Kryminał · 41 min czytania
Lustro Z Rysą
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
LUSTRO Z RYSĄ
-Rozsuńcie się do cholery!- Donośny, barytowy głos Stockiego starał się przebić krzyki uczniów i zapanować nad ogólną histerią, jaka narastała z każdą przeciągającą się chwilą. Przez ciasne drzwi profesorskiego pokoju wtaczało się coraz więcej ciekawskich dzieciaków i zdawać się mogło, że tubalny głos pana, Stockiego był jedyną siłą mogącą zwrócić na siebie uwagę. Wiktor, schylił głowę, przeciskając się uparcie do przodu. Dziewczyny płakały w sposób, który mógł świadczyć o tym, że nie widziały jeszcze całego zajścia, ale że już do nich doszła wiadomość o nieoczekiwanej śmierci Berskiego. Co się stało? Zaraz miał się tego dowiedzieć. Zanim jednak ,,to” ujrzał, zdołał dostrzec w oczach kolegów więcej niż by to umiał mu przekazać obraz… Stali sparaliżowani i wyglądało to tak, jakby nie umieli samodzielnie odwrócić od ,,tego” oczu. Niedługo Wiktor miał się przekonać, że było, na co patrzyć. Berski siedział na swoim skórzanym fotelu z rozstawionymi nogami, co wyglądało dość niezgrabnie, całkiem inaczej od zwyczaju w jakim zazwyczaj siadał … Z brzucha wylewały się wnętrzności i przypominał on teraz wypatroszoną z trocin kukłę. Wiktor z zaskoczeniem zauważył, że spodnie nauczyciela zostały ściągnięte, ukazując śmieszne cętkowane bokserki. Berski nigdy by sobie nie darował, gdyby ktoś go zobaczył w takim stanie. Wiktorem szarpnął śmiech. W ostatnim momencie udało mu się go jakoś powstrzymać, poprzez przyciśnięcie dłonią ust. Oczy wyskoczyły mu prawie z orbit z wysiłku opanowania się, zlania się z nastrojem innych… Chociaż, tak naprawdę, dziwiła go powaga całej sytuacji, czyżby nikt nie dostrzegał komizmu tej sceny? Berski zawsze kojarzył mu się z kolorem czarnym o bardzo ponurym odcieniu. Tak, Wiktor dzielił ludzi na kolory. Profesor, postrach całej szkoły, surowy, bardzo wymagający nauczyciel matematyki z pewnością miał wielu wrogów. Niektórzy uważali, że stawianie niedostatecznych na koniec roku sprawiało mu dużą przyjemność. Wiktor nigdy nie dał mu tej satysfakcji. Teraz oto wielki, szanowany postrach całej szkoły, mówiący wiecznie przez sarkazm i traktujący innych z góry, stracił nagle swoją moc. Ktoś miał wyjątkowe poczucie humoru. Berski wydawał się bardziej obnażony niż to przedstawiał przed nimi obrazek. Jednak atmosfera, jaka panowała wokoło, przesiąknięta była obrzydzeniem i strachem. Stocki narzucił na trupa jakieś nakrycie i Wiktor zamrugał oczami, wybudzając się z transu. Zdjął z ust dłonie, nabierając do płuc przykrą woń wydobywającą się z profesorskiego wnętrza. Nagle, odniósł wrażenie, że ktoś go obserwuje. Skierował w tamtą stronę zaintrygowane spojrzenie, napotykając parę bacznych, brązowych oczu. Okazało się, że prymusa Ksawerego Olfiga bardziej interesowało przypatrywanie się jemu, niż podziwianie kunsztu tajemniczego zabójcy. Uśmiechnął się więc do chłopaka, co spowodowało, że ten odwrócił się i zniknął w tłumie gapiów. Niebawem dało się słyszeć zawodzenie syren. -Czy do was dochodzi co mówię?!- ryknął Stocki z blado zielonkawym odcieniem cery.- Kazałem wam wyjść! Wszystkim!
