Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Akcja · 41 min czytania

Łuk

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Łuk

Pojechałem na strzelnicę, zabrawszy ze sobą mój wspaniały pistolet – ten sam, który spadł mi wtedy z dachu karczmy Boruta. Notabene posiadałem go nielegalnie ale nie należałem do wyjątków wśród członków klubu strzeleckiego „Ryś”. Wielu z nas posiadało nie tylko to, co było prawnie dozwolone ale zawsze coś więcej, z drugiego obiegu. Tego dnia strzelałem, w wyobraźni do Adam i Ady, co mnie jakoś podniecało i motywowało do celnych strzałów – i były celne, a kiedy już przestałem trafiać w czarne pole z powodu znużenia, zagadnąłem Bogusia, tego samego, u którego byłem nie raz na, tak zwanym ognisku, bo słowo ognisko w tym przypadku, to było bardzo ogólne pojęcie i zarazem dobre wytłumaczenie dla żon, a jak wiadomo, działo się tam zazwyczaj dużo więcej niż tylko pieczenie kiełbasek czy dziczyzny. Boguś tego dnia, jak zwykle na strzelnicy, był ubrany w piękne wojskowe ubranie, był także po wojskowemu krótko obcięty ale i pachniał również jak zwykle jakąś intensywna i droga perfumą, co również było nieodzownym składnikiem jego wizerunku. Należał niestety dla mnie, do facetów, którzy byli uzależnieni od perfum, i gdziekolwiek by nie poszedł, trafiając nawet w mizerne, jeśli można tak powiedzieć, towarzystwo, to oczywiście musiał niezmiernie pachnieć, a ja dzięki temu poznawałem jego obecność już po samym zapachu i już na samo dzień dobry jakoś mnie to irytowało. Na polowaniach czy ogniskach też intensywnie pachniał, jakby ten zapach się w niego wgryzł i nie chciał wyparować. Zastanawiałem się, jaki jest sens tego perfumowania, nawet na takie okazje jak polowania czy ogniska, gdzie górą są inne zapachy jak choćby prochu, krwi i wódki. Z czasem zapach ten nawet zaczął mnie drażnić, pewnie dlatego, że był to męski zapach należący do innego faceta, w przeciwieństwie do ładnie pachnących kobiet, które swoim zapachem mnie zniewalały i nawet nadrabiały nim pewne niedoskonałości swojego naturalnego wyglądu. Ja bynajmniej w towarzystwie męskim perfum nie używałem. Boguś starał się być, takim modelowym super samcem i zawsze dbał o posiadanie wszystkich atrybutów z tym związanych, w jego mniemaniu także i zapachu. Do tego zawsze nosił markową odzież, bojową fryzurę no i posiadał wysportowane na siłowni ciało, obwieszone jednak z umiarem, za co należało go pochwalić, różną biżuterią. A to zegarkiem sporych rozmiarów, na złotej lub srebrnej bransolecie, w zależności od okazji, sygnecikiem czy jakimś wyszukanym łańcuszkiem bądź to z krzyżykiem, serduszkiem czy jakimś znakiem zodiaku. Do tego oczywiście należy dorzucić, rasowy samochód w ciemnym kolorze, z wielkim i głośnym silnikiem. Starał się tworzyć wokół siebie aurę doskonałości, perfekcji i podobieństwa z takimi jak on, z którymi oczywiście utrzymywał rozliczne kontakty, i do których środowiska wrósł i wyssał, można przypuszczać, niczym z mlekiem matki ten schemat bycia, który był dla niego najnormalniejszy w świecie, tak samo zresztą, jak normalne może być dla kogoś innego coś wręcz przeciwnego, czyli zmierzwiona fryzura, naturalny zapach, a zatem też silny, ciuchy z używanej odzieży całkowicie przypadkowo markowe i samochód wtapiający się w tłum jemu podobnych jeździtków o mocy nie przekraczającej stu koni mechanicznych. Można więc było rzec, że u Bogusia najważniejsze