Filozofia · 1 min czytania
Magia cierni
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Jak znicz płonący żgnę, martwieję. W osuwiska szare opadam. Nikt najzuchwalszy nie zdoła zetrzeć, Łez skamieniałych, w nocy zeszklonych.
Siklawą ciekły błękitne wodostroje, Przyprawiając w smutek lasy i łąki. Czaru rozprysk, chmurne cienie, Utraconej miłości, kłujące strąki.
Wrzała we mnie piana i złość, Strzaskując o brzasku złociste promienie. Zamknięty zewsząd w przecinku losu, Nosiłem ciężki, żelazny wieniec.
Złość we mnie buchała jak wulkan