I to by było na tyle, jeśli chodzi o zajęcia. Licealistom polecono wracać do domów. Nikt jednak nie odczuwał potrzeby, poruszenia tematu pana Berskiego, a przynajmniej nie w tej chwili. Posłusznie opuszczali teren szkoły i czynili to tak, jakby ich gonił sam diabeł. Wokoło panowała napięta, niedomówiona cisza. Wiktor schodził ze schodów, ciągnąc za sobą nogi. Prawdopodobnie jako jedyny z nielicznych pozostanie w internacie. To, co się stało nie zasiedliło w nim żadnych obaw. Ale może powinien się bać? Podniósł wzrok na mijającego go Olfiga. Nie wyglądało na to, że się gdzieś wybierał. Spokojnie zagryzał jabłko, kierując się w stronę internatu. Zachowywał się bardzo naturalnie, może też trochę kontemplował... Nie zastanawiając się długo, podbiegł do prymusa. Ksawery był koloru ciemnogranatowego… -Ksawery Olfig- zawołał do niego, może trochę za głośno, bo ten drgnął.- Przez to całe zamieszanie wokół Berskiego, nie mogłem dziś poprawiać z gegry. Nawet pośmiertnie postarał się oto, aby być w centrum uwagi.- Zakończył z rechoczącym śmiechem, obserwując jego reakcję. Brunet wyrzucił w krzaki ogryzek, przesuwając językiem po wargach. Jego twarz była nieruchoma jak maska, pozbawiona śladu emocji. -A ty? Kto za jeden?- Brzmiało suche pytanie. Nawet na niego nie spojrzał. -To ten, na którego się gapiłeś w czasie,,przedstawienia”. Po ustach licealisty przemknął kwaśny uśmiech. -Nie mam w zwyczaju gapić się na kogokolwiek. Wiktor pokiwał głową, otwierając mu furtkę, przez którą też przeszedł. Jeszcze kilkanaście kroków i przekroczą pusty hol internatu. -To ty załatwiłeś tak tego nieszczęśnika?- zapytał wprost Ksawerego. Odpowiedzią na jego pytanie było silne pociągniecie za klamkę. Zdawało się, jakby pragnął ją wyrwać z drzwi. -O tak, jasne!- zawołał z szerokim, drwiącym uśmiechem. Podszedł do pani Wioletty, ocierającej nos grubą chustką i ta podała mu bez słowa klucz. Przy Wiktorze musiała się chwilę zastanowić. -To równie nieprawda, jak fakt, że gapiłeś się na mnie, co?- Z przyjemnością zauważył, że jego twarz stężała dziwnie. Zacisnął zęby, poświęcając mu w końcu swoje spojrzenie. -Gdybyś się nie dławił ze śmiechu, to może wcale bym nie zwrócił na ciebie uwagi.- Jak na wzorowego ucznia przystało, podniósł z podłogi papierek, wrzucając go elegancko do kosza. Ksawery jeszcze nigdy w życiu nie wydawał się tak granatowy, jak w owym momencie.- Zawsze tak reagujesz na stres, czy może ci odwaliło? Wiktor poczuł, że mimowolnie płoną mu policzki. -Za to twoja twarz, była za nadto poważna, nawet pani dyrektor nie wystawiła zza drzwi nosa. Stocki wyglądał, jakby miał zaraz zejść z tego świata, a reszta, sam wiesz…- przyłożył do ucha dłoń- nikogo nie słyszę, a ty? Chłopak podrzucił do góry klucz, zatrzymując się przed swoimi drzwiami. Odwrócił się do Wiktora bokiem. -Prawdopodobnie zostaliśmy tu tylko we dwóch. Prawdopodobnie.- Postarał się o nutę tajemniczości w głosie. -A! Czyli ja i morderca. -Hymm, widzę, że bardzo ci zależy na przypisanie mi tej roli.- Wsunął do dziurki klucz i przekręcił z głośnym brzdękiem. Jeszcze odwrócił się do Wiktora. Był opanowany, nawet uśmiechnięty, ale gdzieś głęboko w oczach czaił się gniew. -Jestem niewinny. - Oparł się o ścianę, nie spuszczając z niego bezczelnych oczu.- A ty zostajesz w internacie, bo nie masz powodu, żeby się bać, w końcu to ty odpowiadasz za zbrodnię. -Tylko ty tak uważasz…- prychnął, tracąc pomału cierpliwość- Bawisz się w Szerloka Holmesa? Kiepskim byłbyś detektywem. To, że gapiłem się na chłopaka zwijającego się ze śmiechu na widok czyjejś śmierci nie stawia mnie pod złym światłem. Niby, kto tu jest bardziej szalony?- Zrobił w jego stronę nieznaczny krok i Wiktor jakby zesztywniał.