Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Hobby · 13 min czytania

Łyżwy - odcinek 1

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Był piękny, słoneczny zimowy dzień. Per i Marie spacerowali po starówce Halmstad. Czasem gonili się co wyglądało jakby bawili się w berka. Czasem też rzucali się śnieżkami. Kilka razy nawet wylądowali w zaspie albo dzięki swojej wzajemnej „pomocy” albo po prostu tracąc równowagę. - Jesteś niemożliwy – zaśmiała się wstając i otrzepując się ze śniegu – W domu ci nie odpuszczę – dodała nadal roześmiana. - Co ty knujesz…? – spytał lekko wystraszony Per. - Już ja coś wymyślę… - mruknęła, uśmiechając się tajemniczo. - Może wybralibyśmy się na łyżwy? Co ty ma to? – zaproponował Per, kiedy w drodze powrotnej przystanęli przed lodowiskiem ustawionym naprzeciw ratusza. - Przepraszam ale nie… - szepnęła Marie. Była wyraźnie smutna i wystraszona. - Czemu? – Per był niemile zaskoczony, bo liczył, że uda mu się wyciągnąć przyjaciółkę na łyżwy. - Bo… Boję się i… nie potrafię jeździć na łyżwach… - odpowiadając, dziewczyna miała w oczach łzy, dwie z nich zaczęły już spływać powoli po jej policzkach. - To nic, myszko, chodź już do domu, mocno zmarzłaś – powiedział miękko, przytulając dziewczynę do siebie. W tym momencie Marie rozpłakała się na dobre. - Cii… Uspokój się – mówił nadal tak samo miękko i spokojnie. - Ale… widzę jak bardzo zależy ci na tym żeby tam iść – łkała nadal Marie. - Nie będę cię naciskał. Najwyżej wybiorę się tam z Gunillą Mimo, że ton głosu jakim Per wypowiedział ostatnie zdanie był spokojny, Marie nadal czuła się winna. Po powrocie do domu była tak smutna, że już nawet zapomniała o tym, że miała odegrać się na Perze za te śnieżki, zaspy i berka. „Co ja mam zrobić, żeby ją pocieszyć…” – zastanawiał się chłopak, patrząc na wyjątkowo mocno zasmuconą Marie. Jeszcze nigdy nie zdarzyło się, żeby była aż tak smutna. - Uśmiechnij się, proszę… - szepnął, podchodząc do Marie i przytulając ją do siebie. Dziewczyna uśmiechnęła się do Pera bardzo blado i smutno. Potem jednak – znów rozpłakała się, mocno wtulając się w jego ramiona. - Zawiodłam cię… - wyszeptała przez łzy. - Co za bzdury wygadujesz? – spytał Per, delikatnie odsuwając od siebie przyjaciółkę na długość wyciągniętych ramion. - Bardzo liczyłeś na to, że wybierzemy się na te łyżwy razem a ja... odmówiłam ci zamiast się zgodzić, nawet skłamać… - Skłamać? I tak by ci to nie wyszło, bo za dobrze cię znam i gdybyś powiedziała, że umiesz jeździć, że chcesz ze mną iść – zorientowałbym się od razu, że bujasz, - Tak, jesteś w tym wyjątkowo dobry… - zgodziła się Marie. Ton jej głosu i spojrzenie były tak samo smutne jak wcześniej. Przez kilka następnych dni Marie rozważała wszystkie „za” i „przeciw” wypadu z Perem na lodowisko. „Raz kozie śmierć – pomyślała – Najwyżej skręcę sobie kostkę i przez jakiś czas nie będziemy koncertować” – myślała idąc w stronę pokoju Pera i pukając nieśmiało do jego drzwi. - Tak? – odezwał się, słysząc pukanie. Marie weszła do środka. Przez dłuższy czas nie odzywała się. - Stało się coś? – spytał. Wygląd Marie, jej wyraz twarzy sprawiły, że Per wystraszył się. - Nie bój się, nie ma o co – odpowiedziała dziewczyna, widząc strach w oczach przyjaciela. - Więc? – Per zaczął lekko naciskać. - Mogę pójść z tobą na to lodowisko – rzuciła niedbale, widząc jak Per rozpromienia