akcja · 6 min czytania
Macho
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
Macho
Parodia filmów w stylu James’a Bond’a, zabijanek z Seagal’em czy Van Damme’m
Obudziłem się jak zwykle w doskonałym humorze. Zerknąłem na modelkę, która spała obok. Siedem razy w nocy i byłoby następne siedem, ale wymiękła. Wstałem i jak co rano dla rozgrzewki zrobiłem dziesięć razy po sto pompek. Następnie wziąłem prysznic i popatrzyłem w lustro. Puścił mi z niego oko czysty ideał. Ludzie mają hopla na punkcie zdrowego odżywiania, ale mnie cholesterol i takie tam się nie imają. Zrobiłem na śniadanie schabowego z ziemniakami i sałatką. Kiedy zaparzyłem herbatę, modelka (jak jej było na imię?) obudziła się. - Jesteś wspaniały – wymruczała. - Wiem – odparłem skromnie. – Muszę do pracy. Dojazd zajmował normalnie pół godziny, ale kto by się przejmował takimi drobiazgami. Miałem Jaguara, byłem po dziesięciu minutach. W pracy jak zwykle powitali mnie ciepło. - Witaj, agencie specjalny! Wspaniała robota wczoraj! Ale rozwaliłeś tych terrorystów! Jedną ręką. Uratowałeś świat! - Drobiazg. - Szef ma dla ciebie nową robotę, ale sensei mówi, że musisz podciągnąć formę. Czeka w dojo. Z tym sensei’em, tak jak i z poprzednimi poszło łatwo. Blok, cios – i po walce. Oczywiście wygrałem. Jak zwykle. Szef miał dla mnie robotę – znowu terroryści. Ponieważ jednak jestem zwolennikiem szybkich rozwiązań, nie będę was zanudzał tym, jak dotarłem na miejsce i dostałem się do środka. Przejdę od razu do akcji. Było ich siedmiu. Sześciu na podeście, jeden na dole przy bombie. Do drabinki przykuta była zakładniczka. Załatwiłem to w trzy sekundy. Wpadłem przez świetlik w dachu, lewą nogą zaczepiłem się za drabinkę, prawą nogą znokautowałem tego przy bombie, spluwą w prawej dłoni kropnąłem tych sześciu na podeście (każdy dostał idealnie między oczy), lewą dłonią rozbroiłem bombę, a językiem uszczęśliwiłem zakładniczkę. To była łatwa misja. Znowu uratowałem świat.
***
Część 22 / 2
Kiedy wychodziłem z zakładniczką w ramionach, ktoś strzelił mi w plecy. Upadłem. Odwracając się, zobaczyłem niepozornego ciamajdę w obszarpanych ciuchach. - A ty kto? – wydusiłem czując krew w ustach. Wycelował w mą głowę: - Jestem szczyptą realizmu, której tu kurwa brakuje.
***
Wtedy niespodziewanie z okrzykiem „Nie!” zakładniczka rzuciła się - zasłaniając głównego bohatera własnym ciałem. Ciamajda strzelił. Kula trafiła biedną dziewczynę w pierś... zatrzymując się w niej i nie czyniąc większej szkody. Niech żyje silikon! Dzięki niemu kobiety nie utoną, nie potrzebują poduszek powietrznych, a w dodatku są kuloodporne.…