- No i co, że miałem poważny wyraz twarzy? Może widziałem już w życiu czyjąś śmierć i to, w gabinecie nie zrobiło na mnie aż takiego wrażenia? Zainteresowało go to. -Tak? Widziałeś? Wypuścił powietrze, przewróciwszy oczami. Pchnął drzwi i Wiktor wśliznął się za nim, nie pozwalając mu ich zamknąć. Brunet odwrócił się do niego całym sobą i Wiktorowi się zdało, że emanuje z niego jakaś dziwna, miażdżąca siła. Omal nie wypchnęła go ona z powrotem za drzwi. -Słuchaj, jesteś na moim terenie. Proszę cię tylko raz… spływaj. Jak na osobę podejrzewającą mnie o morderstwo, jesteś zbyt pewny siebie. Zaśmiał się w odpowiedzi, drapiąc po karku. -Wyluzuj, to były tylko żarty. Nie myślałem poważnie, że mógłbyś… no wiesz. Poza tym, kto powiedział, że faceta zarżnięto! Może popełnił harakiri?- Roześmiał się bez krzty wesołości. Ksawery przypatrywał mu się z tępością w oczach.- Wydawałeś się na tyle opanowany tym całym zdarzeniem, bym mógł z tobą porozmawiać.- I nie doczekawszy się odpowiedzi, dodał:- Po czymś takim, człowiekowi nie chce się samemu siedzieć i rozmyślać, prawda? Oczy Ksawerego stały się nagle bardzo łagodne, tak łagodne, że wyglądały prawie nienaturalnie. -Sprawiasz wrażenie, jakbyś właśnie chciał o tym rozmyślać. Ty jesteś… Kulczyński, tak? Uniósł w zdumieniu brwi: -Zgadza się, Wiktor Kulczyński.- odparł niedbale.- To mnie zaskoczyłeś!- Pozwolił sobie zamknąć drzwi i brunet nie zaoponował. Zrzucił z pleców torbę, opadając na równo posłane łóżko. Wiktor odsunął od biurka krzesło, również siadając. -Też jestem popularny? -Nie bardzo. Tak się składa, że moja siostra interesuje się… tobą. Mniejsza z tym… -Masz siostrę? Poprawił się na siedzeniu, jakby temat dziewczyny był mu teraz niewygodny. -Wygląda na to, że niewiele wiesz… Czy nie powinno być tak, że najpierw wyciągasz o mnie wszelkie informacje, a potem przechodzisz do oskarżeń? Wiktor uśmiechnął się szeroko. Ksawery zauważył, że prawie w ogóle nie schodził mu z warg uśmiech, co zaczynało być dość denerwujące. -Jak dotąd nie odczuwałem potrzeby, aby się o tobie dowiadywać. Prawda jest taka, że należysz do prymusów naszej szkoły, jesteś największym lizydupą pod słońcem!- zaintonował, podnosząc do góry rękę.- Nie ma chyba osoby, która nie kojarzyłaby ciebie. Czy to nie jest męczące brać udział w każdym konkursie? Przygotowywać się do każdego apelu? -Może muszę czymś zająć głowę, aby odpędzić brudne myśli?- Wyciągnął leniwie nogi, krzyżując je ze sobą. Wyglądał na odprężonego, dziwnie zniżał głos. -Co chcesz mi przez to powiedzieć?- zapytał zaczepnie i ich oczy się ze sobą spotkały. Brunet milczał, na jego ustach spoczywał lekki uśmiech.- Czy nie było tak, że nie szło ci dobrze z matematyki?- podsunął. -Byłem jego Pupilem, zapytaj kogo chcesz. -No dobrze.- Wyciągnął w obronnym geście ręce.- Jesteś tak idealny, że mucha nie siada. Podoba mi się twoja twarz. Zaśmiał się na te słowa. Niezrażony Wiktor, ciągnął: -Sprawiasz wrażenie takiego… dojrzałego, trzymającego emocje w ryzach. Nauczyciele wiedzą, że mogą na tobie polegać. Ale kto wie, jak to jest naprawdę. Nie ma ideałów. -Racja. -Nawet- zawahał się, nie będąc pewnym, czy może mu to powiedzieć- wyobrażałem sobie ciebie w pewnych… sytuacjach. Brwi Ksawerego wystrzeliły do góry. -Nie przejmuj się, to mi się często zdarza, nie tylko z tobą w roli głównej.- Wiktor poczuł, że im dłużej zwleka z wyjaśnieniem, tym atmosfera staje się bardziej kłopotliwa.- Zastanawiałem się tylko, jakbyś zareagował na pewne sytuacje, chciałbym kiedyś zobaczyć twoją prawdziwą twarz, pozbawioną sprawdzonej mimiki. Rozumiesz, co mam na myśli?- Zmarszczył czoło.- Możesz mnie wziąć za świra, ale uważam, że śmierć Berskiego była fantastyczna! -Kto by przypuszczał, że Berski nosi takie gacie?