Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Inne · 12 min czytania

Mała

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Co mogę powiedzieć o Małej? To, że miała ciemne włoski, że była taka malutka i delikatna? To, że lubiła Bacha i czasami nuciła go, przebierając swoją ulubioną, porcelanową lalę, której później w milczeniu zmiażdżyła rumianą twarzyczkę? Pamiętam dokładnie stukot czarnych pół-bucików podczas spacerów w chłodne, jesienne wieczory. Pamiętam wzór na jej połyskującym płaszczyku i miękkie, wełniane rękawiczki, które niemalże idealnie przylegając do skóry, podkreślały pulchność jej dziecięcych palców. Oczy Małej, czasami jasne i lśniące, płonęły tysiącami niewypowiedzianych myśli, doskonale ukrytych za jej bladą, posągowo poważną twarzyczką. Niekiedy jednak, te same oczy stawały się ciemne, przepełnione pustką, niczym oczy umarłego, stanowiąc doskonałą parę dla znieruchomiałego ciała. Mała zawsze była tylko w połowie żywa, jakby stale rozmawiała z nocnymi demonami, w ich własnym, niemym języku. Była tylko w połowie obecna, nie do końca prawdziwa. Jednak żadne z nas nie przypuszczało na początku, jak kruche jest życie Małej. Kruche i nietrwałe. "Jak dmuchawiec na wietrze". Tak nam powiedziano. "Dmuchawiec na wietrze". Te słowa stale dzwonią mi w uszach.

Pierwszą trumnę dla Małej kupiliśmy niedługo potem. Była prosta, ale w pewien sposób majestatyczna - biała, drewniana, miała kształt wydłużonego prostokąta, a na wierzchu wieka przymocowany metalowy krzyż. Mała długo siedziała nieruchomo w wiklinowym fotelu, wpatrując się w nią, ustawioną na środku pokoju.

Wiedzieliśmy, że musimy przygotować siebie i Małą na ten moment, moment jej odejścia. Chcieliśmy zrobić to jak najlepiej. Od tego czasu trumna miała stać się dla Małej najważniejsza. Wyłożyliśmy ją aksamitną pościelą i powkładaliśmy doń kilka pluszowych misiów i porcelanowych lal, gdyż Mała miała już codziennie w niej sypiać, a nie chcieliśmy, by gdyby zdarzyło jej się odejść bez nas, poczuła się samotna lub zlękniona. Po dziś dzień pamiętam zapach zimnych policzków Małej, w które całowałam ją na dobranoc. Leżała tak spokojnie, ubrana w bielutką koszulę nocną i przytulała do piersi swą porcelanową lalkę. Nawet po zamknięciu wieka, czułam na sobie jej zimne spojrzenie.

Życie Małej nabrało nowej, monotonnej rutyny. Wszyscy musieliśmy się przygotować na ten moment, a ona szczególnie. Był taki czas, że Mała całe dnie przesiadywała w swym pokoju, przebierając lalkę. Czasami zdarzało mi się obserwować ją zza uchylonych drzwi. Widziałam wtedy, jak powoli bierze zabawkę w swe maleńkie dłonie i przez chwilę dokładnie analizuje całą jej budowę, jakby widziała ją po raz pierwszy. Następnie odgarniała na bok usztywnione loki, rozpinała guziki sukieneczki, po czym ostrożnie zsuwała ją z właścicielki. Potem z kolei, wybierała jakąś nową - czy to suknię balową, czy żałobną, czy też strój zimowy i przyodziewała w to lalkę. Ten proces powtarzał się stale od nowa. Wydaje mi się, że Mała mogłaby już nigdy nie przestawać. Przez wieczność przebierać lalkę. Czasami wieczorami wychodziliśmy z Małą na spacery, ale zdarzało się to naprawdę rzadko. Wtedy celowo oddalała się jak najbardziej, aż niekiedy znikała nam z oczu i tylko dzięki stukotowi jej pół-bucików można było domyślić się, gdzie jest.

Wszystko to powtarzało się cyklicznie, nie wiem nawet już jak przez długi czas. Pamiętam, że patrząc na swoje dłonie, zaczynałam widzieć swoistą mapkę tych wydarzeń. Zapis codziennej rutyny, od jednego punktu, do drugiego. Nie wiem nawet, jak wtedy wyglądałam. Specjalnie dla Małej pozdejmowaliśmy wszystkie lustra ze ścian, jakby mogła dzięki temu zatracić poczucie rzeczywistości, zapomnieć o nieuchronnej przyszłości. Czy była z tego zadowolona, wdzięczna? Nigdy nie umiałam tego powiedzieć. Mimo to - a może właśnie dlatego - , że Mała pozostała Małą, taką jaką ją od zawsze pamiętałam.

Szczególnie wyraźnie wyrył mi się w pamięci obraz zimowych wieczorów, choć nie umiem powiedzieć, ile ich dokładnie było. Siadywałyśmy wtedy przy kominku w dużych, wygodnych fotelach. Ja i Mała. Ja czytałam, rysowałam, niekiedy haftowałam, a czasami, będąc zwyczajnie przeziębiona, siedziałam opatulona kocem i popijałam gorącą herbatę. Mała natomiast siedziała bez ruchu, wpatrując się w jeden wybrany przez siebie, tańczący płomień ognia. Pamiętam setki różnych sukienek w ciemnych barwach, które wtedy na sobie miała i wszystkie stroje, w które ubierała swoją laleczkę. Pamiętam nawet różne sposoby, w jakie wiązała sobie poszczególne buciki. Tylko to mogło sprawić mi trudność. Wszystko inne pozostawało nieodmienne przez długi czas.

Pierwsza zmiana nastąpiła dość nagle, choć nim doszła do skutku, minęło trochę czasu, kiedy to nabierałam podejrzeń. Na początku słyszałam tylko te odgłosy szurania, drapania, skrobania, każdego niemalże ranka, gdy szłam obudzić Małą. Potem znalazłam w ogrodzie kilka wygiętych, połamanych łyżeczek do herbaty. Niczego się jednak jeszcze nie domyślałam, gdy w tamto południe przyszłam zabrać pościel Małej do prania. Wszystkie zabawki - każdego misia, każdą porcelanową lalę wyjmowałam osobno, z jak największą ostrożnością. Trzymałam jednak jeszcze jedną w dłoni, kiedy zaczęłam składać kołdrę. Nie umiem dokładnie opisać momentu w którym to zobaczyłam. Pamiętam tylko jak wypuściła z ręki lalkę i dźwięk towarzyszący jej uderzeniu o podłogę, gdy roztrzaskała się na kawałki. Potem zobaczyłam Małą, stojącą dumnie we frontowych drzwiach. Czy czuła się wtedy zawstydzona, zdenerwowana? Czy mogła czuć choć cień lęku? Tak bardzo chciałabym to wiedzieć.

Ukaraliśmy wtedy Małą bardzo surowo, choć nie mogę sobie przypomnieć w jaki sposób. Nie chciałam pamiętać, czy po prostu zapomniałam... Nie wiem. Pamiętam jednak, jak przez kilka kolejnych tygodni, stale dręczyła mnie wizja Małej…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%