Inne · 11 min czytania
Łysy i Plazma
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Trzymanie się za ręce młodych ludzi, którzy ze sobą „chodzą”, nie jest niczym niezwykłym. To dość pospolity widok na naszych ulicach, który nikogo nie dziwi. Ale trzymanie się za ręce ludzi około czterdziestoletnich jest już zjawiskiem mało spotykanym, zwłaszcza na wsi. Kiedy ich pierwszy raz ujrzałem właśnie szli trzymając się za ręce, przykuwając tym widokiem moją uwagę. On. Na oko czterdzieści lat, chudy jak szczapa i prawie zupełnie łysy. Ona. Jeszcze chudsza, prawdopodobnie kilka lat młodsza, ale tak zniszczona, że trudno o trafną ocenę. Cera ziemista, przekrwione, wytrzeszczone oczy i usta, które wyglądają, jakby nigdy się nie domykały. Jakby nerwy podtrzymujące dolną wargę zupełnie puściły i ta opadła bezwładnie na brodę. Jeszcze wtedy nie zastanawiałem się dlaczego tak ją nazywają, bo co do tego, dlaczego łysy jest Łysym nie miałem wątpliwości. Dopiero później, kiedy na jednym bliskim mi dzisiaj portalu, poznałem, choć nie osobiście, pewną Plazmę, zainteresowała mnie jej ksywka. Ubrani tak, jak chodzi się na co dzień po wsi. Jakby za chwilę mieli iść plewić ogródek. Akurat ubiór jakoś szczególnie ich nie wyróżnia.
To były pierwsze dni po tym, jak rozpoczął się remont naszego domu. Nadal mieszkaliśmy w mieście, ale codziennie przyjeżdżaliśmy obserwować jak rodzi się z ruin nasze nowe miejsce na ziemi. Kilka dni później, siedząc na „naszej” trawie i obserwując budowlańców zakładających nową dachówkę, usłyszeliśmy jakieś krzyki, dziwne odgłosy. Po chwili przed naszym płotem przebiegła zygzakiem Plazma, a za nią, co chwila się potykając, Łysy. Wrzeszczał, że ją ukatrupi, jak ją dorwie. Spojrzeliśmy z żoną na siebie i wybuchnęliśmy śmiechem. Nie wiedziałem wówczas, że takie scenki będą chlebem powszechnym, kiedy już zamieszkamy w naszym nowym domu. O dziwo, następnego dnia Łysy i Plazma szli trzymając się za ręce, lub może raczej podtrzymując się nawzajem, jak gdyby nigdy nic. Fioletowy siniak pod jej okiem świadczył dobitnie, że jednak ją wczoraj Łysy dopadł.
Drugiego dnia po tym, jak już wprowadziliśmy się do naszego domu, montowałem do furtki skrzynkę na listy. W pewnym momencie, kątem oka zauważyłem Łysego idącego chodnikiem w moją stronę. Szedł uśmiechnięty, zadowolony, podgwizdując, z rękoma w kieszeni. Przysiągłbym, że prawą dłonią, schowaną w kieszeni drapie się po jajach. To da się zauważyć, w końcu też jestem mężczyzną. Założę się, że miał dziurawą kieszeń i prawdopodobnie był bez gaci... Spodziewałem się, że przejdzie obok mnie i pójdzie swoją drogą, ale gdzie tam. Podszedł do mnie z wyciągniętą ...prawą dłonią mówiąc : - Witam sąsiada! Całe szczęście, że trzymałem w jednej ręce wiertarkę, a w drugiej śrubokręt, więc tylko się uśmiechnąłem, odpowiadając : Witam. Przepraszam, ale mam zajęte i brudne ręce. to są brudne ręce? Patrz pan jak wyglądają brudne ręce, rzekł, pokazując mi obie dłonie. No cóż, faktycznie, moje przy jego były śnieżnobiałe. Dawno nie widziałem tak brudnych rąk. Ale nie był to brud „dzisiejszy”. Ten brud dowodził niezbicie, że te dłonie nie widziały wody od ładnych paru dni. Sąsiad, ja tu blisko mieszkam i jakby coś trzeba było pomóc, no wiesz pan; płot pomalować, gruz wywieźć, liście pograbić, to ja jestem na każde zawołanie. I tani jestem jak barszcz. Serio, mnie tu wszyscy znają i każdy może potwierdzić. Dobrze, jakby co, to będę o panu pamiętał, rzekłem oddalając się nieco od furtki w obawie przed wyciągniętą dłonią na pożegnanie. to super! Sąsiad, tu ściszył głos i zbliżył się jeszcze bliżej do furtki, a masz może pożyczyć dwa złote, bo wczoraj trochę dałem w szyję i strasznie mnie... Nie, niestety, przerwałem mu szybko, nie mam drobnych, a w ogóle jesteśmy teraz spłukani po tym remoncie i nie mamy pieniędzy. No tak, tak, rozumiem, sąsiad, trudno, ale pamiętaj co powiedziałem, jak będzie jakaś robota to nie szukaj nikogo. Ja mieszkam pod nr 42, taki stary, żółty dom. Już odchodził, kiedy nagle odwrócił się i rzekł na odchodne : ale żonkę sąsiad masz! Pierwsza klasa! W moim typie! Dzięki, przekażę jej, na pewno się ucieszy z komplementu, zwłaszcza od pana, dodałem. W jego typie! Zaśmiałem się pod nosem. Sądziłem, że w jego typie są chude szczapy o twarzy, na którą nawet strach na wróble by się nie zamienił... Wiedziałem, że od takich ludzi trzeba trzymać się z daleka, to samo klarowała mi moja żonka, ale cóż, tuż po wprowadzeniu się roboty było jeszcze co niemiara, kieszenie puste jak obietnice polityków, więc perspektywa taniej siły roboczej skusiła mnie do skorzystania z jego usług. Pierwszą pracą, jaką mu zaproponowałem, było oczyszczenie z gwoździ desek pozostałych z rozebranej wiaty i ułożenie ich później w stodole. Powiedział, że zrobi to za dwadzieścia złotych, co potwierdzało, że jest tani.. Już pięć minut po tym jak „wziął się do roboty” podszedł do mnie i rzekł : sąsiad, daj mi na razie 5 zł na papierosy, bo nie mam co palić. Skoczę tylko do sklepu i zaraz wracam. No dobra. Dałem mu te 5 zł, ale zapomniałem go spytać do którego sklepu, bo wrócił po trzech dniach... Zbytnio nawet się nie tłumaczył, co mu wyskoczyło. Napomknął tylko,że właśnie był w sklepie, kiedy kolega poprosił go o popchanie samochodu, bo mu akumulator siadł. A później, w