Opowiadania.pl · 11 min czytania
Lupa
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Napisał do mnie. Kojarzyłam go ze szkoły. Był „świeżakiem”, czyli pierwszoklasistą, kiedy to ja będąc w 3 klasie technikum widziałam jedynie czubek swojego nosa, myśląc iż to właśnie na mnie padają spojrzenia setek osób. Był chudy, wysoki. Jestem wzrokowcem, nie trudno było mi zapamiętać tę postać, wystarczył jeden rzut oka w jego stronę. Można było powiedzieć, iż anorektyk, ale jak się później okazało, żył nieświadom z posiadania ektomorfii. Miał blond włosy. Tak, dokładnie takie jakie lubię najbardziej, ale grono ludzi z pewnym ogranicznikiem umysłowym, do którego się niestety zaliczałam, będąc kreowaną przez społeczeństwo, a nie przez samą siebie, na pierwszy rzut oka powiedziałabym, że emo. Teraz wiem, że jego kreacja punkowo-metalowego brudasa, obrażonego na świat nastolatka, burzącego się jak ocen, jak na jego wiek przystało, była wytworzona przez ogół, który zabrał go ode mnie. Wyglądający na niedożywionego buntownika chłopak, z trzema szóstkami na koszulce, pomalowanymi paznokciami na czarno, zaplecionymi warkoczykami w bandamce odważył się wypytać cały świat o moją osobę, po czym odważył się napisać. Sama nie pamiętam, albo napisał do mnie na facebooku, albo wysłał zaproszenie. Nie wiem dlaczego... być może tak bardzo zraniona ja przez otaczający mnie świat, a mianowicie rzucona przez swoją pierwszą miłość bez zastanowienia odpisałam mu. Nie każąc mu czekać zapytałam, czy się znamy. Czy teraz mogę stwierdzić, iż było to nieprzemyślane posunięcie, nie spodziewając się takich konsekwencji? Nie wiem, podobno nie można żałować chwil, które bezkarnie rysują uśmiech na naszych obrażonych twarzach. Pan Emo, jak go nazwałam, nalegał na spotkania, ale 'o ironio!' za każdym razem coś mi wypadało. Nie jest to jedna z moich perfekcyjnie stosowanych wymówek, naprawdę los chciał, abyśmy oszczędzili sobie rozczarowań... Wow, jak wiele wniosków można wyciągać z nieprzemyślanych decyzji. Czy nasze życie byłoby tak wspaniałe, gdybyśmy nie brali go jakim jest, o czym śpiewa wokalista zespołu „Myslovitz”, gdybyśmy strzegli je przed spontanicznymi decyzjami? Myślę, że nie, ale nie o tym teraz... Pisał rzeczy, które były sprzeczne z moją religią, o ile mogę tak powiedzieć, gdyż... pobłądziłam. Z czasem okazało się, że jesteśmy jak woda i ogień, ocean i ląd, dobre i złe. Pisaliśmy 'raz na ruski rok'. Ja zapomniałam o nim, on zapomniał o mnie. Gdyby nie moja nieudolność matematyczna, oszczędzilibyśmy sobie tylu rozczarowań. Ja i on, Pan Emo. Życie pisze nam różne scenariusze, dlatego też przyszło mi pisać poprawę z matematyki na jego lekcji.On zobaczył mnie w bordowej bluzce, pierwsze moje „hipsterskie” odzienie w szafie, którą dokładnie zapamiętał. Grzywkę na bok również pamiętał. No nic. Poprawę udało mi się zaliczyć, pamiętam jedynie jego ślepy wzrok, który każdy głupiec by rozgryzł, spojrzenie typu „udaję, że w ogóle na Ciebie nie patrzę, nie widzę Cię, ale pozwolę sobie zerknąć i tak się nie domyślisz”, błąd! Znam takie spojrzenie. Wiedziałam, iż myśli, że ja nie wiem. Haha, o ironio. Będąc tak charakterystyczną osobą jak Pan Emo, nie mogłam przechodzić obojętnie na szkolnym korytarzu, ponieważ jego odrębność raziła mnie w oczy. Nie powiedziałam, że w negatywnym znaczeniu. Napisał do mnie. Znowu. Dał o sobie znać, aha. Wiedziałam, że mu się podobam. Bał się powiedzieć mi cześć. Udawał, że nie widzi. Widział, sytuacja stricte podobna do sytuacji na lekcji matematyki. Wspominając chwilę, kiedy pierwszy raz nasze spojrzenia się spotkały... uśmiech rysuje mi się na twarzy, obezwładnia moje kończy, serce mięknie, a łzy cisną się do oczu. Piękne. Przypominające błękit szeroko rozlanego oceanu oczy poraziły moją duszę. Z ręką na sercu, nigdy, przenigdy nie widziałam tak pięknych oczu. Oczu, których spojrzenia nigdy nie zapomnę. Napisałam do niego. Zachwycona, nie spodziewając się, iż jedno spojrzenie tego blondyna tak bardzo zawróci mi w głowie. Wyznał mi miłość. Oczywiście mówił, że to żarty. Nie można uczyć ojca robić dzieci, prawda. Napomknę, przez ten cały czas nasza znajomość, jeżeli o takowej wtedy można mówić, opierała się jedynie na konwersacji, na jednym z najbardziej popularnych portali społecznościowych, właśnie na facebook'u. Święta. Chwalimy się wzajemnie jakimi to prezentami w tym roku obdarzyła nas rodzina. Znowu napisał, że Kocha. Dlaczego? Był coraz słodszy. Nie zdając sobie z tego sprawy, zakochiwałam się w wykreowanym przez samą siebie brudasie poznanym przez internet, wpajając sobie, iż mimo tego, że nie patrzę na wygląd nie zakocham się w KIMŚ TAKIM JAK ON. „Co ja sobie wtedy myślałam?”, pytam samą siebie. To przecież on otworzył mi drzwi na świata, to on poszerzył moje horyzonty w różnych sferach życiowych, to dzięki niemu dostrzegłam głęboko w sobie ukryte wartości. Dałam się namówić. Młody, buntujący się chłopak, prowadzący życie na krawędzi, niepozorny, grał w zespole, do dziś nie wiem jaki to gatunek. Ostre brzmienia, w których zakochałam się tusz po nim. Pojechałam z nim na próbę. Muzyka głośna, alkohol się lał, papierosy palone jeden za drugim. Taka mieszanka kładła każdego z nas po kolei. Kiedyś chciał mnie pocałować, przynajmniej tak pisał. Alkohol zrobił swoje, całowaliśmy się. Wow, czy już wtedy coś poczułam? Nie wiem, gdyby nie alkohol dziś zapewne nie płakałabym w zakurzonym pokoju, którego nie jestem w…