Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Filozofia · 4 min czytania

„Lunatycy”

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Każdy krok odbijał się echem od ścian ogromnej sali balowej. Dźwięki wibrowały w powietrzu, przyprawiając o ból głowy zagubionych wędrowców. Było tu bardzo ciemno. Mrok wdzierał się w zakamarki nawet najodważniejszych serc i zatruwał je jadem samotności. Na szczęście pojedynczy promień słońca, wkradał się do środka poprzez szczelinę w historycznym sklepieniu. Był nieśmiały i trwożliwy, ale wlewał odrobinę otuchy w zniewolone umysły. Kontrast stanowiły ogromne drzwi, oddalone o setki metrów, które promieniowały nieziemskim światłem. Mimo swojego ogromu, były dziwnie ulotne i wręcz nieosiągalne, a jednak stawały się obiektem pożądania każdego, kto trafił do owej krainy smutku.

Środkiem nawy szedł On. Ten, którego nikt nie zna, a mimo to wszyscy drżą na odgłos jego kroków. Emanowała z niego dziwna energia, której nie mogły poskromić nawet te potępione mury. Posuwał się bardzo szybko, a każdy jego ruch uderzał przeraźliwym dźwiękiem o wsparty na tysiącach kolumn strop. Cała, monumentalna budowla drżała, lecz On był niewzruszony. Miał jeden cel: rozświetlone wyjście. Tam czekała tajemnica, a On miał być jej zdobywcą.

Ale okrutna kraina zaczęła się bronić. Bezimienny próbował biec, lecz jego dążenia wciąż były tak samo odległe. Wraz z jego krokiem oddalały się także drzwi. Z jego twarzy zniknął wyraz triumfu i pewności, a pojawiło się ogromne zdziwienie. Nie przypuszczał, że istnieje coś silniejszego niż On sam, zresztą nawet w tej chwili w to nie wierzył. Całą potyczkę uznał za zwykłą próbę sił. Za wszelką cenę chciał dotrzeć ku wrotom do…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%