było to, co widoczne, namacalne, słyszalne i wyczuwalne nosem, a niewidocznego u niego chyba nie było wcale. Do swojego image przywiązywał dużą uwagę, nawet jeśli chodziło o drobiazgi. Może zabrzmi to dziwnie ale nigdy na przykład nie widziałem żeby dłubał w nosie, co mi osobiście się jednak czasem zdarzało w męskim towarzystwie. Jemu natomiast nigdy nawet przez sekundę palec nie powędrował do dziurki od nosa. A jeśli już coś go tam kręciło, to wyjmował z gracją chusteczkę i w elegancki sposób załatwiał sprawę, a ja wówczas zastanawiałem się, czy nawet wtedy, gdy nikt nie patrzy, też odstawia ten cyrk z chusteczka, zamiast podłubać trochę palcem bo nie zawsze ma się przecież chusteczkę pod ręką a swędzenie jest czasem bardzo natarczywe. Ale nie koniec na tym bo również zaobserwowałem, że przy załatwianiu potrzeby fizjologicznej takiej jak sikanie również robił to z klasą, inaczej niż robiłem to ja i mi podobni, tak jakby już samym tym sikaniem podkreślał, że się wyróżnia od otaczającej go reszty. A może to tylko ja coś sobie uroiłem. - Witam Andrzejku, widzę że nie próżnujesz. Też się kiedyś tym bawiłem – serdecznie uściskał mi dłoń Bogusław i wskazał na mój pistolet – ale przerzuciłem się na broń białą, luki i kusze, generalnie te sprawy, jeśli wiesz o czym mówię. No ale to już wymaga dużej umiejętności. Musisz wiedzieć, że obecnie z broni palnej jestem w stanie celnie strzelać już do wszystkiego i w każdych warunkach, po prostu znudziło mi się już to i zacząłem uczyć się czegoś ciekawszego bo powiem ci żeby się dobrze nauczyć strzelać na przykład z luku do ruchomego celu, to już jest to wyższa szkoła jazdy. Łuk ma zresztą jedna zasadnicza zaletę – jest cichy, a czasem lepiej zachować dyskrecję hehehe. - Zawsze można przykręcić tłumik – powiedziałem – o ile się to potrafi – dodałem w myślach i przed oczami stanęła mi scenka na dachu. - Tak ale gubi się już ten smak, to już nie to samo, to trochę tak jakbyś jeździł sportowym samochodem i nie przekraczał pięćdziesiątki, a łuk ma jednak klasę właśnie przez to, że nie jest tak łatwo, że jak raz nie trafisz, to zanim załadujesz nowa strzałę, przymierzysz, może być już za późno bo wróg będzie szybszy. To bardziej podnieca a satysfakcja jest tym większa jak dobrze trafisz, zwłaszcza w ruchomy cel, co jak dotąd nieźle mi idzie a przynajmniej robię spore postępy. To cieszy, to bardzo cieszy Andrzejku. - Jakoś nie myślałem do tej pory o łuku bo zawsze chciałem mieć własny rewolwer taki, jak ten. Jest mały, wkładasz go sobie za pasek od spodni i idziesz dalej jak gdyby nigdy nic, a w razie czego, wyciągasz i gromisz to tu, to tam jak Pan Bóg błyskawicami. To jest władza, choć taka malutka. - Malutka, jak malutka. Bo jakbyś nie wiedział, to ta twoja pukawka, jest jednym z większych seryjnie produkowanych rewolwerów więc maleństwo to nie jest, zresztą świat nie kończy się na jednym pistolecie. Coś ci powiem, ja nigdy nie poprzestaje na tym, co mam, szukam zawsze czegoś więcej, bo najgorzej jest, jak się człowiek zatrzyma w rozwoju, wtedy zadowalają go właśnie takie małe rzeczy. Andrzejku trzeba się rozwijać – tu naprężył biceps i dał mi do pomacania przez wojskową koszulę – czterdzieści osiem!, a jak zaczynałem miałem trzydzieści dwa, z bronią jest tak samo. Mówię ci, musisz spróbować łuku, zresztą tak się składa, że możemy ubić mały interesik, mam coś w dobrej cenie, używany tylko przeze mnie ale