Romans · 9 min czytania
Malarka
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
I Spokojnym, powolnym krokiem zbliżał się do stolika na końcu pomieszczenia. Nieśpiesznie siadł i coś zamawiał. Kelnerka, z przyklejonym sztucznym uśmiechem przynosiła mu kawałek ciasta i kawę. Patrzyłam na tę scenę codziennie. Chcę uchwycić magię tej chwili. Przyglądałam się twarzy mężczyzny, jego zmarszczonym brwiom i oczom wyrażających niezgłębiony smutek i oczekiwanie, może nawet kryła się w nich niewielka iskierka nadziei. Zaś kelnerka była starszą kobietą ubraną w obcisły fartuszek. Wiele nieprzespanych nocy odbijało się na jej zmęczonej życiem twarzyczce. Ruchy ciała były ospałe. Promienie światła wpadały do środka przez, niemyte przez wielu tygodni, okna i tworzyły niezwykły klimat tego miejsca. Chciałabym zapamiętać wszystkie detale, nawet godzinę na zegarku. Machinalnie sięgnęłam po szkicownik i zaczęłam tworzyć. Sprawną ręką kreśliłam to, co niedawno zobaczyłam. Czułam się jakbym wpadła w trans. Cały świat przestał dla mnie istnieć. Oderwałam się od rzeczywistości. Dokładnie przyjrzałam się swojemu niedoskonałemu, po raz kolejny, dziełu. -Czegoś tu brakuje- odezwał się za mną zamyślony, męski głos. Szybko się odwróciłam, by spojrzeć na tego, kto ośmielił się nieproszony ocenić moją pracę. Za mną stał elegancko ubrany czterdziestolatek, który zupełnie nie pasował do tego miejsca. -Słucham? -Wiem, co mówię. Masz talent, ale nie malujesz z uczuciem. Gdy to mówił, byłam aż gorąca ze zła. Mojej pracy brak uczuć?! Nie wiem, co ten mężczyzna sobie wyobraża. Nikt go nie prosił o opinię. -Proszę pana… -Mów mi Tom- przerwał mi z uśmiechem, czym mnie wybił z rytmu. -Tomie…- mimowolnie wypowiedziałam te imię jakby smakując je w ustach-uważam… -A jak tobie na imię?- kolejny raz mi przerwał, ale tym razem nie byłam na niego wciekła. -Sandra. -Piękne imię nadane ślicznej dziewczynie, która w dodatku ma talent malarski. Trzymaj, to jest moja wizytówka, jakbyś chciała nauczyć się prawdziwego malarstwa to zadzwoń. I odszedł. Pojawił się i znikł. Kim był? Obcym, który potrafił zaczarować mnie samym spojrzeniem. Zadzwonić?
II Siedziałam sama w pokoju, a w tle leciała cichutka muzyka. Patrzyłam na swój szkic i zastanawiałam się, o co chodziło temu mężczyźnie. Brak uczucia? Jak namalować emocje? Tyle pytań a brak odpowiedzi. Z szybko bijącym sercem sięgnęłam po telefon i wykręciłam numer, którego już w kawiarni nauczyłam się na pamięć. -Tak?- bardzo pragnęłam usłyszeć ten delikatny głos. -Z tej strony Sandra. Pamięta mnie pan?- ‘obyś pamiętał’ błagałam w myślach. -Ech, mówiłem ci już, żebyś mówiła do mnie po imieniu. Przyjdź jutro do mojego domu o 11:00 na ulicę Waszyngtona 134. Będę na ciebie czekał, śliczna. Koniec. Usłyszałam głuchy sygnał. Tylko tyle? Zresztą, czego się spodziewać po nieznajomym? I teraz pozostał wybór: iść, czy odpuścić. Jednakże nieodparta chęć zdobycia wiedzy, była kusząca. Ale czy tylko? Tylko dlatego chciałam tam iść? Być może zaintrygował mnie ten Tom. W jego wzroku można było zobaczyć pewną iskrę, do której mnie ciągnęło. Jego spojrzenie było hipnotyzujące i wiem, że mogłam tak patrzeć w jego oczy całe wieki.
III Od dwóch godzin stoję przed lustrem. Przeczesałam całą szafę w poszukiwaniu idealnego ubrania. W ostateczności zdecydowałam się na krótkie spodenki i bluzeczkę na ramiączkach. Makijaż zrobiłam subtelny, a włosy rozpuściłam. Kurde, dlaczego aż tak się stroję? W końcu to będą tylko zwykłe lekcje malarstwa. Cicho zamknęłam drzwi od domu i ruszyłam. Szłam powolnym krokiem, który nijak nie odwzorowywał mojego nastroju. Serce biło mi jak oszalałe, a umysł kazał mi zawrócić. Jednak bardzo pragnęłam znów go ujrzeć. Mijałam kolejne ulice coraz bardziej się zbliżając do celu. W końcu stanęłam przed jego domem. Zadzwoniłam, a zza drzwi wyłoniła się uśmiechnięta twarz Toma. Serce zabiło mi jeszcze szybciej i czułam jakby nogi uginały się pode mną. Odwzajemniłam uśmiech. -Wejdź do środka- Tom zrobił teatralny gest zaproszenia. Niepewnie przekroczyłam próg jego domu. Mężczyzna zaprowadził mnie do swojej pracowni, która wyglądała jakby skopiowana z jakiegoś filmu o sławnych malarzach. Tom posadził mnie przed ogromnym płótnem i rozstawił obok mnie wiele kolorów farb. -Namaluj to, co wtedy szkicowałaś, a potem postaramy się coś z tym zrobić. Bez słowa sięgnęłam po jeden z pędzli i wpadłam w trans. Już nie czułam bliskości Toma, który położył mi swoje dłonie na ramionach, nic nie znaczyło oprócz malowania. Moje ruchy były delikatne i subtelne, dokładnie pociągałam pędzlem. Po godzinie obraz był gotowy.