Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantasy · 6 min czytania

Lustro, wino, i czterech wariatów (część 1)

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Lustro, wino, i czterech wariatów (część 1)

Ziemianie powiadają, że przeciwieństwa się przyciągają. Rorrimi powiadają natomiast, że żywioły, wino i lustro otwierają przejście... Nie wybiegajmy jednak zanadto w przyszłość. Historia ta bowiem rozpoczyna się tutaj, na Ziemi, w mieście Kraków, pewnego grudniowego wieczoru... Oto czterech studentów pierwszego roku psychologii, których los (Rorrimi rzekliby: przeznaczenie) połączył w czasie pod jednym dachem. Zjechali tu z różnych miast kraju w celu zdobywania szlachetnej wiedzy (no... przynajmniej niektórzy z nich, ale nie czepiajmy się szczegółów). Zacznijmy jednak - jak należy: od początku. Poznajmy bohaterów opowieści. Ten elegancko ubrany grubas o ciemnych, krótkich włosach i brązowych oczach to Marcin. Ojciec Marcina jest warszawskim politykiem, dzięki czemu matka i on nie muszą martwić się o pieniądze. Jak zwykł mawiać: "Nie moja wina, że jestem najbardziej wyspecjalizowanym pasożytem siedzącym na szczycie tej piramidy żywieniowej..." Nie można jednak odmówić naszemu grubaskowi jakiejś tam przyzwoitości. Pogardził bowiem dyplomem po znajomości Uniwersytetu Warszawskiego i wybrał się do, jakby to rzec... opozycyjnego? miasta z najstarszą uczelnią w kraju. Inna sprawa, że wcale nie zamierzał się specjalnie przykładać do nauki. Balety z coraz to nowymi przygodnymi panienkami pociągały go bardziej. Od czego miał w końcu pieniądze i umiejętności lawirowania odziedziczone po ojcu? Znalazł trzech nie śmierdzącym groszem studentów, co nie było trudnym zadaniem, i zaproponował im układ: ja opłacam kwaterę - wy w zamian piszecie mi streszczenia skryptów. Nie musiał długo namawiać Alojzego, Piotra i Janusza... Alojzy przyjechał z Łodzi. Szczupły flegmatyczny fajtłapa - tak można by określić go trzema słowami. Niebieskooki blondyn, choć wpadający w oko płci przeciwnej, nie miał jednak dziewczyny. Jak to ciamajda - zawsze coś musiał spieprzyć. Był z tych pechowców, co autobus zamyka im drzwi przed nosem, a w sali wykładowej siadają zawsze na jedynym krześle z obluzowanymi nogami... Jego matka jest fryzjerką, a ojciec budowlańcem. Ojciec nie ma o nim najlepszego zdania: "Gdyby ogłoszono konkurs na największego pierdołę na ziemi - zdobyłbyś drugie miejsce! Dlaczego drugie, a nie pierwsze? Bo taki z ciebie pierdoła!" Alojzy miał dosyć docinków ojca, więc wyrwał się na wolność - na studia. Zaczepił się w firmie roznoszącej ulotki - i tak jakoś ciuła grosze na skrypty i wyżywienie. Dobrze, że o zaopatrzoną lodówkę dba Marcin... Piotr był miejscowym - krakowiakiem, jednak kiedy tylko nadarzyła się sposobność wyprowadził się od…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%