Psychologia · 13 min czytania
Mag 1
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
2 minuty po dzwonku budzika uświadomiłem sobie, że tak naprawdę nie wiem, jaka jest moja pierwsza myśl. Pamiętałem, że mój sen przekształcił pierwsze sekundy dzwonka w coś, co mi się śniło, jakieś senne dźwięki, ale po chwili i tak już wiedziałem, że to budzik i obudziłem się. I leżałem. To pamiętałem 2 minuty później. Jednak żadnych myśli. Wynika stąd, że pierwszą myślą moją z rana było: Jaka jest moja pierwsza myśl? Potem zaraz zapytałem siebie czy moja siostra jest w domu. A raczej: Dotarło do mnie, że już jej nie ma. Nigdy nie mogłem powstrzymać takiego leciutkiego zadowolenia z tego, że jestem sam w domu. Nawet nie chodziło o to, że jej nie ma, tylko właśnie że jestem sam. I zawsze wydawało mi się, że to źle czuć coś takiego.
Potem zasnąłem z powrotem.
5 minut po pierwszym dzwonku nadszedł drugi. Wyłączyłem go leniwie, jednocześnie ciesząc się z tego, że tyle czasu upłynęło od pierwszego dzwonka. Postanowiłem nie zasypiać tym razem, ale tak strasznie nie chciało mi się wstawać że po prostu leżałem i gapiłem się to w sufit, to w okno (ponieważ leżałem głową od niego, widziałem tylko białe, zimne niebo). Całym ciałem zbierałem energię do wstania.
Decyzja o wyjściu z łóżka przyszła jak zwykle zupełnie niespodzianie. Zawsze rano oczekiwałem na ten impuls: „No dobra, to już wstajemy” i zawsze dziwiło mnie że tak po prostu bez niego wychodzę z łóżka. Ubrany jedynie w bokserki, w kapciach na nogach (którymi z upodobaniem i bardzo domowo lekko szurałem) poszedłem do łazienki, po drodze włączając komputer. Poprzedniego wieczoru nie umyłem głowy, więc bardzo niechętnie przystąpiłem do tego rano. Najpierw głowa. Bez tego przez cały dzień czułbym jak strasznie tłuste i nieprzyjemne w dotyku (i pewnie z zapachu) są moje włosy, więc, choć bardzo tego nie lubię, zdecydowałem jednak ją umyć. Poza tym, pomyślałem sobie, trochę zmiękczy mi to zarost i będę dokładniej ogolony.
Po głowie było to, co zwykle – dezodorant, golenie… Zdecydowałem, że soczewki włożę później. W oczach nadal miałem pełno snu (w końcu była dopiero 8.30) i pewnie nie udałoby mi się tego zrobić bezboleśnie za pierwszym razem. Ubrałem się w to co poprzedniego dnia – podkoszulek, moją ulubioną prostą, szarą, luźną i lekką bluzę, na nią jeszcze jedną, grubszą i jedną z moich dwóch par spodni (miałem więcej, ale chodziłem tylko w dwóch): tą, którą lubiłem bardziej.
Z lekką nadzieją (hamowaną przez świadomość swojej oczywistej irracjonalności), sprawdziłem pocztę. Moja nadzieja była naprawdę niewielka, dlatego na widok odbieranej wiadomości nie krzyknąłem z radości. List był jeden, bez adresu zwrotnego ani tematu, o krótkiej treści: today. Święcie przekonany że to jakiś błąd systemu, wywaliłem go. Jednak moje zadowolenie (raczej: mikrozadowolenie) z otrzymanego maila nie znikło.
Część 22 / 2
Włączyłem muzykę i słuchając sporą częścią swojej jaźni kawałka „fuel”, zrobiłem sobie parę kanapek. Co jakiś czas zerkałem na wizualizacje programu muzycznego, starając się wchłonąć ich piękno jak najgłębiej (bez powodzenia, niestety; zbyt często je oglądałem, by odkrywać je na nowo, co nie umniejsza ich piękna).
