Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

biografia · 8 min czytania

Magia zaklęć

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Był sierpień 2009 roku. Trio fortepianowe “Varsovia” wracało do Polski z koncertów w Irlandii. Po muzyków przyjechał na lotnisko Schönefeld w Berlinie ojciec wiolonczelistki, Bronisław Cierpniak. Cierpniak był szczupły, giętki jakiś i niski, ale jednocześnie był wysportowanym silnym mężczyzną. Jego twarz była poważna i bez cienia uśmiechu, a jego oczy były malutkie, wąskie i szybkie. Gdy wyszliśmy z kontroli paszportowej, zamiast powitania objechał nas za to, że kontrola zajęła tyle czasu i teraz wydamy na parking fortunę. „Nie można było się trochę pośpieszyć? A co, to ja czekałem godzinę a teraz mam jeszcze płacić?”. Nie przywitał się z nikim, szedł przed nami szybko a całe trio biegło za nim lekkim truchcikiem. Jego córka Natalia, do której te pretensje były skierowane, niosła wiolonczelę i ciągnęła za sobą walizkę. Jej amerykański mąż, Jeffrey, niósł na ramieniu skrzypce i również ciągnął walizkę. Najłatwiej miałem ja. Miałem tylko walizkę.

Bronisław otworzył bagażnik i wsiadł do samochodu. Silnik zastartował zanim nasz zespół opracował plan jak zmieścić trzy walizki, wiolonczelę, skrzypce oraz trzy osoby w samochodzie. Cierpniak spojrzał na nas przez lusterko, wybiegł z samochodu i bez słowa rozlokował wszystko w aucie jak należy. Ledwo zdążyliśmy wsiąść. Jeffrey, zięć Bronisława wskoczył na siedzenie w ostatniej chwili, gdy auto było już w pełnym ruchu.

W radiu czytano wiadomości sportowe. Legia Warszawa pokonała Śląsk Wrocław. Do Poznania mieliśmy trzy godziny. Początkowo Cierpniak milczał złowrogo przeżuwając jeszcze swoją frustrację z lotniska, ale wkrótce rozpoczął wykład o wyższości infrastruktury niemieckiej nad polską. Komentował wygląd dróg, chwalił brak jakichkolwiek dziur na autostradzie, estetykę znaków drogowych, wygląd stacji benzynowych, czystość samochodów i ciężarówek, kulturę jazdy kierowców, zadbane zagrody, czysto pomalowane domy, a nawet piękne lasy, jeziora i miłych eleganckich ludzi. „A my, jakiż to my mamy kraj kompletnych idiotów bez pojęcia o niczym, aż się załamać można. Ile lat człowiek może cierpieć takich bezdennych kretynów? Wszystko czego dotkną ci polscy debile obraca się w kompletną porażkę. Naród beznadziejnych prymitywów, którym pomóc się nie da. Ile można patrzeć na te głupie polskie zapite mordy, aroganckie i zapyziałe?”.

Nie wiedziałem czym dokładnie na co dzień zajmował się Bronisław, wiedziałem tylko że miał swoją firmę. Współczułem jego pracownikom. Niedawno pod Poznaniem Cierpniak zbudował dla rodziny willę w nowiutkiej dzielnicy. Było to osiedle „dworków”, każda willa to był identyczny polski „dworek” z gankiem i kolumnami z przodu i z basenem z tyłu. Było tych identycznych „dworków” chyba około czterdzieści. Cierpniak zakupił też działki z boku tyłu posesji, dla swoich córek. Kupione jako inwestycje, stały te działki puste, a jednocześnie nikt nie mógł pobudować się w bezpośrednim sąsiedztwie Cierpniaka. Bywałem w tym domu może dwa razy w roku na próbach tria, ale Bronisław nigdy nie odezwał się do mnie ani słowem. Kiedy tylko tam byłem zawsze wysłuchiwałem niekończących się kłótni między Bronisławem a jego żoną. „Czy ty zdajesz sobie w ogóle sprawę jaka jesteś bezdennie głupia?” było refrenem tych scysji, a co ciekawsze, nikt z obecnych nie przejmował się moją obecnością. Zauważyłem też, że Cierpniak nie odzywał się w ogóle do swojego zięcia Jeffreya, ale chyba dlatego że nie znał angielskiego. Po przekroczeniu granicy Cierpniak nacisnął nagle gaz do dechy i ponownie wyruszył z komentarzami, szczególnie na temat kierowców. Krzyczał, wyzywał, komentował sytuację na drodze. Nie przepuszczał rowerzyście, kombajnowi, traktorzyście, autobusom i pieszym. Dzieciom, starcom, kobietom.…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Magia zaklęć — czytnik · opowiadania