam, że powinniśmy się rozstać. Po prostu, to coś, co było między mną a tobą wypaliło się... -Czekaj. - trochę dukałem, bo naprawdę mnie zamurowało - Fakt, ostatnio nie poświęcałem ci dużo czasu, ale sama wiesz jaki mam kocioł na uczelni i... -Właśnie - nie masz dla mnie czasu. Przecież są w życiu sprawy ważne i ważniejsze, nie?! Uwielbiałem kiedy ktoś zasuwał mi prosto w twarz taką ambitną, skrzydlatą myślą... -Ależ jesteś dla mnie bardzo ważna, ja bez ciebie, ja... -Właśnie. Kiedy przychodzi co do czego, ty nigdy nie potrafisz powiedzieć tego, co czujesz, nie potrafisz się zachować, uciekasz od odpowiedzialności. Ja nie mogę być z kimś takim. Wczoraj nawet siostra mi powiedziała: "Baśka, ty nie możesz być z kimś takim..." Uwielbiałem jej siostrunię... Model: zgorzkniała desperatka. Non stop porzucona przez chłopaka. -Ja chcę to uratować, Basiu, pozwól... Proszę cię o jeszcze jedną szansę. -Dość! Wojtek, tu nie ma czego ratować. Chwila ciszy, która nastała była tak męcząca i kłująca w uszy, tak przewiercała świadomość, a dodatkowo nieznośny czerwcowy żar tak rozkojarzał... A rób jak chcesz... -Rób jak chcesz - powiedziałem. Popłakała się. Ktoś, kto szlocha mówi bardzo niewyraźnie, ale z tego co usłyszałem, chciała, żebyśmy pozostali przyjaciółmi - ten tekst mnie zawsze rozkładał. Wspomniała, że nie ma żalu (więc te wyrzuty z przed kilku chwil to niby co?!). Podałem jej chusteczkę. Skorzystała. -Nie dzwoń. To ja się odezwę jak będę gotowa zakończyła głosem już nieco pewniejszym. Chciałem coś powiedzieć. Zatrzymać ją. Byłem gotowy błagać, ale one już dawno podjęła decyzję. Odwróciła się i poszła. Zniknęła gdzieś przy Senatorskiej.

Są takie chwile, kiedy wszystko mamy gdzieś. Nie interesują nas otaczające tłumy, sytuacja polityczna, tysiące głodujących i chorych na AIDS w Afryce... Interesuje nas tu i teraz. Sami siebie stawiamy w centrum wszechświata. Jesteśmy sami z naszymi pretensjami. Bezgłośnie krzyczymy, wrzeszczymy w duchu "na cały głos". Drzemy się jak opętani, ale i tak nikt tego nie usłyszy. Potem już drogi różnych ludzi się rozchodzą. Jedni tłamszą to w sobie i spadają coraz głębiej w studnię przygnębienio-wkurzenia, popadają w deprechę, trują siebie, ale i bliźnich, którzy ich otaczają. Inni opieprzają cały świat i wyklinają to na czym stoi, raniąc swoich bliskich i robiąc sobie kłopoty. Jeszcze inni, uciekają w to co lubią, więc ktoś wyżyje się na treningu boksu albo judo, "wyjeździ" wkurzenie rowerem, albo "wygra" je w kosza. Ale kto inny lubi wypić, przypalić, albo wciągnąć i tu znajdzie ujście dla swoich emocji. Wniosek: Są ludzie i ludzie. Czerwcowy żar tak strasznie rozkojarzał, męczył, wypalał. O tak, "wypalał", to dobre słowo. Ja byłem dziś wypalony. Nie miałem na nic ochoty, nie chciałem niczego robić ani z nikim gadać... -Hej, Woju! Jak leci? - radosny, ale lekko przepity głosik kolegi z uczelni zadźwięczał na Placu Zamkowym. -Jakoś leci. -Ale jak? -... Do dupy. -Uuu, no to grzejemy na Browarną i siadamy do kufelka, co? Witek ci pomoże... -Nie, wiesz, nie ma ochoty. Ja w ogóle nie lubię pić. Co innego żalić... -Nic z tego, nie puszczę cię. Jest piątek, nie gadaj, że lecisz do książek... No, chyba, że do Baśki, co? -No w sumie nie. -Spadajmy więc.

Poszliśmy do lokalu na Browarnej. Witek wziął dwa piwa - jedno postawił przede mną, drugie przed sobą. Zmoczył usta i zagadnął: -Mów. -Co? -Masz problemy? O co chodzi? Nie miałem ochoty z nim gadać. Ale z drugiej strony... Znałem gościa od podstawówki, może nie był brylantem inteligencji ani magistrem elegancjaru, ale to był swój chłop. -Mam kijowy dzień. Rano... - i tak od słowa do słowa opowiedziałem mu wszystko, co mnie dziś, czyli w dzień dziecka spotkało... Wyżaliłem się o Baśkę, o to, że Miśkiewicz na dzisiejszym kolokwium mnie uwalił, choć byłem naprawdę dobrze przygotowany... A na domiar złego - ten idiota Gołąb, który niczego się nie uczy, tylko chla, śpi, imprezuje i wrzeszczy pod oknami akademika dla dziewcząt, zdał. Trafił do Górskiej. A trafić do Górskiej do zdać... Wreszcie wykląłem to, że zgubiłem sto złotych, albo, że ktoś je "pożyczył" - o dwunastej jeszcze miałem, a o trzynastej już nie. A na domiar złego moi parents ciągle na siebie wrzeszczą,…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%