Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Duchy · 12 min czytania

Magia Wigilii

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Chciałabym opowiedzieć wam o mojej wielkiej miłości oraz przemianie, jaka dokonała się we mnie przed paru laty.

Był 24 grudnia. Wigilia. Szłam ciemną nocą, nie wiadomo gdzie. Jeszcze wczoraj miałam to, o czym samotna dziewczyna może tylko pomarzyć. Kochanego chłopaka. Byliśmy ze sobą od roku. Wczoraj wszystko się skończyło. Wszystko przez moją żałosną dumę. Właśnie przechodziłam obok jakiejś kafejki. Za szybą siedziała młoda dziewczyna i popijała kawę. Przystanęłam na chwilę, żeby na nią popatrzeć. Po chwili, trwającej może 5 minut, podszedł do niej jakiś chłopak. Przytulili się ciepło, a potem usiedli razem do stolika. - Szczęśliwi – pomyślałam. Spuściłam głowę i poszłam dalej. Szłam tak, może pół godziny, może godzinę. Nagle uderzyłam się w głowę o jakąś tabliczkę. - Szlag by to! – zaklęłam głośno i nie wiedzieć czemu, kopnęłam ją. Po całej stopie rozszedł się ból od uderzonego palca. Na tabliczce napisane było: „Park miejski” A pod spodem: „Wchodzisz na własne ryzyko!” Wzruszyłam tylko ramionami i weszłam. - Co mi tam – pomyślałam. – Jak mnie zabiją to przynajmniej będzie o jednego, żałosnego człowieka mniej. Z tą myślą szłam przez parkową aleję. Doszłam do jakiejś ławki i usiadłam. Oddychałam głęboko. Nagle usłyszałam płacz. Kobiecy płacz. Rozejrzałam się. Jakieś dziewięć metrów ode mnie stała kobieta. To ona tak płakała. Postanowiłam do niej podejść. Ale nie uszłam nawet połowy drogi, gdy zorientowałam się, że ona unosi się nad ziemią. - „Dlaczego wcześniej tego nie zauważyłam?” – zapytałam samą siebie. - Bo jesteś zaślepiona swoim żalem i nienawiścią do świata. – odezwała się zjawa. Cofnęłam się o krok i poczułam za sobą zimną korę jakiegoś drzewa. „Wcześniej go tu nie było” – przeszło mi przez myśl. Owa płacząca kobieta podniosła głowę. Przez chwilę, trwającą wieki, patrzyła mi w oczy. Znów przemówiła: - Widzę ból w Twoich oczach... Co Cię tak gnębi? - Ale Ty też cierpisz – powiedziałam cicho, ignorując jej pytanie. No właśnie, ignorancja to moja najgorsza cecha, zaraz po dumie. - Cierpię?! Nie... Ból w moich oczach to tylko odbicie dawnych lat, lat które przeżyłam tak jak Ty, kiedy byłam Tobą... Krew się we mnie zagotowała. Nie wytrzymałam i wyrzuciłam jej: - Jak śmiesz? O co Ci w ogóle chodzi? Kim tak naprawdę jesteś? Zjawa zatrzymała się niedaleko mnie. Spuściła głowę. - Jestem Tobą z przyszłości, chcę Cię uchronić przed losem, który Cię czeka... Uspokoiłam się trochę, ale nie dałam tego po sobie poznać. - Dobrze, jeżeli mogę Ci wierzyć, powiedz mi, jak skończy się to nieszczęście, które mnie wczoraj spotkało? - Nie mogę. Mam pomóc Ci tylko w powrocie do Marka. Wtedy się wszystko ułoży. „Marek” – pomyślałam nagle i do moich oczu napłynęły łzy. - Więc jak mam do niego wrócić? – zapytałam, powstrzymując łkanie. - Najpierw opowiedz mi co Cię trapi. - Ale Ty przecież wiesz – zaprotestowałam. - Proszę, mów – odparła zjawa. - No dobrze. Zaczęło się tydzień temu. Marek zwykle wracał przed 18:00, ale tamtego dnia wrócił później. Mówił, że to przez interesy. Uwierzyłam mu, bo niby dlaczego nie miałabym tego zrobić? Zaniepokoił mnie tylko jeden fakt. Marek zawsze, gdy wracał z pracy, całował mnie na przywitanie. Robił tak, nawet gdy padał z nóg. Ale tamtego dnia (była to chyba środa) powiedział mi tylko „dzień dobry”.

Urwałam na chwilę i spojrzałam na zjawę. Stała niewzruszona, a jej wzrok był utkwiony we mnie. Czułam, jakby świdrowała mnie swoimi oczyma. Spojrzałam w te oczy. Przesycone były goryczą i wielkim, nieopisanym smutkiem. Przez chwilę poczułam strach, ale ten szybko minął. Ciągnęłam dalej, nie odwracając wzroku: - Myślałam, że jest naprawdę zmęczony. Gdy położyłam się obok niego wieczorem i zapytałam, co mu jest, on odwrócił się na drugi bok i zasnął. Obraziłam się, choć w głębi serca wiedziałam, że to mu minie. Na drugi dzień obudziłam się radosna i pełna nadziei, że wszystko się ułoży. Marka już nie było, bo jego praca zaczynała się o godzinie 8:00 rano. Nie zarabiał zbyt wiele, ale nam niczego nie brakowało. Kochaliśmy się i to nam wystarczało. Zjadłam śniadanie i wyszłam na miasto, żeby zrobić zakupy. Szłam przez rynek i dostrzegłam samochód Marka. Stał pod jakimś sklepem z odzieżą. Weszłam tam, żeby się przywitać, ale zaraz pożałowałam tej decyzji. On stał pod ścianą i całował się z jakąś idiotką, ubraną w mini i kusą bluzkę. Myślałam, że trafi mnie na miejscu. Wrzasnęłam tylko: - ZDRAJCA!!! I wybiegłam ze sklepu. Biegłam przez cały rynek, wpadając po drodze na ludzi. Nic już nie widziałam na oczy, bo całe zaszły mi łzami. Wbiegłam do jakiegoś ciemnego miejsca i upadłam na kolana ze zmęczenia i bezsilności. Łzy ciekły mi po policzkach i brodzie, ale jakoś nie miałam siły ich otrzeć. Oparłam się o ścianę ciemnego muru i siedziałam na tym grudniowym mrozie. Przywoływałam w myśli wszystkie miłe wspomnienia, związane z Markiem. Nawet raz się uśmiechnęłam, ale zaraz uśmiech zszedł mi z twarzy, bo przed oczyma stanął mi widok Marka całującego się z tą blondi. - A niech ją diabli! – krzyknęłam, a echo poniosło moje przekleństwo daleko, daleko...

Znów zatrzymałam się na chwilę. A właściwie, to zjawa mnie uciszyła. Z jej oczu znów płynęły łzy. - Pamiętam to jak nic – wychrypiała. Nie wiem, czy mi się zdawało, ale twarz i całe jej ciało jeszcze bardziej pobladło. - Tak... – powiedziałam smutno. - Nie zwracaj na mnie uwagi i opowiadaj dalej – zachęciła zjawa. Zaczęłam mówić dalej: - Siedziałam tam chyba pół dnia. Siedziałam i płakałam, jak małe dziecko. Nie mogłam znieść tej zdrady, tak mnie bolało. I boli nadal. Ale pod wieczór pozbierałam się i poszłam do domu. Gdy weszłam, Marek już na mnie czekał. Od razu zerwał się na nogi i podbiegł do mnie. - Kochanie...

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Magia Wigilii — czytnik · opowiadania