za to sprawdzony – polecam. Kupiłem sobie teraz lepszy więc ten starszy mogę ci okazyjnie sprzedać. Normalnie zapłaciłbyś majątek bo to jest łuk z najwyższej półki ale ja sprzedam ci po dobrej cenie. Interesuje cię to? - Hmmm, sam nie wiem. Czuję się trochę jakbym zdradzał własną broń, tak się do niej przywiązałem. Swoją drogą łuk to trochę duży przedmiot, ale w sumie czemu nie. Dobra, niech tam! Interesuje mnie to, zwłaszcza, że chciałbym wypróbować go na polowaniu. - Spokojnie nie rozpędzaj się, zanim zaczniesz strzelać na poziomie podstawowym, trochę będziesz musiał poćwiczyć tutaj. A co to ma być za polowanie? Bo wiesz ja ostatnio latam samolotem w różne zakątki świata i poluję właśnie z łuku i kuszy na dziwne bestie. Wyobraź sobie, jak się skradamy całą bandą, jak osaczamy np. takiego renifera, czy niedźwiedzia polarnego, cały czas mając kontakt radiowy ze sobą i na umówiony sygnał rozpoczynamy szturm na zwierzaka. Wygrywa rzecz jasna ten, kto najlepiej trafi. Z daleka wcale nie jest tak prosto, zwłaszcza jak cel się porusza. W końcu strzała to nie pocisk, leci dłużej, no nie? A imprezy później mamy takie, że...zresztą sam, jak jest. Ale na wyjeździe wszystko to jakoś lepiej smakuje, a zwłaszcza kobiety hehehe. Eeeh...Lubię egzotykę. Zawsze to coś nowego. - Ale kawał drogi trzeba lecieć. A gdyby zorganizować coś u nas? No powiedzmy jak już się z tym łukiem zapoznam bliżej, bo przyznam, że mnie zachęciłeś. Mam pewien pomysł. - No słucham cię. - Dwa ruchome cele, z tego jeden całkiem, całkiem...– tu Boguś chwycił mnie za łokieć i zniżając głos wycedził zbliżając swoją twarz do mojej: - Wiesz, że ja zawsze lubię postrzelać i to nie tylko do zajęcy ale jak chcesz dostarczyć zwierzynę, to sam nic nie rób, są od tego profesjonaliści, słono im płacisz ale umywasz ręce i jesteś czysty w razie czego. No, rozumiemy się? A jak będziesz gotowy to tutaj dogadamy szczegóły później – poklepał mnie po ramieniu i odchodząc puścił do mnie oko – aha i zgłoś się po ten łuk w przyszłym tygodniu, zostawię go generałowi – generał czyli Heniek - były żołnierz, agent biura ochrony rządu, człowiek o rozlicznych kontaktach i interesach. Stały bywalec różnych polowań i warsztatów strzeleckich no i emeryt-playboy przy okazji. Dorabiał sobie, i to całkiem nieźle, jako manager strzelnicy. Ciekawa postać czy może raczej nie ciekawa ale to już tylko kwestia punktu widzenia. - Nie powiedziałeś mi ile... - Powiedziałem ci – przerwał mi Boguś – nie słuchałeś uważnie ale powtórzę, że sprzedam ci go za bardzo dobrą cenę, cenę specjalnie dla ciebie. Gdybym go sprzedawał jakiemuś nadzianemu frajerowi to bym zdarł z niego ile można a od ciebie, że tak powiem będę oczekiwał jakiejś drobnej przysługi, powiedzmy, że coś dla mnie zrobisz, twoja pomoc może być przydatna. Instrukcje dostaniesz później. - Tak jest! – odparłem jak posłuszny żołnierz a Boguś w swoich pięknych wojskowych butach z cholewami i zapachu perfum wyszedł ze strzelnicy. Chwilę potem wsiadł do swojego samochodu i dało się słyszeć basowy gang odpalanego silnika V12, potem przeciągły ryk, kiedy Boguś włączał się do ruchu ulicznego nie zważając prawie wcale, jak szybko jechał nadjeżdżający samochód bo i tak on w cztery sekundy osiągał setkę. Ja tymczasem włożyłem swój pistolet do pudelka i niedługo sam wyszedłem. Wsiadłem niestety do mojego samochodu i grzecznie czekałem na swoją kolej na zatłoczonym skrzyżowaniu. – Więc