- podsunął.- Tak, jesteś świrem, ale mów dalej. -Nigdy nie sądziłem, że mógłbym zobaczyć go… w ten sposób. Musiało być to dla niego strasznie żenujące.- oznajmił, przypominając sobie pozę, w jakiej siedział, obnażony. -Sądzisz, że w chwili śmierci jest czas, aby myśleć o takich rzeczach?- Przerwał mu.- Jedynym pragnieniem jest , by za wszelką cenę przeżyć. -Mówisz, że zginął natychmiast?- zapytał i dało się wyczuć rozczarowanie w jego głosie. Ksawery przypatrywał mu się milcząco kilka chwil. -Miał ślad na ustach. Pewnie został zakneblowany, aby nie krzyczał. Wiktor rozciągnął szeroko oczy na tę informację. -Ktoś go musiał nieźle nienawidzić. Zginął ze świadomością popełnionych grzechów. W niewyobrażalnych cierpieniach.- wymyślał- Wiesz, nie sądzę, że ktoś ściągnąłby mu spodnie dla zwykłej zabawy. Wydaje mi się, że chciano go jednak upokorzyć. Obnażyć, pokazać, jaki jest naprawdę. -Tak? -Może miało to jakiś związek z seksem…? Ksawery wciągnął powietrze, długo nie wypuszczając. W końcu, zderzając się plecami z materacem, podłożył pod głowę ręce. -Myślisz, że napastnikiem była kobieta? Wiktor wstał, przemierzając pokój. Nie było żadnego interesującego punktu, na którym chciałoby się zawiesić wzrok. Wszędzie nienagannie wysprzątane, jakby chłopak spodziewał się nagłych gości, a może zawsze dbał o porządek? Było coś jeszcze… Pomieszczenie zdawało się pozbawione osobowości. -Kobieta? Nie przeleciało mi to przez myśl. Ale tego nie można wykluczyć, prawda? Tylko czy Berski był takim typem? Wnioskując po cętkowanych slipach- Zatrzymał się, spoglądając w ciemne, rozbawione oczy.- Dałbym głowę, że miał swoje drugie oblicze. Morderca je trochę obnażył. Kiedy to wszystko przycichnie, z pewnością zaczną się dyskusje na temat tych bokserek, daję głowę! -Nie pomyślałeś, że ktoś mógł mu je włożyć? -Co?- Wiktor wzdrygnął się ze zdegustowaniem i Ksawery zagryzł wargę, aby nie parsknąć śmiechem. Nie chciał psuć atmosfery tajemniczości.-A to obleśne! -Wyjątkowo. Nagle pokój zatrząsł się od śmiechu Wiktora. Biorąc pod uwagę okoliczności, było to trochę nie na miejscu, lecz Ksawery podzielił jego optymizm, pozwalając sobie na szeroki uśmiech. -Oj, tak chciałbym móc to zobaczyć! -Co konkretnie? -Jego reakcję, naturalnie! Pewnie nigdy nie był postawiony w sytuacji, by być zdanym na czyjąś łaskę. Czy jego twarz wyrażała strach mieszający się ze wściekłością, jakaś bezsilność?- Oczy mu zapłonęły.- Czy umiesz sobie wyobrazić bezsilnego profesora Berskiego? Myślisz, że posunąłby się do tego, żeby błagać o litość? A może do końca starał się zachować godność, mógłby nawet grozić?- Zachichotał dziwnie, następnie starając się naśladować głos sprawcy, powiedział:- ,,Proszę założyć te majtki, panie profesorze, a nic się panu nie stanie”. -Trochę dużo z tym ceregieli- westchnął.- Dziwne, że nikt nie zajrzał do gabinetu Berskiego przez ten długi czas. Tak, jakby wszyscy spiskowali.- powiedział, czekając niecierpliwie na jego ocenę. -Dziwne jest to, że mi o tym mówisz, Ksawery. Dobrze wiesz, że jego gabinet jest położony z dala od uczniowskiego gwaru. Miał też swoje godziny, w których nikt mu nie ważył przeszkadzać. Morderca był o tym doskonale poinformowany. A będąc pupilem pana Berskiego, często latałeś do niego z jakimiś papierami, czyż nie tak? Olfig uśmiechnął się chłodno: -Tak. I znów znajduję się na liście podejrzanych. Zapomniałeś, że nie miałem powodu, aby… -Czy profesor lubił cię dotykać?- Wcisnął do kieszeni ręce, stając nad chłopakiem, który wyglądał w tej chwili tak, jakby stracił resztki humoru. Usiadł z powrotem na łóżku. -Nigdy nie odważyłby się ze mną w ten sposób, Kulczyński- odpalił, odpychając go leniwie. Jego głos był przesiąknięty jadem.