Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Inne · 18 min czytania

Magiczna sztuczka

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

{font:verdana}Wyciągnąłem z kieszeni maleńkie pudełko i otworzyłem pod ladą w taki sposób, by nikt nie zauważył, choć i tak byłem tu jedynym klientem. Śliczny klejnocik błysnął do mnie porozumiewawczo w półmroku. Uśmiechnąłem się i ponownie schowałem skarb do kurtki.

To miał być najpiękniejszy dzień w życiu Agnieszki, mojej dziewczyny. Oczywiście domyślała się, jaki prezent jej szykuję – w końcu, od czego ma się wszystkowiedzące koleżanki? – jednak nie miała zielonego pojęcia, że oświadczyny przygotowałem właśnie na dzisiejszy wieczór. A to dzięki temu, że wreszcie dostałem od tak dawna wyczekiwaną wypłatę.

Jak burza wybiegłem z redakcji i pojechałem moim wysłużonym fordem do banku, by wybrać wszystkie uciułane oszczędności, a potem do jubilera, by móc jak najszybciej zrealizować marzenie. Teraz, siedząc i czekając na kelnerkę zastanawiałem się, czy kwiaty, które wybrałem, będą strzałem w dziesiątkę. Hm, dla kobiet to bardzo ważna sprawa...

Pojawiła się wysoka blondynka i postawiła przede mną filiżankę z kawą, zerkając podejrzliwie na mój ubiór. Udałem, że tego nie dostrzegam, zajęty wsypywaniem cukru, a i ona szybko się zreflektowała i schowała za przepierzeniem.

Z trudem powstrzymałem się, by nie prychnąć z irytacją. Czy wygląd naprawdę w stu procentach określa człowieka? Przez chwilę miałem wrażenie, że tak jest w istocie, ale zaraz potem odezwał się mój wrodzony optymizm. Nie oszukujmy się, pewnie każdy byłby zdziwiony, widząc w barze mężczyznę okrytego szerokim płaszczem mieszczącym w sobie więcej książek niż niejedna prowincjonalna biblioteka.

Mieszanie kawy przypomniało mi o czymś ważnym. Z przepastnej kieszeni za pazuchą wydobyłem portfel i sprawdziłem jego zawartość. Cóż, nie wyglądało to najlepiej – ogarnięty euforią po otrzymaniu pieniędzy zapomniałem, że obiecałem sobie w tym miesiącu zapłacić zaległy czynsz. Zostało mi zaledwie dziesięć złotych, co panią Stańczyk z pewnością nie ucieszy. Gdy jednak przypomniałem sobie o pierścionku, radość przegnała wszelkie niepokoje. Zawsze jakoś sobie radziłem, nawet w najtrudniejszych sytuacjach. "Pomyślę o tym później", zdecydowałem i ostrożnie upiłem łyk gorącej kawy.

Wtedy odezwał się dzwonek trącony wejściowymi drzwiami. Odwróciłem się, by spojrzeć na przybysza, jednocześnie pilnując, by moje oględziny nie wyglądały zbyt nachalnie.

Osoba, która usiadła kilka miejsc ode mnie z miną nie wróżącą niczego dobrego, zdecydowanie nie pasowała do tego miejsca. Raczej rzadko spotyka się w przyjezdnych barach eleganckiego, dobrze ubranego człowieka, pełniącego zapewne jakąś szczególną rolę w społeczeństwie - może prawnika albo biznesmena. Właściwie tylko w tym jednym aspekcie przypominał nieco mnie samego. Różnice widoczne były gołym okiem.

Nie zawracając sobie dłużej głowy Ważną Osobistością, zająłem się nieco już przestygłą kawą.

*

- Chciałby pan zobaczyć magię? - nagle usłyszałem.

Zdziwiony uniosłem wzrok, lecz szybko okazało się, że nie mnie dotyczy to pytanie. Obok Osobistości stał niski, nieogolony mężczyzna w wyraźnie znoszonym, jak po latach podróży, ubraniu.

Natychmiast zwróciłem uwagę na jego spojrzenie - było w nim tyle radości... Przeciętnemu człowiekowi wydałoby się to niemożliwe, lecz ja - urodzony optymista - od razu zrozumiałem, że oto właśnie mam przed sobą człowieka naprawdę szczęśliwego.

- Czy chciałby pan zobaczyć magię? - powtórzył uprzejmie, uśmiechając się zachęcająco. Początkowo biznesmen krzywił się tylko i udawał, że nic nie słyszy, sądząc pewnie, że w ten sposób przegna natręta.

- Proszę o kawę! - rzucił niecierpliwie w stronę przepierzenia.

- Zapewniam, że na pewno pana zaskoczę - kusił dalej magik. - Proszę spojrzeć.

Akurat sączyłem resztki kawy, nie spodziewając się usłyszeć odpowiedzi, lecz jakież było moje zdumienie, gdy nieoczekiwanie rozległ się ironiczny śmiech.

- Niby jakie to mają być czary? - zapytał prawnik (albo bankier), wciąż chichocząc. Miał zaskakująco miły głos.

Odwróciłem się i wreszcie zobaczyłem, co go tak rozśmieszyło. Na stoliku przed oknem stały trzy zwyczajne, plastikowe kubki, a obok nich grosz.