znów dostanę jakąś małą misję – pomyślałem z poczuciem niepewności, co tym razem Bogdan będzie chciał w zamian. – I powiedz mu teraz, że już nie chcesz tego łuku... Pojechałem do domu. Było już późno, kiedy dotarłem, a przekraczając próg wróciłem tym samym do codzienności. Znów miałem się położyć obok żony, z którą kochałem się raczej z obowiązku i to niezbyt często, zwłaszcza, że byłem wciąż pod wpływem Ady. – Może zanim pociągnę za spust, zrobię to z nią po raz ostatni? Wezmę sobie siłą, skoro nie można inaczej! Nie, tak robią tylko psychopaci a chcę ją przecież tylko zabić. Ją i jego oczywiście. – w ten sposób rozmyślając o zbrodni, zasnąłem. Ostatnio zresztą zasypiałem tylko pod wpływem alkoholu bowiem cierpiałem już na bezsenność. Alkohol mi w tym zasypianiu zdecydowani pomagał. Oczywiście na drugi dzień miałem lekkie problemy z koncentracją ale dawałem sobie radę. Beata nie pozwalała mi pić, wiec aby uniknąć jaj uwag, oszukiwałem ją. Udawałem na przykład, że długo pracuję przy komputerze i kiedy ona już szła spać, ja raczyłem się do woli alkoholem. Czasami siedząc w samotności kilka godzin wypijałem sam całą butelkę wódki, co jednak było dla mnie zbyt dużą dawką. Niestety po przekroczeniu pewnej ilości puszczały u mnie hamulce i zaczynałem działać nierozważnie. Ot choćby którejś nocy, zabrawszy broń, wsiadłem do auta i chciałem pojechać do domu Adama by tam go dopaść. Jednak nie zdążyłem wyjechać nawet z garażu bo usnąłem za kierownicą, co pewnie mnie uratowało. Na drugi dzień znów czekała na mnie praca w firmie finansowej, to znaczy wciąż sprzedawanie różnych ubezpieczeń, prawdę mówiąc często, po prostu naciąganie ludzi, którzy dawali się urobić odpowiednim opowiadaniem choćby o poczuciu bezpieczeństwa, jakie mogą zapewnić im pewne oferty a nie konkretne fakty. Gama produktów była zawsze szeroka a moim zadaniem, jako doradcy i sprzedawcy w jednym, było przekonać ludzi do ich kupowania niezależnie od tego, czy było im to potrzebne czy nie. Do różnych ludzi trafiało się różnymi produktami. Było w tym sporo psychologii, którą opanowałem w zakresie mi potrzebnym ale po sześciu latach miałem już dość tej roboty. Stałem się jak robot z narysowanym uśmiechem i nagraną odpowiedzią przygotowaną na każde pytanie, a w duszy myślałem tylko o tym, czy ten, czy ów podpisze ze mną umowę. - Gdybym mógł być kimś takim jak Boguś, to nie byłoby głupie, co prawda musiałbym przestać dłubać w nosie ale byłbym w stanie się poświęcić. – myślałem. Po pracy były jak zwykle te same powroty do domu na wieś i te same noce wspomagane różnymi trunkami. Ogólnie nic ciekawego. Żadnych perspektyw. Jedynie strzelnica była dla mnie odskocznią, możliwością wyżycia się. Cieszyło mnie to, że było to coś, w co nie wtrącała się moja żona a zwłaszcza w kilkudniowe spotkania plenerowe, na których kosztowałem trochę egzotyki, której nigdy nie dałaby mi ona. Miałem wrażenie, że każde z nas żyje w swoim świecie i że tak jest nam dobrze bez zbędnych dyskusji. Może gdybyśmy mieli dzieci, to mięlibyśmy wspólny cel, a tak każde z nas koncentrowało się bardziej na sobie samym i swoich dążeniach, marzeniach czy ambicjach, które widać były tak silne, że powoli oddaliliśmy się od siebie. Następnym razem kiedy pojechałem na strzelnicę, odebrałem swój łuk i dowiedziałem się, jakie zadania Boguś mi wyznaczył. Interesowały go ubezpieczenia pewnych osób, jak i firm, ogólnie nie było