Z kanapkami i kawą usiadłem przy komputerze z powrotem, włączyłem jakiś skecz Monty Pythona i nie śmiejąc się z żartów zjadłem śniadanie. Jak zawsze, te smaczne zostawiłem sobie na koniec. A wszystkie zjadłem szybko. Zawsze lubiłem jeść szybko, jakoś jedzenie powoli budziło we mnie tylko większy głód.
Nie wyłączając filmu, umyłem po sobie brudne rzeczy i z przerażeniem zorientowałem się że za 5 minut muszę być w szkole. Przemknęło mi przez myśl, że następnym razem muszę nastawiając budzik wziąć pod uwagę moje nieumyte włosy. Błyskawicznie umyłem zęby i opierając się rękami o ściany (żeby na nie nie wpaść: moje kapcie były bardzo śliskie), pobiegłem do pokoju. Wkładając buty, uświadomiłem sobie, że nie mam soczewek na oczach. Na chwilę zatrzymało to moje ręce wiążące sznurówki: pomyślałem o tym że tymi samymi palcami muszę za chwilę dotknąć powierzchni swojego oka, ale potem dotarło do mnie że przecież nie zdążę teraz biegać w tę i z powrotem do łazienki po soczewki i po buty do pokoju, więc pospiesznie dokończyłem wiązanie, włożyłem kurtkę, do kieszeni włożyłem rękawiczki i opaskę na głowę, zdecydowałem, że nie ma sensu brać walkmana bo i tak wrócę do domu za 45 minut, i zamknąłem pokój (mamy korytarz wspólny z sąsiadami, więc i pokój i kuchnię trzeba zamykać na klucz), a wszystko to pogwizdując sobie „fuel”. Pobiegłem do łazienki, tam trochę zwolniłem i spokojnie włożyłem soczewki. Zamykając drzwi do kuchni przypomniałem sobie, że nie wylałem płynu z opakowania na soczewki i zapamiętałem, żeby zrobić to po powrocie.
Po schodach zbiegałem po dwa stopnie, więc kiedy zauważyłem kogoś na dole jednego z odcinków, aż musiałem dotknąć ściany żeby się nie wywrócić hamując. Dopiero kiedy wyrównałem krok (świadom, że wygląda to bardzo niezgrabnie), spojrzałem w twarz tego kogoś, ale tylko po to, żeby go rozpoznać, mruknąłem „Dzień dobry” i popędziłem dalej, wybity przez to spotkanie z rytmu. Dopiero na ulicy przypomniałem sobie, że na twarzy sąsiadki nie było zwykłej obojętności ani też życzliwości – była wyraźnie zła i patrzyła na mnie tak jakbym to ja był tej złości winien. I nie odpowiedziała na powitanie. „Hm”, powiedziałem do siebie w myślach i bardzo szybkim (i zapewne niezgrabnym) krokiem podążyłem do szkoły. Pomimo pośpiechu szedłem z podniesioną głową, myśląc naraz o tym żeby się nie pośliznąć, nie wpaść na nikogo, uniknąć kropli wody spadającej z dziurawych rynien i patrzeć mijanym kobietom w oczy.
Uwielbiam patrzeć kobietom na ulicy w oczy. Staram się unikać tego w odniesieniu do mężczyzn (nie wiem dlaczego – może dlatego że kiedyś za patrzenie w oczy omal mi się nie dostało od dworcowego menela, a może dlatego, że jest to zbyt intymne?), natomiast czasem (tak jak tego ranka) wręcz staram się patrzeć kobietom w oczy. Tak było właśnie wtedy. Szedłem i patrzyłem każdej w oczy. Aż do rogu ulicy nikt nie odwzajemnił mojego spojrzenia i tuż przed nim spuściłem wzrok aby nie postawić stopy na lodzie. Wtedy zza rogu szybkim krokiem (tak szybkim, że dużo wysiłku musiałem włożyć w uniknięcie zderzenia) wyszła dziewczyna o dobrą głowę wyższa ode mnie, w wieku na oko 20 lat. Przez ułamek sekundy nasze spojrzenia się spotkały i nie wiem, czy przez ładunek emocji, czy przez sam fakt, że