Inne · 15 min czytania
"Maciej von Elamen"
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
„Maciej von Elamen”
Ranek, 24 wrzesień roku 1645. Lasy Hillgromu. W szumiącym lesie rozlegało się przyjemne ćwierkanie ptaków i brzęczenie owadów. Małe, przydrożne rowy całe od płynących rzeczek bez imienia, napawały atmosferę tajemnicą. Jedynie cieńsze od igły promyki słońca tańczyły wesoło, skacząc pomiędzy uschłymi już późną jesienią liśćmi. Cała dróżka biegnąca jak sierpem rzucił była gęsto obrośnięta i zaniedbana. Przypominała prastary trakt, dziś zapomniany przez ludzi i bogów. Rzekłbyś, drogi czytelniku: „Idealne miejsce na odpoczynek i biwak.”, po czym zawołałbyś swą kompanię i spędził wieczór i noc na opowieściach, grzejąc się ciepłem ogniska przy obszernym antałku. Niestety gdzieś na prościutkiej drodze biegnącej środkiem nieznanego lasu spotkałbyś, czytelniku czające się w cieniu zło…
* Nad ranem, 23 wrzesień roku 1645. Lasy Hillgromu. Mężczyzna wyglądał tak, jakby miał się zaraz zapaść pod ziemię. Dwie damy patrzące na żałosnego chłystka, podnoszącego ochłap mięsa z zakurzonej ziemi, pogardliwie prychając oceniały widowisko. Młodzian, ewidentnie młodzian był kompletnie skonfundowany. Coraz bardziej czerwieniące się jego uszy dobitnie o tym świadczyły. Panny wybuchały lekkimi drgawkami śmiechu. - Jakie jest twoje miano, „rycerzu czerwony?” – rzekła jedna z panien. - Nazywam się Maciej von Elamen – dobitnie i z nieudawaną dumą oświadczył młodzian. Jak wielkie było jego zdziwienie, gdy napotkał gwałtowny wybuch śmiechu. Słońce zaczęło walczyć o swą krasność z uszami rycerza. - Można wiedzieć, co takiego jest zabawnego w mym nazwisku? – młodzian uderzył się w myślach… już wiedział. - A można wiedzieć, z którego Elamen pochodzisz? Ja i Fiona trwamy w nadziei, że nie z tego, o którym wszyscy myślimy… - wówczas wzrok kobiet zamienił się w najostrzejsze szable i ciął rycerzyka, ciął bez litości. - Nie, skądże – zapewnił von Elamen. – Chciałem prosić jaśnie wielmożne panny o pomoc. - Słuchamy rycerzu von Elamen, nie z tego Elamen. - Otóż wieczorem wczorajszym, jadąc w skrzącej się promieniami zachodzącego słońca zbroi, na mężnym i nieustraszonym rumaku, gnębiąc zło wszelkie… - Chyba króliki ze swych nor po drodze – skomentowała cicho jedna z panien. - … zapatrzywszy się jednak koń mój uciekł bezpowrotnie, mimo mych usiłowań i starań, gdyż przywiązany do niego byłem nie gorzej, jak matka do dziecka… - Rośnie we mnie przekonanie, że on pochodzi z „tego” Elamen – ponownie wtrąciła się cicho jedna dama. - … jednak nie poddawszy się, szedłem przez noc całą… - Wytrwały jest. - … otoczony przez zło w cieniu się kryjące… - Ma bujną wyobraźnię. - … trwając w modlitwie i wierze, czy Bóg mi swego archanioła z pomocą ześle i z opresji wybierze… - Dał ci, dał. Dwie diablice. - … pokornie więc, zmierzając ku końcowi, rzeknę bez owijania w bawełnę. Panny odetchnęły z wyraźną ulgą. - Mógłbym zabrać się panienkami do najbliższego miasta? W tym momencie czerwone uszy Macieja von Elamen przybrały najkraśniejszy odcień z wszystkich krasnych odcieni, a słońce skapitulowało. Maciej zezłościł się, gdyż znowu upuścił kawał mięsa. Przełknął ślinę. - Zgadzamy się, pod jednym warunkiem – rzekła panna w zielonej sukni. - Jakim? – z wahaniem zapytał rycerzyk. Na diabelskich twarzach panien, wykwitły, niczym dwie róże dwa diabelskie uśmiechy. To z pewnością nie był szczęśliwy dzień Macieja von Elamen, nie z tego Elamen.
* Przed południem, 23 wrzesień roku 1645. Lasy Hillgromu.