- Widzę, że pan nie wierzy - zauważył błyskotliwie magik, nadal się uśmiechając. Wcale nie wyglądał na zażenowanego. - Nic nie szkodzi. Udowodnię panu w prosty sposób, że cuda to nie bajka. Jestem w stanie sprawić, że ta moneta zupełnie zniknie, bez sztuczek i forteli. Zaś dwa kilometry stąd, w stronę miasta, na poboczu drogi zaparkowałem swoją hondę, kupioną zaledwie tydzień temu, w bagażniku mam torbę wypełnioną pieniędzmi...

- A mi kaktus rośnie na głowie.

- ...wszystko legalnie, oczywiście. Obiecuję, że samochód będzie pański, za symboliczne dziesięć złotych, jeśli zdecyduje się pan zagrać i obstawić, że nastąpi cud i moneta zniknie.

- Co...? Mam niby obstawić, że się panu uda?

- Dokładnie tak. Chcę, żeby pan u w i e r z y ł . Czy podejmie pan to ryzyko?

Tym razem biznesmen zaśmiał się tak głośno, że idąca właśnie naburmuszona kelnerka omal nie rozlała niesionej kawy. Spojrzała na mężczyznę z urazą, odstawiła filiżankę i szybko skryła się w sąsiednim pomieszczeniu.

- Człowieku, nie zawracaj mi głowy dyrdymałami! - zawołał wesoło adwokat (albo prawnik, sam już nie wiem). - Nie takie rzeczy widziałem!

Ważna Osobistość najwyraźniej odzyskał dobry humor.

- Obiecuję, że wszystko odbędzie się bez żadnego szachrajstwa - oświadczył ponownie magik, niezrażony.

Tamten tym razem nie zaśmiał się, lecz przyjrzał rozmówcy z ciekawością.

- Hmm... Właściwie... - Zrobił efektowną pauzę, dopił kawę i nagle wstał. - Eee, jednak nie. Przykro mi, nie jestem zainteresowany. Ale dzięki za poprawę nastroju. - To mówiąc ominął go, zmierzając ku wyjściu.

Spojrzałem niespokojnie na magika.

Miałem nieprzyjemne wrażenie, że dzieje się z nim coś złego - dosłownie wrósł w posadzkę; zmarszczył czoło, najwyraźniej usiłując zrozumieć zaistniałą sytuację.

Nagle pojąłem jedno - cokolwiek by się nie działo, przynajmniej na razie nie może on dojść do żadnych wniosków.

- Założę się, że potrafi pan to dokonać!

*

Zawsze tak jest z aktorem, który nieoczekiwanie wkracza na scenę - przez chwilę skupia na sobie całkowitą uwagę. Tak było i tym razem.

A potem okazało się, że moja obecność jest jak najbardziej pożądana.

- O, świetnie! - Biznesmen zatarł ręce z radości. - Zatem prosimy, prosimy...

Uczynnie pomógł mi dotrzeć do stolika i posadził mnie na krześle. Spojrzałem na niego niechętnie, jednak nic nie powiedziałem. Magik uśmiechnął się ciepło, z wdzięcznością.

- Pozwoli pan, panie...

- Marek - przedstawiłem się.

- ...panie Marku, że jeszcze raz omówię zasady zabawy. - Rozsiadł się wygodnie, wyraźnie podekscytowany sytuacją. - Otóż, jeśli pan wybierze kubek, a ja udowodnię, że ani pod tym, ani pod żadnym innym nie ma monety - a więc udowodnię, że istnieją cuda - to wtedy wygrywa pan nagrodę, którą wcześniej obiecałem temu jegomościowi - tu uprzejmie skłonił głowę przed biznesmenem. - W przeciwnym wypadku nie wygrywa pan nic.

- Zaraz... - wtrącił "jegomość", marszcząc brwi - czegoś tu nie rozumiem. Więc jeśli ten chłystek znajdzie monetę, to i tak nie dostanę samochodu?

Magik westchnął i wymownie spojrzał w sufit.

- Szanowny panie, gdy proponowałem panu zabawę, pan wolał nie wierzyć w cuda i odmówić. Teraz pan Marek dostał swoją szansę i korzysta z niej. Oczywiste, prawda?

Parsknąłem śmiechem na widok miny biznesmena, lecz skutecznie go zamaskowałem, udając nagły atak kaszlu.

- Zatem zaczynajmy - powiedziałem, gdy tylko odzyskałem głos.

Jednak magik pokręcił głową.

- Powoli, panie Marku. Nie chciałbym być nieuprzejmy, jednakże wolałbym, żeby pańska - i moja - ewentualna porażka oznaczała dla mnie pewien materialny zysk, w ramach rekompensaty. Mam nadzieję, że to rozumie się samo przez się.

- Cóż... - Słowa magika nieco zbiły mnie z tropu. - Mam przy sobie trochę książek...

Pan Ważna Osobistość zaksztusił się, a magik popatrzył na mnie z politowaniem.

- Pieniądze, panie Marku - oświadczył dobitnie.

Bez wahania sięgnąłem po moje ostatnie dziesięć złotych i zaprezentowałem banknot na środku stolika.

- Hm... Czyżby to było wszystko, co pan posiada? - Tym razem to magik wydawał się lekko skonfundowany.

- Tak. - Starałem się nie słyszeć tłumionego chichotu po swojej prawej stronie.

Przez chwilę nad czymś się głęboko zastanawiał.

- Proponuję, panie Marku - zaczął powoli - by jednak dobrze pan to przemyślał... Bądź co bądź, gra toczy się o wysoką stawkę, nowy samochód i w ogóle... Nie muszą to być pieniądze - dodał szybko, widząc wyraz mojej twarzy. - Raczej jakiś przedmiot, wysoko przez…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%