Komedia · 6 min czytania
Malarz
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Każdy jest wiecznie niezadowolony. No, może nie każdy, i nie wiecznie, i nie niezadowolony. Ale ja byłem. Niezadowolenie tkwiło we mnie bodajże od urodzenia, a przynajmniej od kiedy pamiętam. Zawsze coś mi nie pasowało, a to hałas za oknem, a to tykanie zegara, innym razem, gdy zamknąłem okno i wyłączyłem zegar, nie pasowała mi cisza. Bo nie była to cisza! Kiedy już myślałem, że ją usłyszę, tą ciszę, to znaczy nie usłyszę nic, nachalne dźwięki, które wcześniej nie istniały lub ukrywały się gdzieś w zakamarkach, nagle atakowały mnie ze wszystkich stron. Jak ich nie lubiłem! Nadal ich nie lubię. Kiedy już wyłączyłem zegar i zamknąłem okno, kiedy jedynym moim pragnieniem było nie odbierać dźwięków, pojawiały się one. Nieważne, jakbym je nazwał, jak podzielił, zaszufladkował, czy cokolwiek z nimi zrobił. Czy były to moje oddechy, czy bicia serca, czy szelest, który im towarzyszył, gdy klatka piersiowa bezwolnie unosiła się i opadała na pościel. Wydawało mi się, że kiedy kupię zatyczki do uszu, moje problemy znikną. Kupiłem więc. Nie zrobiłem sam, z waty, z papieru toaletowego, czy z wosku, o nie! Nie zadowalam się byle czym. Właściwie to nie zadowalam się niczym, bo jestem człowiekiem wiecznie niezadowolonym. Ale kupiłem profesjonalne narzędzie, które według ulotki miało służyć przez wiele lat. Jaką miałem nadzieję, że w końcu spełnię to odwieczne marzenie, i będę mógł nie słyszeć nic. Co tam, nadzieję. Byłem tego pewien. Bezczelnie otworzyłem więc okno, włączyłem zegar i położyłem się do łóżka, szczęśliwy i radosny, z uśmiechem na ustach i zatyczkami w uszach. I co? Znowu nie tak, jak chciałem. Kiedy już nie odbierałem odgłosu oddechu i bicia serca, ani szelestu pościeli, pojawiło się coś, co powinienem był przewidzieć, a czego nie przewidziałem. Szum. Taki wewnętrzny, nieokreślony szum w głowie. Dlaczego na to wcześniej nie wpadłem? Otóż to. Chodzi o to, że nie można nie słyszeć nic, tak jak nie można być zadowolonym. Przynajmniej ja nie mogłem i pogodziłem się z tym. Zostałem człowiekiem wiecznie niezadowolonym. I tu z kolei natrafiłem na kolejny problem. Kiedy już pogodziłem się z tym, że jestem człowiekiem niezadowolonym, poczułem coś w rodzaju zadowolenia. Byłem zadowolony, że mam już za sobą walkę z myślami i szukanie zadowolenia. Można więc powiedzieć, że jestem człowiekiem wpół zadowolonym, lub jak kto woli, wpół niezadowolonym. Powodem mojego niezadowolenia było to, co miałem przed oczami. Moje dzieło. Jak zwykle coś mi nie pasowało. Sięgnąłem po…