Fantastyka · 7 min czytania
LUSTRO
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Dzisiaj znowu przyszedł wcześniej do domu, rzucając niedbale przemoczony od deszczu płaszcz na drewnianą komodę. Żona przywitała go z uśmiechem, delikatnie niczym piórko odwróciła się tyłem do swojego męża i uwodzicielskim krokiem pomaszerowała do sypialni. Poszedł za nią potulnie jak baranek, a ja stałam po drugiej stronie lustra i zaciskałam malutkie pięści w geście całkowitej bezradności. Kochałam go mocno, ale czy można pokochać kogoś, kto żyje po drugiej stronie lustra? Czy widział moje stęsknione, rozkochane oczy, kiedy wpatrywał się każdego dnia w ogromne, drewniane obramowanie trzymające w swych objęciach taflę srebrnego jeziora? Ilekroć zbliżał się do mnie czułam jak serce bije mi mocniej, a palce instynktownie dotykały powierzchni zimnej jak szkło. Ale zawsze musiałam odskakiwać przed Jego odbiciem, które pojawiało się nagle i niespodziewanie, i tak samo znikało. Ilekroć ktoś przeglądał się w lustrze wiedziałam, że mój czas skończył się dawno temu. Ja nie istnieję. Istnieje tylko moje odbicie, delikatnie unoszące się w zakamarkach mieszkania odbitego w tafli lustra, które jest jeziorem mojej tęsknoty za mężczyzną mieszkającym w tym domu. Jestem więźniem, wspomnieniem własnej egzystencji.
Umarłam dawno temu. To znaczy tak mi się wydaje. Jestem tylko zapomnianym odbiciem czyjegoś bytu, który wyszedł kiedyś z domu i nigdy nie powrócił. Potem przyszli nowi właściciele i przenieśli lustro z pokoju na drugim piętrze na parter dużego domu, gdzie z uśmiechami na twarzy mieszkańcy w każdy weekend przyjmowali gości. Wtedy w moim pokoiku po drugiej stronie robiło się tłoczno. Pełno nieświadomych mojej obecności odbitych postaci pojawiało się i znikało niczym promień porannego słońca wpadający przez okno sypialni. A ja kryłam się w najdalszym kącie hallu na parterze i wpatrywałam się w przedstawienie po drugiej stronie. Byłam samotna i zrozpaczona. Ściskałam malutkie dłonie i zakrywałam nimi uszy, aby nie słyszeć szklanych rozmów. Ale czasami otwierałam oczy i wśród tłumu gości wypatrywałam tego jednego, jedynego i ukochanego.
Dzisiaj znowu pustka. I ciemność. Dom stoi pusty, a drobinki kurzu tańczą po drugiej stronie, ale odbite w lustrze istnieją także w moim nierealnym świecie. Podeszłam do zimnej tafli szkła i dotknęłam ją palcami, ale jest twarda i zazdrośnie broni realnego świata po drugiej stronie. Cofnęłam się o kilka kroków do tyłu i skupiłam się na odbiciu parasola stojącego w wiklinowym koszu niedaleko mnie. Może teraz się uda, w końcu starałam się od dłuższego czasu. Wiedziałam, że los jest mi coś winien w zamian za zapomnienie i wieczny, samotny żywot przypominający piekło. Machnęłam ręką celując w wiklinowy kosz, ale nadal stał na swoim miejscu wraz z parasolem w środku. Próbowałam kopnąć go ze złości, ale dobrze wiedziałam, że i to nic nie da. Jeszcze muszę się wiele nauczyć.
Moje lustro jest więzieniem, a ja jestem skazańcem czekającym na wyrok. Podchodzę do szkła i obserwuję jak żona mojego ukochanego delikatnie przeciera lustro z kurzu. Jej odbicie wykonuje tę samą czynność po mojej stronie świata. Szepczę mu do ucha: >Nienawidzę cię ty głupia suko!<. Potem próbuje złapać ją za sukienkę, ale moje palce…