- Ta rozmowa zaczyna mnie nużyć. Wypatroszono faceta jak świnię. Współczuję ludziom, którzy muszą to teraz sprzątać. Cóż, nie ma już go wśród nas. Jeszcze zobaczysz, jak będziecie się z tego cieszyć.- Wyciągnął się, wstając. Wiktor zrobił odruchowo dwa kroki do tyłu, wpadając prawie na szafkę, na co Olfig uśmiechnął się na to drwiąco. -Fajnie się z tobą gadało. Chyba cię nawet lubię, na swój sposób. Wydarzenia z dzisiejszego dnia wycisnęły ze mnie wszystkie siły. Chcę się szybciej położyć, więc lepiej zrobisz wracając do siebie. Patrząc na Ksawerego, nie wydawał się już tak granatowy, jak wcześniej. Zaczął go zastępować całkiem inny kolor. Bardziej wyrazisty…Wiktor potrzebował czasu, aby go móc określić. W kieszeni bruneta zadźwięczała nagle komórka, na co drgnął. Zawahał się, zanim ją wyciągnął. Kim była dzwoniąca osoba? Czarne oczy Olfiga zaokrągliły się i Wiktor zaczął mu się z zaciekawieniem przyglądać. Jednak ten przerwał połączenie. -Życzysz sobie bym cię odprowadził do drzwi? -Już znikam.- Porwał z podłogi torbę, zarzucając ją na prawe ramię.- Do jutra. -Niech ci będzie.- Patrzył na niego z pode łba ciężkim spojrzeniem.- Zamknij się dobrze, nigdy nic nie wiadomo. -Racja, ty też. Mimo wszystko.- Posłał mu pożegnalny uśmiech.
Długo leżał na łóżku, wpatrzony w sufit, zanim zmorzył go sen. Za dużo myśli zajmowało mu głowę. Bardzo pragnął, aby Ksawery okazał się zabójcą, jednak jego opanowanie i lekceważący ton nie dał mu tej pewności. A może prymus był taki silny? I nie odczuwał zagrożenia ze strony Wiktora? Z pewnością coś ukrywał, spojrzenie zdawało się chować jakąś tajemnicę. Nie dało się też nie zauważyć jawnej niechęci do profesora, którą udało się Wiktorowi wywołać, z czego był wyjątkowo zadowolony. Nasuwało się pytanie, czym owa niechęć była powodowana…
Obudził się pełen energii i ekscytacji. Miał przeczucie, że coś się zmieni w jego życiu na lepsze. Za drzwiami dochodziły do niego przyciszone, zdenerwowane głosy. Wychodząc uśmiechnął się do mijających go koleżanek. Zatrzymały się stawiając na podłodze walizki. -Nie wróciłeś na noc do domu? -Dlaczego miałbym?- Wzruszył ramionami.- To niewygodne. Mieszkam daleko. Chciał je wyminąć. -Ale teraz szkoła zostaje zamknięta. -Do czasu, kiedy nie wyjaśni się sprawa- uzupełniła druga, marszcząc intensywnie brwi.- Wszyscy się pakują… -W porządku- zawołał, nie odwracając się już. Zbiegł ze schodów, zatrzymując się tak gwałtownie, że omal a by się przewrócił. ,,Niebiescy” mężczyźni zajmowali osobistą przestrzeń Ksawerego, którego wyrazu twarzy nie umiał dostrzec, bowiem stał odwrócony do niego plecami. Zanim postanowił, nogi same poruszyły się w jego stronę. -Cześć- przerwał dyskusję, zmuszając prymusa, aby się do niego odwrócił. W jego oczach dostrzegł pewne roztargnienie. Policjanci również utkwili w Wiktorze wzrok. Wyglądali bardzo formalnie, żadne osobiste uczucia nie malowały się na ich prawie identycznych twarzach. -Każdy zostanie przesłuchany w sprawie śmierci profesora Teofila Berskiego- poczuł się w obowiązku wytłumaczyć, następnie w jego dłoniach zaklekotały kajdanki, którymi, ku zaszokowaniu i wewnętrznemu sprzeciwie Wiktora, zakuł Ksawerego. -A to interesujące!- zawołał, może nazbyt hałaśliwie.- Czy każdego dostąpi przyjemność podobnego potraktowania?- Spojrzał wymownie na ręce Olfiga. W tym wypadku policjanci nie poczuwali się w obowiązku wyjaśniać przyczyn skrępowania licealisty. Pociągnęli go bez słowa ze sobą i serce Wiktora zabiło twardo. Wyciągnął rękę, chwytając bruneta za rękaw. Jego ciemne oczy utkwiły się na moment w jego twarzy, lecz zdawały się nie dostrzegać Wiktora.