się. - Wiedziałem, że zmienisz zdanie! – zawołał. Cieszył się ale żeby udać, że jest zły na Marie za to jak wcześniej sprytnie go oszukała – zbombardował ją poduszkami i maskotkami, które miał przy sobie. - Wygrałeś, wygrałeś, przestań! – zaczęła wołać Marie, próbując podnieść się z kanapy, na którą upadła pod nawałem maskotek i poduszek. Upadła naprawdę nieszczęśliwie, bo nie dość, że uderzyła bokiem głowy o drewniane wykończenie kanapy, to na dodatek upadła wprost na śpiącego sobie spokojnie Millsa – kota Pera. Zwierzak drasnął pazurkami jej dłoń, prychnął i czmychnął z pokoju. - Zupełnie o nim zapomniałem… - szepnął do siebie chłopak, śmiejąc się – Wszystko w porządku? – zwrócił się z troską do Marie. - Chyba tak… Oprócz tego, że lekko kręci mi się w głowie… Ale – oby to za chwilkę minęło – Marie odpowiadała zupełnie spokojnie. Nie zdawała sobie sprawy, że to niewinne uderzenie było początkiem olbrzymich zmian w jej czaszce i mózgu. - Oby… - mruknął Per – Pokaż tą rękę – powiedział, ujmując delikatnie w swoje dłonie dłoń Marie, na której Mills zostawił ślady swoich pazurków. Dziewczyna lekko skrzywiła się z bólu, czując jak Per przesuwa opuszkami palców po zadrapaniach. - Przepraszam… - szepnął, odsuwając rękę – Zadrapania nie są poważne, są tylko mocno opuchnięte co sprawia ci ból. - Skąd weźmiemy łyżwy dla mnie? – spytała Marie, chcąc zmienić temat. - Poproszę Gunillę żeby pożyczyła ci jedne ze swoich. - Ma dwie pary? Całe szczęście… - Gdyby nie miała – poradzilibyśmy sobie inaczej. - Jak? - Kilka metrów dalej jest wypożyczalnia sprzętu. - No tak… - mruknęła Marie, przypominając sobie niski, szeroki budynek znajdujący się jakieś pięć może dziesięć metrów od lodowiska – Mam nadzieję, że nie trzeba zbyt wiele płacić za wypożyczenie sprzętu… - zastanowiła się. - Z tego co pamiętam to jakieś trzy i pół czy cztery korony za godzinę. - To faktycznie niewiele. W tym momencie usłyszeli dzwonek do drzwi. - Ciekawe kto to może być… - zastanawiał się głośno Per, idąc ze swojego pokoju, gdzie rozmawiał z Marie, w stronę drzwi wejściowych. „To pewnie Gunilla albo Bengt. Tylko oni dobijają się do moich drzwi tak <<specyficznie>>” – pomyślał, stając przed drzwiami i otwierając je. Na szczęście dla Pera – stała przed nimi jego siostra. - Cześć, wejdź – powiedział, przepuszczając siostrę w drzwiach i zamykając je – Masz jeszcze swoje stare łyżwy? – spytał, pomagając jej zdjąć kurtkę i idąc z nią do swojego pokoju gdzie czekała na nich Marie. - Chyba powinny gdzieś jeszcze się plątać, o ile ich komuś nie oddałam – mruknęła z zastanowieniem Gunilla, po tym jak przywitała się z Marie i usiadła obok niej – Czemu o nie pytasz? - Pytam, bo chcemy wybrać się z Marie na lodowisko przed ratuszem. A lepiej używać własnego sprzętu niż wypożyczonego, który na dodatek można źle dobrać. - Zgadzam się – jak tylko znajdę te łyżwy – dam ci znać. Mogę wybrać się z wami? – spytała po krótkiej chwili ciszy Gunilla. - Tak, przydasz się – odpowiedział ze śmiechem Per. - Do czego? – dziewczyna lekko rozzłościła się na brata. - Spokojnie, do asekuracji – wyjaśnił. - Kogo niby mam asekurować? Przecież ty potrafisz jeździć na łyżwach – Gunilla nadal nie mogła połapać się w toku rozumowania Pera. - Czy ty naprawdę nie rozumiesz tego o czym mówimy czy…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Łyżwy - odcinek 1 — czytnik · opowiadania