akcja · 10 min czytania
Mafia. Rozdział 3
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 3
Mimo wcześniejszego postanowienia i po przemyśleniu sprawy, postanowiłam wrócić do swojego mieszkania. Potrzebowałam telefonu, który leżał gdzieś... na kanapie lub biurku? Cholera, gdzie się podział mój zapasowy telefon z plecaka? Wtedy przypomniałam sobie, że pożyczyłam go na czas nieokreślony znajomej ze żłobka... która kilka miesięcy temu zwolniła się i wyprowadziła z miasta. Cudownie.
Pilnie potrzebowałam kilku numerów. Zawsze zdumiewało mnie, że bohaterowie powieści czy filmów mieli każdy numer zapisany w głowie. Wszystko pamiętali, toteż brak komórki to był dla nich pikuś. Niestety życie bywa bardziej prozaiczne. Ludzie ufają swoim telefonom, zapisują w nich wszelkie informacje, nie bawiąc się w ich zapamiętywanie. Cóż, ja nie byłam lepsza. Musiałam więc wrócić po mój mózg.
Oczywiście nie od razu...
Wysiadłam z tramwaju pod Filharmonią i poszłam w kierunku Wawelu. Po kilku minutach dzwoniłam domofonem do mieszkania mojej przyjaciółki. Poczułam ukłucie w sercu. Dorota była kolejnym powodem, aby nie uciekać z miasta. Ale czy wystarczającym?
- Renia? Wchodź! - Przyjaciółka otworzyła mi ubrana w jedwabny szlafroczek i kusą bieliznę, co było dla mnie wyraźnym sygnałem, że nie jest sama... lub spodziewa się kogoś.
- Cholera. Przeszkodziłam ci. Czekasz na Darka? - Cofnęłam się w stronę wyjścia, ale chwyciła mnie za rękę.
- Daj spokój, właź! Ubieram się i robię kawę. Darek nie zając, nie ucieknie... Zresztą są priorytety i priorytety. Teraz ty jesteś ważniejsza, jeśli Daruś tego nie zrozumie, to nie ma czego tu szukać w przyszłości... - Wróciła ubrana w getry i wyciągnięty sweter. - No więc w czym problem?
- Potrzebuje przekimać tu do rana. Mogę spać na kanapie...
Część 22 / 3
- Nie, nie, nie, nie ma mowy. Będziesz spała ze mną, moje łóżko jest ogromne... - Przerwał jej dzwonek do drzwi. - Dobra, przetestujmy go... - mruknęła, znikając w przedpokoju. Mieszkanie miało bardzo dobrą akustykę, dzięki czemu słyszałam ich każde słowo. - Cześć, kochanie. Słuchaj, nie zdążyłam do ciebie zadzwonić, właśnie wpadła do mnie przyjaciółka w pilnej potrzebie, więc musze odwołać nasze dzisiejsze spotkanie. Wybaczysz?
- Wszystko w porządku? Może mogę w czymś pomóc? - odezwał się męski głos.
- Ojej, to miło z twojej strony, ale jedyne, czego teraz potrzebujemy, to zostać same. Wybaczysz nam? Zdzwonimy się na dniach...
- Jesteś pewna, że nie potrzebujecie pomocy? Jeśli chodzi o jakiegoś byłego...
- To naprawdę miło z twojej strony - powtórzyła - ale doskonale damy sobie radę...
Poczułam mrowienie na karku. Nagle zdenerwowana, wstałam z krzesła i podeszłam do kuchennego okna. Wyjrzałam delikatnie zza firanki i zamarłam, nie mogąc uwierzyć własnym oczom. Odsunęłam się, zanim postać stojąca przed bramą zdążyła podnieść wzrok i mnie zauważyć. Czekałam z mocno bijącym sercem, aż Dorota zamknie w końcu drzwi za swoim facetem. Z każdym kolejnym słowem moja nadzieja na to malała. A przynajmniej dopóki moja przyjaciółka nie straciła cierpliwości wobec nachalności mężczyzny.
- Słuchaj, czy do ciebie nie dociera znacznie słowa "nie"?! Sorry, że tak wyszło, ale teraz nie mam już dla ciebie czasu, spadaj stąd! I nie chcę cię więcej widzieć! - wrzasnęła, trzaskając drzwiami. - Co za namolny buc - przeklęła, wracając do kuchni. - Na szczęście mamy go już z głowy, możemy... Renka, co jest? - zaniepokoiła się na mój widok. Czułam, że jestem blada, oblewały mnie zimne poty.
- Dorciu, przepraszam. Ja... - zająknęłam się. - Chyba sprowadziłam na ciebie kłopoty - powiedziałam w końcu, przełykając głośno ślinę. Zmusiłam się do ruchu i kiwnęłam głową w kierunku sypialni. Weszłyśmy do środka. - Nie podchodź! - pisnęłam, widząc, że zmierza w kierunku okna. - Nie świeć światła! Nie ruszaj się! Boże, daj mi pomyśleć... - mruknęłam, stojąc bezradnie pod ścianą. Cała adrenalina, która napędzała mnie do działania w ciągu ostatnich kilku godzin, opadła. Poczułam, że tracę grunt pod nogami. Ależ dałam się podejść! Naiwna kretynka!
Część 33 / 3
- Dobra, mów co się dzieje! - Dorota założyła ramiona na piersiach, patrząc na mnie wyczekująco.
- Nie uwierzysz mi...
- Sprawdź mnie.
- Nie mogę.
- Reniu...
- Nie mogę. Musze iść. Przepraszam, nie powinnam tu w ogóle przychodzić. Zapomnij o tym. O mnie. Przepraszam. - Ocknęłam się już na dobre. Kucnęłam i na czworakach, jak pies, poszłam do kuchni po plecak. - Masz tu jakieś tylne wyjście? Nie mogę wyjść ani frontowymi drzwiami ani oknem, to drugie piętro. I obstawili pewnie wszystkie wyjścia... - gorączkowo zastanawiałam się, jak wybrnąć z sytuacji.
- Co? O czym ty mówisz? Ktoś cię ściga? - Dorota otworzyła szeroko oczy. Następnie sięgnęła w głąb szafy i wyciągnęła adidasy. Wsunęła je na nogi. Sięgnęła po czarną, sportową torbę z