Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Horror · 14 min czytania

Lustro Duszy

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Lustro Duszy

Ciemność po raz kolejny spowiła całą komnatę. Kulący się w rogu niewielkich rozmiarów mężczyzna o imieniu Tom, znów poczuł zimny dreszcz na swoich plecach. Ciemność nigdy nie występuje sama. Przynajmniej tak nam się wydaje, ponieważ gdy nic nie widzimy, nasza wybraźnia zaczyna działać i stwarza dziwne, a najczęściej straszne rzeczy. Tak też było i w tym przypadku. Zawsze, kiedy Tom tracił wszystko z pola widzenia, jego umysł odczuwał coś więcej niż tylko dyskomfort spowodowany mrokiem. Czuł obcą moc. Moc wielką i niewyjaśnioną, kryjącą w sobie tajemnice tak wielką, że nawet starożytni Alchemicy mieli by niemały problem, aby ją poznać. W pomieszczeniu, które za razem było celą Toma, można było nawet dość przyjemnie spędzać czas. Więzień miał wygodne posłanie i niewielkie okno, przy którym mógł usiąść i poczytać księgi, które mu dostarczano. Teraz jednak panowała tutaj ciemność.. ta nieprzenikniona ciemność.

Ciało Toma jak zwykle było sparaliżowe ze strachu. Nie mógł wykonać najmniejszego ruchu, ciągle czuł, że ktoś lub coś go obserwuje z ciemności. Brakowało mu jednak odwagi, aby to sprawdzić, co wcale nie było dziwne. Na jego miejscu nikt nie chciałby sprawdzać, czy jednak coś go za chwile rozszarpie, zamiast bezpiecznie siedzieć w kącie. Tym razem wydarzyło się jednak coś wcześniej niespotykanego. Tom usłyszał bowiem kroki na korytrzu. Wolne i ciężkie, z pewnością wydane przez jedną osobę, o wyjątkowo grubo podkutych butach. Przez głowę więźnia przeszła nawet myśl, czy zwykły człowiek może się swobodnie poruszać w tak ciężkim obuwiu. Jednak panowała ciemność... a nie wiesz, co kryje się w ciemności.

W jednej chwili usłyszał zgrzyt otwieranych drzwi. Tajemnicza postać powoli wkroczyła do komnaty, jednak nie był w stanie jej ujrzeć. Istota nie odezwała się. Stała w milczeniu, a Tom czuł przeszywający wzrok. Sam nie chciał jednak unieść oczu i spojrzeć w niekończącą się ciemność. Zbyt bardzo się bał, że coś zobaczy. Słyszał ciężki oddech postaci, która spokojnie stała gdzieś nieopodal. Nic poza tym. Przez cztery miesiące był przekonany, że nadejście ciemności może być czymś najstraszniejszym w jego życiu. Teraz, kiedy w pomieszczeniu znajdował się ktoś jeszcze, wiedział, jak bardzo się mylił. Mrok, która potrafi wywołać w nas wielki strach, połączony z świadomością, że... że ktoś nas z niego obserwuje.

Czy to będzie koniec mojego życia ? Myślał zrozpaczony, oczekując na ruch zagadkowej istoty, stwora, może demona. Nie dosyć, że od miesięcy czeka na 'coś wielkiego', to teraz jeszcze ten nieproszony gość, który mógł nie mieć dobrych zamiarów. Niech się chociaż odezwie, niech chociaż...

- Jesteś pewien.. czy jesteś pewien, że mam się odezwać, Tomie ? - rzekła postać, i teraz już było jasne, że to głos męski, jednak jego ton był zadziwiająco spokojny. Całkiem inny, niż wybrażał go sobie Tom. - Czy na prawdę chcesz ujrzeć świat i uwolnić się z barier swojej wyobraźni, która mnie tu przysłała ?

Że co ja proszę ?! Tom nie wierzył własnym uszom, oczom zresztą też. Był kompletnie zagubiony. Trzesący się ze strachu, oniemiały ze zdziwienia. To sen, wmawiał sobie. Niemożliwe, że to wszystko dzieje się na prawdę. Jeszcze chwila, dwie i oszaleje. Jak długo można trwać w kompletnym ogłupieniu ? Ile można wytrzymywać ten przenikający mrok ? Niech to się w końcu...