tego dużo – razem może ze dwadzieścia pozycji. Sporządziłem mu szczegółowy raport z tego, co udało mi się ustalić z firmowej bazy danych. Nie mówił mi do czego jest mu to potrzebne, zresztą nie pytałem. Dla mnie nie było to dużo roboty, jedynie posiedziałem dwa dni trochę dłużej w pracy, zwracając nawet uwagę Adama. Kiedy już prawie skończyłem, ten podszedł do mnie i rozpoczął rozmowę. - Jeszcze siedzimy Aaa… Maa..., jak masz na imię, bo zapomniałem? - Andrzej..., widzę, że mamy kłopoty z pamięcią – oparłem i pomyślałem. – A oto i mój ulubieniec. Będzie mi teraz brzęczał nad uchem, zamiast dać spokojnie skończyć robotę. - która właściwie miała z nim związek bo jakby nie było pracowałem przecież na swój łuk a tym samym i na głowę tego pajaca. - Aaaa, tyle spraw mam na głowie, tyle interesów, tyle bardzo istotnych nazwisk, że sam rozumiesz..., do tego chcę kupić narzeczonej jakiś prezent i właśnie nie mogę się zdecydować co wybrać. - Narzeczonej? – wypaliłem. - Ano tak. W końcu trzeba się ustatkować. - Czy ja wiem, ślub to grób, jak niektórzy mówią. - Jak nie jesteś panem sytuacji, to jak najbardziej grób. Ale ja sobie nie dam wejść na głowę. Twierdzę, że żonę dobrze jest mieć, bo to wypada, no wiesz, jak jesteś żonaty, to tez poważni ludzie poważnie na ciebie patrzą, zwłaszcza, jak się człowiek zacznie w politykę bawić a ja ci powiem, że polityka mnie interesuje i chcę się na tym polu rozwinąć - sejm lub senat, zresztą zobaczymy. - No tu się zgodzę. Jakoś nie maiłbym zaufania do samotnego kawalera pełniącego ważne funkcje państwowe i myślę, że opinia publiczna podobnie. - Ot co! Nawet jeśli jedno z drugim nie ma nic wspólnego, to opinia publiczna często jest nieubłagana. - Ale nie zmienia to faktu, że w małżeństwie nie zawsze jest się panem sytuacji. Często sprawy wymykają się spod kontroli. - Bo nie każdy potrafi nad tym panować. - A ty myślisz, że potrafisz? - Andrzejku, jestem o tym przekonany, zresztą zamierzam stosować technikę kija i marchewki. Rozpieścić w dobrobycie a potem zacząć wydzielać w razie nieposłuszeństwa. Powiem ci, że jak się któraś kobieta przyzwyczai do wygód z wyższej półki, to tak łatwo sobie tego nie odpuści, bo będzie miała dużo do stracenia. Wniosek – brać kobiety biedniejsze od siebie, tak żeby można je było uzależnić. Rozumiesz? Rozpieścić i uzależnić! - Fakt! Pieniądz w takiej sytuacji potrafi być przekonywującym argumentem. - Ot co! Zresztą jedna z psychologicznych teorii mówi, iż kobieta, tudzież samica, woli takiego samca, który będzie bardziej wiarygodny a tym samym zapewni byt jej przyszłemu potomstwu a zatem wybierze raczej tego, który ma pieniądze i jego się będzie trzymać, mimo innych spontanicznych fascynacji, bo i po co kobiecie, matce facet bez grosza przy duszy? - No cóż wiele kobiet musi się jednak takimi zadowolić. - Na własne życzenie. Ale zauważ, że jednak większość ładnych i inteligentnych kobiet celuje raczej w facetach z grubymi portfelami. Oczywiście te brzydsze tez ale one mają znacznie mniejsze szanse więc często biorą to, co się nawinie a skutki później mówią same za siebie. - No coś w tym jest ale nie jest to reguła bo znam pary… - …oczywiście, że są odstępstwa ale statystycznie tak to właśnie wygląda i takie, które wychodzą za pierwszego lepszego, później często razem z nim klepią biedę, mimo że niejednokrotnie są piękne i inteligentne, co w ich przypadku dowodzi, że w działaniu kierują