Jego dobry nastrój wszyscy diabli wzięli. Kręcił się w pobliżu liceum szukając spokoju, aż go w końcu stamtąd pogoniono. Wrócił wtedy do internatu zmierzając się z ciszą i półmrokiem, co jeszcze bardziej wzmocniło jego zdołowanie. Niebiescy znaleźli dowód obciążający Olfiga, to, dlatego zakuli go w kajdany. Gdzie Ksawery popełnił błąd? Czy go wypuszczą? Znajdując się blisko jego pokoju, usłyszał hałas. Źródło tego hałasu dobiegało właśnie z dormitorium. Wpadł do środka jak burza. W pierwszej chwili nikt go nie zauważył. -Puść! -Odwal się mała dziwko! Popchnięto dziewczynę i ta poleciała na szafę, boleśnie się obijając. Dziewuszka była drobna i szczupła, a barczysty koleś wymierzył siłę jak na niedźwiedzia. Ten drugi, chudy jak patyk chłopak, którego Wiktor jakoś nie umiał sobie przypomnieć, dostrzegł intruza i zapatrzył się na niego z pół przymkniętymi oczami. Trzymał w ręce zeszyt, szybko go jednak wyrzucił, jak rzecz nieposiadającą żadnej wartości. W pokoju Ksawerego panował oburzający bałagan. Szuflady zostały wyciągnięte, na podłodze poniewierały się cenne książki i ubrania Olfiga. Przed oczami Kulczyńskiego stanął obraz wybebeszonego profesora. Pokój Olfiga został brutalnie wypatroszony… Dziewczyna wstała chwiejnie, poprawiając przekrzywione okulary. Miała mokrą od łez twarz. Napakowany wyrostek odwrócił się w jej stronę, wyciągając ręce, jakby z zamiarem wypchnięcia jej z pomieszczenia. Wtedy właśnie zauważył Wiktora. Zatrzymał się zwężając oczy, jakby nie był pewien, czego mógłby się po nim spodziewać, lub starał się go po prostu skojarzyć. -Te blondas!- ryknął.- Wypierdalaj stąd! -Szukacie czegoś?- zapytał słabym, nieswoim głosem. Odchrząknął. Z podłogi wstał trzeci wyrostek. Wcześniej leżał, starając się wyciągnąć coś z pod łóżka. -Nie słyszałeś, że aresztowali tego wychuchanego Olfiga? Nie widziałeś, jak go pakowali do radiowozu?- Wyszczerzył zęby w zadowolonym uśmiechu. Oczy lśniły mu jakimś wewnętrznym blaskiem. -Ale jajca… Kto by pomyślał, że dopuści się czegoś podobnego. Ponoć zadźgał pieprzonego Berskiego. -Zadźgał… Jak subtelnie to opisałeś. Zdaje się raczej, że ktoś go wybebeszył.- poprawił go spokojnym głosem. Z twarzą wyrostka stało się wtedy coś naprawdę interesującego. Przez moment wydawało się, jakby się czymś zadławił. Zacisnął wargi w prostą linię, wybałuszając oczy. Towarzysze również mieli nie tęgie miny, jedynie dziewczyna przybrała neutralny wyraz twarzy. -A powiedziałeś, że przy tym byłeś, Molarski- zawołał z kpiną po pewnym czasie chudzielec, chcąc przerwać trudną cisze. -Byłem!- Zacisnął pięści, czerwieniejąc się nagle.- Starałem się docisnąć do przodu,