Fantastyka · 5 min czytania
Magiczny miecz
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Dawno temu, w wiosce, której nazwy nikt nie pamięta lub nie chce pamiętać, żył mężczyzna, o którym w sumie mało było wiadomo. Ludzi, którzy go widzieli była zaledwie garstka, ale mimo tego na dźwięk imienia Brulecjan Wielkogłowy, sztywniały serca mieszkańców wsi. Z opowieści tej nielicznej gromady ciekawskich ludzi wynikało, że Bruklecjan był potężnym czarnoksiężnikiem. Codziennie rano, wychodził na taras swego odrażającego zamku znajdującego się na krańcach miejscowości i odprawiał prawie godzinne modły, robiąc przy tym dziwaczne mikstury i wydając okropne odgłosy. Krążyły plotki, że chce on stworzyć coś, co zniszczyłoby ludzkość i tym samym dało mu panowanie nad całym światem. Ale nikt z nich tak naprawdę nie wiedział, co właściwie Wielkogłowy zamierzał. Codziennie też, listonosz przynosił czarnoksiężnikowi listy, które zazwyczaj różniły się od zwykłych przesyłek. Koperty były w dziwacznych kolorach ze staroświecką pieczęcią na wierzchu. Nie raz listonosz z czystej ciekawości chciał otworzyć tajemniczy list, lecz kończyło się to poparzeniem przez wyciekającą z niego ciecz. Być może nikt by się nigdy nie dowiedział, kim był ten człowiek, całymi latami ukrywający się za murami swego zamku, gdyby nie to, że każdy człowiek, nawet taki czarnoksiężnik, musi kiedyś zakończyć swoje życie. Pewnego dnia, każdy z mieszkańców wsi dostał dokładnie ten sam list z dokładnie tymi samymi słowami: "Uprzejmie proszę o odwiedzenie mnie jutro w moim starym zamczysku dokładnie w południe, w przeciwnym razie wieczna klątwa zostanie rzucona na ciebie i twoich potomków" Bruklecjan Wielkogłowy Jak można się było domyślić mieszkańcy potraktowali zaproszenie poważnie i wszyscy, zdrowi czy chorzy, spotkali się pod zamkiem. Tym razem wyglądał on inaczej niż zwykle: wielka brama, która zawsze stała zamknięta, dziś była otwarta, a taras, rzekomo służący do odbywania modłów, wyglądał tak, jakby nigdy nic się na nim nie działo. Wszyscy zgromadzili się w ogromnym pokoju, w którym nie było kompletnie nic oprócz wielkiego łóżka zarytego aksamitnym parawanem. Z niego właśnie dobiegał głos:
"To jest ma chwila ostatnia, Wśród was…