się tylko sercem a nie umysłem. - To chyba dobrze, że sercem. - Ależ źle! Kobiecie z klasą powinno zależeć żeby być ozdobą prawdziwego mężczyzny a nie pierwszego lepszego chłystka, który wszystko zacznie przepijać po kilku latach małżeństwa. Zresztą ja też nie kieruję się tylko sercem bo zdaje sobie sprawę, iż to nie może być jakaś pierwsza lepsza, do której coś się poczuje. Na pewno musi być atrakcyjna, ale i w głowie ma mieć poukładane, i musi wiedzieć, kto rządzi w rodzinie, rozumiesz? - Hmmm, znam wiele par, gdzie właśnie to kobieta rządzi. - Gówno! To jest gówno. Kobieta ma słuchać, bo jak nie, to...szlaban, ot co! Ale chodzi właśnie o to, żeby do tego nie dopuścić, znaczy się żeby nie opuścić szlabanu, tylko jedynie stworzyć psychologicznie taką możliwość, dając tym samym do zrozumienia, że faktycznie może się tak stać, choć cóż, w skrajnym przypadku należy ten szlaban opuścić ale, jak mówię, tylko w ostateczności. Psychologia jest lepsza niż siła pięści. - Ale ta ostateczność pewnie nie będzie taka ostateczna, bo jak znam życie będzie się powtarzać co jakiś czas. - Nie u mnie kolego nie u mnie! Ja zarządzam całym tym bałaganem tutaj więc w domu z jedną kobietą poradzę sobie tym bardziej. - Tak ci się tylko wydaje. No i w twoim przypadku, to na razie tylko teoria. - Ale dobra teoria, zresztą nie biorę pierwszej lepszej z ulicy. Wybrałem sobie taką, która mi najbardziej pasowała. - To się okaże za jakiś czas. Sam zweryfikujesz to, co teraz mówisz. - Skąd ten pesymizm kolego? Ja nigdy źle nie inwestuję, mam za dobrą intuicję i wykształcenie żeby ponieść fiasko. Znam się na ludziach. - Wszystkiego nie przewidzisz, jak zresztą w finansach. Zdarzają się wielkie wpadki, załamania rynku, kryzysy finansowe. No weźmy na przykład taką rzecz - co zrobisz, jak ona zacznie cię zdradzać? - Prędzej czy później pewnie i to nastąpi – tacy jesteśmy, to znaczy my ludzie. Od tego nie uciekniesz. Najważniejsze, żeby robić to z klasą, i myślę, że wtedy można przymknąć na to oko zwłaszcza, że ja nie wyobrażam sobie, żebym miał sypiać tylko z jedną kobietą do śmierci, skoro dookoła jest tyle chętnych, Zatem to musi być taki trochę niepisany układ. Pamiętaj, że to ona zawsze będzie miała więcej do stracenia. - Zakładając, że nie będzie bardziej cwana od ciebie, no a poza tym kochanki kosztują – zauważyłem. - Właśnie o tym mówię - jak masz pieniądze to się bawisz! Myślisz, że po co się użeram z takimi jak ty tutaj, dla przyjemności czy ambicji? Robię to miedzy innymi dla pieniędzy, bo mam wysokie koszty rozrywkowe ale też i dla kariery i statusu społecznego. Zresztą w życiu, skoro masz wybór, lepiej jest zarabiać więcej niż mniej, co nie? A tak w ogóle, to kochankę mam już od jakiegoś czasu i też coś niecoś w nią inwestuję. Cóż, towar luksusowy kosztuje. - Ooo, jak widzę masz już doświadczenie i w tej kwestii, mimo młodego wieku – próbowałem skierować rozmowę w kierunku Ady. – Towar luksusowy, ciekawe, ciekawe, może ja za mało inwestowałem w takim razie... - pomyślałem. - Nie próżnuję i powiem ci w zaufaniu, że ostatnio spotykam się z taką dojrzałą czterdziestoparoletnią kobietą, ale za to utrzymaną bracie, lepiej, jak niejedna dwudziestolatka. - Pewnie dzięki kochankom takim jak ty – zauważyłem. - No bo po co się ich w końcu ma, jeśli mąż nie potrafi zaspokoić ich apetytu na pieniądze? - I na seks. -

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%