- Skończy ? - po raz kolejny tajemniczy gość przerwał rozmyślania Toma. - Nie możesz skończyć czegoś, czego tak na prawdę nie ma. Jestem twoim lękiem i radością. Twoja miłość to nikt inny, jak ja. Ja, to ty, a ty, to ja. Jeżeli chcesz, mogę zniknąć, jednak wtedy nieprędko opuścisz to miejsce, biedny człowieku.

Tom poczuł się trochę pewniej (oczywiście nadal był roztrzęsiony, jednak mógł już powiedzieć cokolwiek). Zaryzykował, że się odezwie.

- Ja... dlaczego tu jestem ?

- Sam tego chciałeś, czyż nie ? - odparł mężczyzna, a komnata zaczęła się powoli rozjaśniać i mrok ustępował. Gdy w pomieszczeniu było już na tyle jasno, że Tom mógł ujrzeć mężczyznę stojącego teraz już prawie obok niego, zrobił to od razu. Ujrzał niewysoką postać, w dżinsowej kurtce i dresowych spodniach (cóż za dziwne połączenie). Twarz faceta cechowała się łagodnymi rysami twarzy i tylko krótko przystrzyżone włosy nadawały mu delikatnie agresywniejszy charakter. Jednak jego buty nie były podkute żelazem. Stał w zwykłych, tanich sandałach...

- Kim jesteś ? - po raz kolejny zapytał Tom, prawie już pewnym głosem, gdyż w pokoju było już jasno, a postać wcale nie było mrocznym rycerzem w czarnym płaszczu, twarzy przysłoniętej kapturem, z wielkim, dwuręcznym mieczu opartym czubkiem o ziemię. Jak bardzo wyobraźnia potrafi zamienić rzeczy normalne w zdarzenia niczym z fantastycznego filmu o smokach i dzielnych wojownikach.

- Tak, jak już mówiłem, jestem tobą, twoją duszą... niestety już pustą – rzekł posmutniałym głosem. - Twoje ciągłe niezadowolenie z życia zawiodło nas tutaj, do tego ciemnego i śmierdzącego pokoju, w którym gnijesz od prawie roku.

Tom nie zrozumiał słów mężczyzny, który jak twierdził, był jego duszą. Nie mogł pojąć, jakim też cudem rozmawia ze swoją duszą. Ksiądz mówił, że mamy duszę, ale dlaczego nie wspomniał, że niektóre z nich uwielbiają nas straszyć, a potem urządzać sobie przyjemne pogawędki, mówiąc zagadkami.

- Musisz się mylić, nie jesteśmy w pokoju – wyjaśnił po cichu Tom. - Zostałem porwany, nie wiem kiedy i dlaczego. Raz dziennie przychodzi tutaj ktoś i daje mi jedzenie i czasami coś do poczytania.

Dusza, bo tak Tom postanowił nazywać mężczyznę podającego się z jego duszę, spojrzał na niego i lekko się uśmiechnął. Śmiech ten jednak nie był przyjacielskim uśmiechem, tylko pełną satysfakcji drwiną, która została spowodowana tryumfem Duszy. Podrapał się po głowie i trwając w swoim wyrazie twarzy, usiadł na krześle i ruchem ręki o to samo poprosił Toma.

- Postaraj się teraz zasnąć i stąd wyjść, dobra ? Może wtedy wrócę do ciebie i spróbujemy od nowa stworzyć jedno, wspólne ciało.

Tom zrezygnowanym wzrokiem spojrzał w podłogę i oddał się rozmyślaniom. Nie wiedział, dlaczego Dusza chce od niego, żeby wyszedł, skoro go za to zabiją. Nie mógł tego zrobić, nie dałby rady.

- Ja nie... - urwał, gdy podniósł wzrok i nie zobaczył już towarzysza. Co gorsza, siedział sam przy stoliku, przy którym stało tylko jedno krzesło. Przestraszył się i nerwowo rozejrzał po pokoju, jednak nie zauważył nic niepokojącego.

Coś tutaj było bardzo nie tak. Tom zaczął zapadać w głębiny swoich myśli i powoli, jednak skutecznie dochodził do najgłupszego rozwiązania, do jakiego mogł…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%