Część 22 / 2
- Hej, Karol! Patrz no żywo! – krzyczał woźnica wielce obładowanego wozu, który leniwie toczył się zarośniętą dróżką nieznanego lasu. – Toż jakiś cyrk jedzie! Zza węgła wozu, równie leniwie wychylił się kompanion o rudych, jak miedź włosach. Wystarczył mu jeden rzut okiem na scenę, po czym całkowicie się rozbudził i wzrósł w nim humor. Z naprzeciwka mianowicie jechał nasz bohater, Maciej von Elamen z dwoma pannami po bokach oraz jedną cenną uwagą… Otóż rycerz Maciej, miast skrzącej zbroi promieniami wschodzącego słońca, ubrany był w… - Flik, ja dobrze widzę, czy to jest suknia i makijaż na chłopie? – z niedowierzaniem powiedział Karol. - Niech go kule biją i to jeszcze rycerz! - Na Boga, pozwólcie mi to ściągnąć i rozetrzeć, jak ja wyglądam!? Żaden kiep ze mnie, jeno rycerz kuty, bohater i obrońca, tak nie można! – w von Elamen rozdzierała się dusza. Rzeczywiście jego makijaż był tak durny, że z odległości kilometra mogłeś zwąchać, drogi czytelniku, że w tej małej karocy z dwoma pannami i jednym dziwnym jegomościem jest coś naprawdę niezwykłego. - On ma perukę? – niemal wykrzyczał Flik. - Przyrzekłeś, że do miasta tak wytrzymasz, inaczej wiesz co z tobą zrobimy? – obcesowo wyjaśniła Esmeralda, panna w jasnej sukni. - Boże uchroń go od wszelkiego zła, kiedy ja piegi doczepiane dostrzegam! To musi być Elamen! - Fiona, Esma! – rycerz zauważył, że Esmeralda ma za długie imię, postanowił więc je skrócić. – Przeciez oni pomyślą, że jestem z Elamen! Kobiety znacząco spojrzały na siebie i uśmiechnęły się. - Kto wie, panie von Elamen, nie z tego Elamen. Może jednak to „to” Elamen? - Jeśli to jest gorset zastrzelisz mnie i zakopiesz przy rowie, Karol. - Proszę, już mam tego dosyć! - Trzewiczki!? - Prosiłeś, dałyśmy ci ulgę niestrudzonym nogom. Jedź i cierp, szlachetny rycerzu. - Zawracajmy, to diabły! - Zatrzymajmy powóz, jest jeszcze dla mnie szansa! - Flik, do cholery zatrzymaj to! - To jest silniejsze ode mnie. - Fiona! - Stop! -Słucham? - Boże… - Boże… - Nie wierzę w to. - Mówiłeś coś? Westchnienie, zachłyśnięcie się, chichot panien i krasność uszu. Powozy zatrzymały się naprzeciwko siebie – droga była zbyt wąska. Jednak w tym momencie było to zdecydowanie najmniejszym problemem. Obiekt zainteresowania, diametralnie się zmieniał i chodził non stop od stóp do głowy von Elamen. - Pan, panie rycerzu jest z Elamen? – spytał Karol z rozdziawioną niewiele mniej od Flika gębą. - Tak, ale nie tego, o którym myślicie waszmościowie – cichutko i z drżącym głosem wytłumaczył rycerz. - Nie wierzę w to, Flik. Dalej w to, cholera nie wierzę! - I ja. - My też – odezwały się panny – jak można się namówić na takie przebranie?! - Przeklęty dzień mych narodzin – skomentował Maciej.
*
Zachód słońca, 23 wrzesień roku 1645. Obrzeża lasów Hillgromu. Polanka.
Rycerz, choć małej budowy był silny. W pocie czoła uwijał się już od kilku godzin, rąbiąc, siekąc i tnąc drewno pod budowę wygodnego szałasu. Poproszony, siekał bale na płonące ognisko. Maciej von Elamen miał piękny, godny bicia na monetach królewski profil twarzy. Wysokie czoło i zmarszczone brwi nadawały powagi temu rycerzowi z mitów i opowieści. Ciężkie postronki u rąk co i rusz napinały się sprawnie dzieląc brzozę i sosnę. Rycerz był samotnikiem. Uwielbiał zamknąć się w sobie i po prostu coś robić. Tak jak teraz. Jego włosy, całe z wysiłku mokre parowały na zimnie, a oczy trzaskały iskry. Nie opodal, w małej dolince płynęła wolno mała rzeczka bez imienia. Rycerz lubił nadawać imiona nieznanym mu dotychczas rzeczom. Nazwał więc malutką rzeczkę „Pompoliną”, od stroju w jakim spędził dzisiejszy dzień. Kobiety, naśmiawszy się do woli zezwoliły von Elamen na przebranie się, co Maciej spełnił bez wahania. Mężczyźni, poczuwszy dziwny afekt do młodzika,…